Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TWICE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TWICE. Pokaż wszystkie posty

23.09.2018

I przyszła jesień...


Cześć, trochę mnie tu nie było, właściwie prawie trzy miesiące. Wszystkie blogi uaktywniają się na wakacje, a mój milczy. Myślę że zasłużyliście na kilka słów wyjaśnień. 
Byłam w Hiszpanii na praktyce i tamtejszy internet, działał, no nie ukrywajmy jak totalne gówno. 
A jak wy się macie? Jak minęły wam wakacje? 

TWICE -Momo

Dla niej, tego wieczoru, Tokio żyło wolniej, ciszej i spokojniej niż zazwyczaj. Był dwudziesty trzeci września- pierwszy dzień jesieni.

Boże, prosiłam Cię o tak wiele rzeczy i zawsze mi pomagałeś.
Dlaczego właśnie teraz mnie opuściłeś?
Boże, jeśli jesteś miłosierny, tak jak o Tobie mówią, to błagam pomóż mi o nim zapomnieć.

Momo siedziała na parapecie, wpatrując się w zachodzące słońce, które otulało złotym blaskiem Tokio, aż po horyzont. Wpatrywała się tęsknym wzrokiem w zjawisko, czując że coraz bardziej otacza ją chłód jesiennych wieczorów.

Lato odeszło wraz z nim.

Odeszło z jego bezpiecznymi ramionami, dającymi schronienie, z barwą jego głosu, do której nie mogłaby się równać żadna najpiękniejsza pieśń, z ognikami w oczach, cieplejszymi niż ogień, zazwyczaj palący się zimą w kominku, w jej domu rodzinnym.

I przyszła jesień...

Wszystko przybiera barwę zachodzącego słońca, uprzedzając czas zimy, a zimą wszystko zamiera. Momo miała nadzieję że zimą zamrożą się wspomnienia, a tęsknota wraz z bólem wygasną, jak ostatnie nocne lampy w Kioto.

Jednak ciągle była jesień...

Uczucie zmieniło barwę z niewinnego różu, gorącej czerwieni, zachodzącego letniego słońca, na oranż i żółć, drugi kolor jest symbolem kłamstwa.

Ale przecież on jej nie okłamał, nic sobie nie przyrzekali, to miała być tylko wakacyjna zabawa, żadnych zobowiązań. Oboje byli samotni, byli z całkiem rożnych światów, całkiem przeciwni charakterem. Chociaż jak to mówią przeciwieństwa się przyciągają. Tylko Momo nie była deszczem, który mógł ugasić ogień, była jak ćma, która ciągnęła do niego jak do światła, i sparzyła się jego ogniem, zostawiając głęboką ranę w sercu, która nie chciała się zabliźniać.

Starła z policzka łzę, nie liczyła już ile razy płakała, gdyż jej dusza płakała w jej wnętrzu, wylewając wodospady łez, tych wodospadów nikt jednak nie mógł dostrzec. Wyciągnęła telefon z kieszeni spodni zaglądając w wiadomości. SMS'y z pracy, od znajomych przyjaciół, jednak nie od tego, konkretnego numeru, ignorując innych zablokowała telefon i odłożyła na półkę z książkami.

Weszła do kuchni, by tam naparzyć sobie malinowej herbaty, nastawiła czajnik z wodą. Wyciągnęła z torby laptopa i postawiła go na małym, kuchennym stoliku. Z ciepłą herbatą i słodką bułką, zasiadła przed urządzeniem, by wypełniać nudne dokumenty. Typowa praca w korporacji, której sloganem jest: zabierz pracę do domu!

Po jakiś dwóch, może trzech godzinach laptop, dał znać że ma dość pracy i że jego bateria spadła poniżej pięciu procent, podłączyła urządzenie do ładowania i zamknęła program. Umyła biały kubek w złote gwiazdki i powłóczystym krokiem poszła do łazienki by wziąć krótką kąpiel. Opatulona w kremowy szlafrok, weszła do spowitej ciemnością, zimnej, pustej sypialni. Przytuliła głowę do śnieżnobiałej poduszki, która po jakimś czasie była wilgotna od łez.

Wtem usłyszała hałas, coś uderzyło w szybę okna sypialni. Poderwała się szybko i z duszą na ramieniu podeszła do balkonowego okna. Uchyliła je delikatnie, na balkonie, w blasku księżyca leżał kasztan, wzięła go do ręki i rozejrzała się wokół, nie dostrzegła nic niepokojącego. Odetchnęła i już miała zamknąć okno, kiedy na balkon spadł drugi kasztan. Podniosła brązową kuleczkę i ostrożnie wyszła na taras, chłodne kafelki, mroziły jej stopy, mimo to stała nieruchomo w miejscu, jeszcze raz uważnie się rozglądając. Jej wzrok w końcu skierował się ku niebieskiemu sklepieniu, wypełnionemu milionami bieluteńkich punkcików, przyozdobionemu, pięknym, sierpowatym księżycem.

I to był moment kiedy Bóg ją wysłuchał. Kiedy dręczące pytania, stały się jasne jak gwiazdy na niebie, a odpowiedzi na nie bolały jak oparzenie żywym ogniem.

Boże. I przyszła jesień... Czas rozstania, czas bólu i tęsknoty.
Oczekiwanie na zapomnienie i wygaszanie ognia, by przyjąć twardość lodu i chłód śniegu, nadchodzącej zimy.

Usiadła na łóżku, patrząc w panoramę miasta, rozciągającą się za wielkim oknem.
Był już dwudziesty czwarty września, a Tokio znów żyło swym, szybkim, a za razem jednostajnym i niezmiennym tempem.

Koniec.



Do zobaczenia, mam nadzieję że nie długo.
Yuki

4.05.2018

Córka księżycowego króla. cz.II/II

Witam, dzisiaj mamy piątek, czwartego maja, z tej strony, po dłuższej przerwie Yuki! Obiecany drugi part pojawia się dziś. Kochani macie ochotę może na opowiadanie z Zico i Lisą? A może Instagram'a z jakimś b-bandem, lub g-bandem, piszcie w komentarzach. Enjoy!

NU'EST -BaekHo
TWICE -JiHyo
cz.II
Rany w sercu nie goją się nigdy,
mimo że w myślach pozostały tylko blizny.

Tak też było tego dnia...
Mężczyzna wraz ze swoimi zaufanymi ludźmi, zasiadło do suto zastawionego stołu, początkowe rozmowy kręciły się w okół zaplanowania dnia, jednak później, przyszedł plan na noc. Kang widział że jego słudzy są wykończeni, w dzień musieli pracować, żołnierze przygotowywać się do nocnych walk, a ludność ukrywać. Nie mógł sobie tego darować, jednak nie mógł nic zdziałać, nie miał możliwości lotu na księżyc, tak jak jest to w teraźniejszych czasach, nie posiadał też tak wielkiej broni i oddziały by przez tak długi czas odpierać ataki. Wtem jego rozmyślania, przerwał posłaniec z królewskiego pałacu, rozpoznał w starcu, mnicha który opiekował się nim i pięcioma towarzyszami, na królewskim dworze. Kiedy zasiadł przy stole, najpierw powitany przez gospodarza, podjął temat sytuacji w państwie.
-Czytałem każdy twój list do króla, jednak gdy mówiłem on nie chciał mnie słuchać. Spędza czas z nałożnicami, ewentualnie z rozpitą szlachtą, robiąc wystawne przyjęcia, nie interesują go losy kraju -przerwał na chwilę, patrząc na wojownika -Gaya upadła -dodał po chwili.
DongHo upił wodę z kielicha, czując uporczywy ból w boku, zmrużył oczy, nie z bólu, ale ze wściekłości na władcę, odstawił kielich.
-Skoro Gaya upadła, to teraz -potarł skronie -wiesz, nie mam się już czym bronić. Jak już czytałeś w listach, potrzebujemy broni, zasoby naturalne się kończą, węgla, prochu i żelaza jak na lekarstwo, nie mówiąc o żywności, po ostatniej suszy, mój lud głoduje.
-Dlatego tu jestem, wysłannicy boga nocy i króla księżyca, uderzą na Baekje tej nocy...
-Tak jak każdej -przerwał mu jeden z podwładnych.
-Przybyłem z orszakiem tysiąca żołnierzy, którzy zbuntowali się rządom króla, mam proch, armaty, szable -podszedł do wrót twierdzy, a za nim gospodarz -jeśli wygramy tę walkę, lud obali króla i wygna ród, a ty zasiądziesz na jego miejscu.
-Ja... Przecież...
-Masz dużo więcej rozumu niż on, będę Ci pomagał. Nie odmawiaj, taka szansa się nie powtórzy -westchnął, przyglądając się wojownikom -albo wygrasz i będziesz królem, albo zginiesz, a twoją twierdzę zrównają z ziemią.
-To będzie dla mnie zaszczyt -ukłonił się, po czym zwrócił się do jednego ze sług -nakarmcie żołnierzy, otwórzcie wschodnią część.
-Dlaczego panie? -zapytał kłaniając się nisko.
-Muszą gdzieś odpocząć, konie napoić i naszykować sypialnie, mojemu przyjacielowi. Zapamiętałeś?
-Tak, panie -wojownik rzucił mu monetę, ten szybko ją złapał -dziękuję panie -i zniknął.
-Nagrodzony podwładny, to lojalny podwładny -stwierdził -dziękuję że przybyłeś z odsieczą.
-Przybyłem tu po to, byś zasiadł na tronie.
Kobieta stanęła obok, mężczyzny siedzącego na tronie. Chwilę milczała rozglądając się po perłowej komnacie, przywołując wspomnienia z dzieciństwa, gdzie w towarzystwie sióstr, królowej, dam dworu, grały na harfie, cytrze.
-Wzywałeś mnie panie -powiedziała cicho.
-JiHyo, czy to ty? -zapytał patrząc w przestrzeń pustym wzrokiem.
-Tak ojcze, dlaczego przebywasz w komnacie matki? -zapytała chwytając go za zimną, kościstą dłoń.
-Moja gwiazdko, chyba wiesz dlaczego, odczuwasz tęsknotę, prawda?
-Odczuwam tęsknotę, ale jeszcze bardziej gorycz i chęć zemsty, podobnie jak moje starsze siostry.
-Myślę że to czas by pomścić twoją matkę, wybrałem Ciebie, gdyż wiem że żadna inna moja córka, nie podoła temu zadaniu. Zabijesz tego wojownika.
-To zaszczyt, przyrzekam nie zawiedziesz się na mnie ojcze -starzec uśmiechnął się delikatnie, ściskając lekko dłoń córki.
-Wiem moja gwiazdko, kiedy tylko to zdobisz, ja zakończę swoje panowanie. Czuję ze moje godziny są policzone, a chcę byś to ty zajęła moje miejsce.
-Ojcze, przybędę tu i będziemy razem świętować naszą wygraną -w jej oku zakręciła się łza, która spadając na płytki, zamieniła się w kryształ.
-Miejmy nadzieję córciu, nie płacz... Może nie widzę, ale słyszę twoje łzy. 
W tym momencie JiHyo poczuła, że może coś zmienić w swoim życiu, że może się uwolnić od ciężaru, który tak bardzo ciążył na jej kryształowym sercu.
Słońce z każdą minutą coraz bardziej ukrywało się za horyzontem, oświetlając nadmorską twierdzę. Jak malarz tworzyło cudowną paletę barw na niebie, zaczynając od oranżu, kończąc na purpurze i granacie. Kiedy zniknęło, za szmaragdową taflą, a świat otuliła szalem noc, niebo pokryły miliony gwiazd, księżyc przeglądał się w tafli wody, ukazując swój pełny blask.
BaekHo nałożył hełm na głowę, czując jak ból w boku przechodzi, dopiął mocniej zbroję, wziął swoją szablę i opuścił swoją komnatę. W myślach modląc się o zwycięstwo i małą ilość ofiar. Stanął między wartownikami, na murze, niedaleko bramy głównej. Ludność, głównie kobiety i dzieci, ukryła się w tajemnych komnatach, wykutych w górach, zaś wojownicy i część ochotników, została w twierdzy.
Cisza piszczała w uszach, wprowadzając nerwową atmosferę i przerażenie wśród niektórych. Chłodne powietrze poruszało granatowo -czerwonymi flagami ze wzorem głowy tygrysa i przenikało swoim świtem w myśli obrońców.
W tym czasie na księżycu, księżniczka wraz z setkami "potworów", organizowała się do ataku, następnie omówiła jeszcze raz z wysłannikami plan, po czym uniosła się nieco nad powierzchnię, by zlecieć w dół, na planetę śmiertelników.
"Potwory" uderzyły najpierw z góry na twierdzę, następnie otoczyły ją z każdej strony. Ludzie walczyli dzielnie, mimo że nie mieli wielkich szans, przy wysłannikach z innego świata. W okół bitwy unosił się kurz, który uniemożliwiał oddychanie, zapach krwi, prochu i żelaza. W okół roztaczała się aura śmierci, jednak jedni jak i drudzy nie zważali na to, skupiając się jedynie na zlikwidowaniu przeciwnika. Trzask łamanych kości, wybuchy bomb, zgrzyt szabli i toporów, krzyk ludzi, pękająca porcelana, raniły uszy. DongHo zrywał maski bestii, ścinał, po kilka głów swym długim mieczem, zmieniając je w pył. Mężczyzna nie zauważył jednak że, tuż obok niego armata jest szykowana do wystrzału. Padł na ziemie ogłuszony, kiedy ocknął się, rozmazanym wzrokiem widział, jak jego poddani przegrywają, podniósł się słaniając na nogach, ściskając miecz w dłoni. Gdy jego wzrok się wyostrzył, zobaczył postać w białej szacie, w wielkim kapeluszu na głowie oraz srebrnej masce. Czuł że wzrok przeciwnika, chce przeniknąć w jego oczy, następnie w jego myśli, by stracił rozum. Wiedział też doskonale, z kim ma do czynienia. Obrócił miecz w dłoni, uzyskując równowagę. Zaatakowała pierwsza, była to tak zacięta walka że ziemia zaczęła drżeć, wiatr zmienił się w huragan z zimnym deszczem. Większość "potworów" zaczęła uciekać, dając przewagę ludziom. JiHyo widziała jak uciekają, jednak nie miała zamiaru się poddać, podobnie jak jej przeciwnik. Walczyli, tak zawzięcie że oboje nie zauważyli tego że pozostali sami, w ludzkim gronie, kawałkami z masek pokonanych i że słońce powoli wstawało ze snu. Jeden z wojowników chciał pomóc BaekHo, ale zatrzymał go mnich.
-Zrozum, tylko on może ją pokonać, pogorszyłbyś jedynie sytuację -powiedział przyglądając się wszystkiemu z ukrycia, w głowie modląc się za zwycięstwo towarzysza broni.
Słońce objęło swym blaskiem całe Baekje, w tym twierdzę pod sztandarem białego tygrysa. W tym momencie, oboje padli na kolana. BaekHo z niewyobrażalnego bólu i krwawiącej silnie rany, zaś biała postać z braku siły, mocy i magii. Patrzyli na siebie, ciężko oddychając, wojownik upuścił miecz i wyciągnął rękę w kierunku postaci. Ta cofnęła się nieco, ale nie atakowała, nie miała na to siły, spostrzegła też że nie ma zamiaru jej krzywdzić. Kiedy cofnął rękę, przyczołgała się do niego, przykładając swoją dłoń do rany wojownika, która momentalnie się zagoiła.
-Dlaczego? -podniósł wzrok, wpatrując się w nienaturalnie czarne oczy bestii.
-Darowałeś mi życie -odparła -zdejmij moją maskę.
-W tedy umrzesz -powiedział cicho, uważnie obserwując postać.
-Ale odrodzę się na nowo... Zdejmij ze mnie klątwę! -pisnęła żałośnie -Zdejmij ze mnie brzemię nocy!
Mężczyzna cały czas się wahał. Może to była jakaś pułapka, a może stwierdziła że nie nie ma szansy wygrać i po prostu skapituluje. Wpatrywał się w połyskującą maskę, silny powiew wiatru zerwał z głowy księżniczki jasny kapelusz, rozwiewając jej włosy we wszystkie strony. Wydawała się taka niewinna i bezbronna. Powoli wyciągnął ręce w jej stronę, wykonując kilka głębokich oddechów. Jak najdelikatniej potrafił, ściągnął ciężką, kryształową maskę i odrzucił ją w bok, ta zaś rozpadła się na miliony kawałeczków, w zetknięciu ze ścianą twierdzy. Czarne, zwierzęce oczy, zjawy przyjmowały ludzki kształt i kolor oceanów. Skóra z odcieniu szaro-białego, przybrała ludzką barwę, a policzki nawet pokryły się różem. Włosy w ciemnego granatu, zmieniły kolor na jasny kasztan, zaś suknia wcześniej biała i wykładana drogimi kamieniami,l teraz była różowa pokryta przepięknymi haftami. Wszystko zwieńczyła korona na jej głowie, połyskując w blasku słońca. Podniosła się z klęczek, otrzepując suknię, wykonała kilka ruchów dłońmi, a twierdza BaekHo, zaczęła się sama odbudowywać. DongHo również wstał, patrząc na nią w podziwie, mrużąc przy tym oczy, gdyż księżniczka promieniała swym blaskiem. Po odbudowaniu twierdzy, zwróciła się do niego:
-Tyś jest tym, który zasługuje na miano króla, ty uwolniłeś mnie ze szpon nocy i wróciłeś do życia, dałeś mi wzrok dzięki któremu, widzę to co słuszne. W nagrodę powierzam Ci całą Sillę!
-Jakim cudem? Przeciez król żyje, ja jestem tylko najemnikiem...
-Czy aby na pewno?
Nim zdążyła dokończyć myśl, do twierdzy wtargnął posłaniec na czarnym koniu. Który, kiedy tylko zeskoczył z konia, pobiegł w stronę BaekHo i padł mu do stóp.
-Król nie żyje, jesteś jego następcą panie -oszołomiony wojownik, rozglądał się przed ludźmi, którzy padli przed nim na kolana, aż w końcu wzrok spoczął na niej, ta zaś ukłoniła się by okazać mu szacunek. 
-Wstańcie wszyscy, to nie moje zwycięstwo, tylko wasze -poddani jego wstali -cóż mi po zaszczytach skoro i tak nie mam tego czego pragnę -dodał ciszej.
-Czego jeszcze potrzebujesz? Masz kochających Cię poddanych, światły umysł, siłę i całą Silli...
-Ale nie mam wsparcia u mego boku... Nie mam twojego wsparcia, pani -ukłonił się jej i przyklęknął na jedno kolano, czując że w końcu odnalazł kogoś, kto zapełniłby puste wieczory, łagodził ból i pomógł zapomnieć o przeszłości, by mógł spokojnie budować przyszłość swoją, swojego kraju i narodu. 
-Pani wiem że jestem zwykłym śmiertelnikiem, jednak wiem że to iż zjawiłaś się tu z niebios, że dałaś mi władzę, było zaplanowane przez los. Czy zgodziłabyś się, zostać moją królową?
JiHyo stała w ciszy, rozglądać się w okół, poddani stale klęczeli, z nisko opuszczonymi głowami, zaś Król wpatrywał się w nią z nadzieją. Wszyscy milczeli, można było mieć wrażenie że zaraz zaatakują potwory i że ten wspaniały spokój i harmonią, znikną w ułamku sekundy.
-Wstań DongHo i wy powstańce -zwróciła się do żołnierzy.
-Księżniczko ja wiem że...
-To dla mnie zaszczyt, że będę mogła zasiąść na tronie obok Ciebie królu -odparła ze spokojem i nieopisaną radością w głosie. I można by przysiąc że w tym momencie, słońce wzeszło tak jasno że rozświetliło cały świat. 

Koniec.



Yuki

19.04.2018

Córka księżycowego króla. cz.I/II

Cześć! Przepraszam za tą dwutygodniową przerwę, ale ostatnio mam tyle do roboty że głowa mała. W ankiecie wygrały scenariusze, więc napisałam dwu częściową bajkę, enjoy!

NU'EST -BaekHo
TWICE -JiHyo
cz. I


Posłuchajmy historii o odważnym wojowniku
i pięknej, niespotykanej urody królewnie.


Powędrujmy w kierunku wschodu, do kraju zwanego Silla.
Hwarang, tym mianem określano młodych ludzi, którzy mieli poświęcić swoje życie państwu. Młodzież ta, była określana mianem kwiatu młodości, gdyż byli silni, odważni, mądrzy i potrafili wybrać większe dobro. 
Taki też był Kang DongHo. Chłopak wywodził się z podbitego królestwa Baekje, z biednej rodziny rybaków, którzy w obawie że nie zdołają wyżywić syna, postanowili oddać go pod opiekę mnichów. Mnisi widząc to jak chłopiec szybko się rozwija, jaki jest bystry i silny, zaczęli się zastanawiać, czy nie powinien się znaleźć w królewskiej armii. Decyzję podjęto w chwili, gdy "potwory" napadły wioskę rybacką, mordując jej mieszkańców, w tym również małżeństwo Kang, zostawiając po sobie jedynie dym, zgliszcza i gdzie, nie gdzie tlący się ogień. 
Klasztor wiedząc o zbliżającym się niebezpieczeństwie, postanowił odesłać do pałacu, sześciu, najlepiej zapowiadających się chłopców i jednego mnicha, który miał sprawować nad nimi pieczę. 
Kiedy przybyli na królewski dwór, okazało się, że władca jest głuchy, na opinię doradców, książąt, o tym że potęga Silli upadnie, jeśli nie podejmie działań wojennych. Mędrcy i buddyjscy słudzy, mówili mu o tym, że potwory napadające na najróżniejsze zakątki kraju, przybędą również do Gyeongju, by zrównać stolicę z ziemią. 
Ludzie we dworze i nie tylko, opowiadali o karze bogów, wściekłych na władców Silli, kiedy to podbili ostatnie królestwo, na półwyspie, o nazwie Gaya. Oni też kazali, swoim strażnikom siać panikę i śmierć w państwie, gdyż królowie, pogwałcili ludzkie prawa, zabijając innych w okrutny sposób. "Potwory" najczęściej atakowały nocą, przez co zaczęły się nieść plotki, o tym że najniebezpieczniejszym wrogiem, był bóg nocy i jego najwierniejszy sługa -księżycowy król.
Władca księżyca, przestawiany na obrazach był, jako ślepiec w srebrnej, samurajskiej zbroi, siedzący na kryształowym tronie, z zaciętym wyrazem twarzy, wielką szablą w dłoni i świecącym księżycem, na srebrnym hełmie. Ów król, często znajdował się w towarzystwie, trzech postaci przypominających kobiety, ze względu na sylwetki i stroje, jednak wszystkie miały zasłonięte twarze potężnymi kapeluszami. Były to jego córki, dwie z nich stojące po lewej stronie króla, były bliźniaczkami, które siały lęk wśród ludzi, ze względu na swoją bezwzględność oraz zimnokrwistość, po prawej zaś, w srebrnej sukni stała jego młodsza córka, która potrafiła zabić jednym spojrzeniem, a jej uroda zniewalała każdego, kto na nią spojrzał. Legenda głosiła również, że niespotykanej urody dziewczyna, była córką boga słońca, którą w dzieciństwie porwał księżycowy król, jak była jeszcze niemowlęciem. Bóg słońca ze wściekłości na księżycowego króla, zniszczył pół jego królestwa, w poszukiwaniu córki, mimo to nie odnalazł jej, przeklął władcę księżyca i pozbawił wzroku. Wszystkie córki łączyły dwie cechy, inteligencja, o której nie jeden mędrzec mógł marzyć oraz pragnienie rozlewu krwi. Ojciec, kochał wszystkie swoje córki jednak JiHyo, najmocniej.
Wróćmy do śmiertelników.
Lata mijały, a DongHo z chłopca zmieniał się w mężczyznę. Wyróżniał się walecznością, przebiegłością i wybitną umiejętnością władania wszelaką bronią. Dzięki swojej pracy i zaradności, osiągnął w wieku dwudziestu siedmiu lat, to na co niektórzy musieli pracować całe życie. Uznanie we dworze, swój dwór, który rozbudował w potężną twierdzę, posiadał oddział żołnierzy. Był podziwiany dzięki swojej waleczności i sukcesach w boju. Jednak BaekHo, gdyż przyjął taki przydomek, oznaczający białego tygrysa, nie walczył tylko z oddania dla władcy, nie z chęci zniszczenia armii władcy nocy, również nie dla sławy, głęboko w jego sercu zakorzeniło się pragnienie zemsty i pomszczenia rodziców, wraz z całą rodziną Kang.
Wszedł do wielkiej sali, na której ścianach nie znajdowały się malowidła, ani płaskorzeźby, gdzie posadzka nie była wyłożona cennym kamieniem, lecz gliną, w tej sali nie było pochodni, był to najciemniejszy zakątek twierdzy, który oświetlał tylko księżyc.
W okół wisiały przeróżne maski, jedyne co pozostało po zgładzonych bestiach, które przypominały wyglądem ludzi, jednak zachowywały się jak najdziksze zwierzęta. Ich nieludzkie czarne oczy, przeszywały człowieka na wskroś, odbierając zmysły. Nikt nigdy nie zobaczył ich twarzy, gdyż kiedy je zabijano, zmieniały się w pył, zostawiając jedynie porcelanowe, jedwabne lub drewniane maski. Uzbrojone były w szable, maczety, łuki i strzały, które nigdy nie chybiły, topory i proch zapalający się bez ognia. Potrafiły rozpłynąć się w powietrzu, przeniknąć do ludzkiego ciała, rządzić ludzkim umysłem.
Mężczyzna podszedł do szafirowej, jedwabnej maski, wykładanej złotem i diamentami, przejechał dłonią po materiale, od razu czując przeszywający ból w boku. Maska z delikatnego materiału, była jego największą zdobyczą, należała do królowej księżyca...
Kang dobrze pamiętał tę bitwę, królowa wyróżniała się wśród przerażających masek. Stoczył z nią zaciętą walkę, którą wygrał, a na pamiątkę tego czynu, miał głęboką ranę w prawym boku, na wysokości poniżej żeber, oraz jedwabny materiał. Zadziwiło go że królowa, nie zmieniała się w proch po zranieniu jej, czy zniszczeniu maski, jak inni wysłannicy. Kiedy wzeszło słońce, jej blade ciało, przemieniło się w kryształ, a czarny, płócienny strój, w szafirowy, jedwabny hanbok, wykładany srebrem i diamentami. Posąg słudzy przetransportowali do królewskiego pałacu, tam też król podarował maskę wojownikowi, w geście wdzięczności i uznania.
Opuścił salę, powoli świtało, nadchodził dzień, czas którego wysłannicy władcy nocy i księżycowego króla, bali się najbardziej. Czas w którym rana w boku wojownika otwierała się na nowo, by na noc ponownie się zagoić. Jednak ból z zatrutego ostrza, nie był tak silny jak ból po stracie bliskich. 
Zapewne ciekawi was, dlaczego rana BaekHo, goiła się jedynie nocą. W dzień człowiek funkcjonuje, słońce powołuje do życia, a królowej nocy zależało na tym, by wojownik nie mógł odpocząć we dnie, po nocnych bataliach. 
Tak też było tego dnia...


Ciąg dalszy nastąpi.



Yuki

24.09.2017

Moja cesarzowa...

Witam! Rozpoczynam akcję: poznajcie lepiej UNIQ i pokochajcie ich! Tak jak obiecywałam jest to opowiadanie historyczne. Mam nadzieję że was nie zanudzi i nie będzie rzucać pomidorami w ekran, szkoda ekranu, a jeszcze bardziej pieniążków za uszkodzenie :).

UNIQ- WenHan x Twice- NaYeon

W lesie rozniósł się dźwięk rogu, oznaczający początek polowania. Książęta ze wszystkich prowincji Chin, ruszyli na łowy. Na ich czele, na swoich czarnych rumakach pędzili dwaj cesarscy synowie. Każdy z nich miał upolować jak największą zwierzynę. Starszy z cesarzewiczów, imieniem ZeDong, zapuścił się głębiej w las, kierując się na północ. Młodszy zaś pokierował się ku zachodowi. zbliżało się południe, mieli czas do nocy. WenHan po dłuższym galopie dostrzegł wielką polanę, na środku której stał piękny jeleń, z rozłożystym porożem. Zszedł z konia, przywiązując go do najbliższego drzewa. Bezszelestnie zbliżył się ku bezdrzewnemu obszarowi, wyciągając strzały. Napiął łuk, obrał cel. Przymknął jedno oko, coraz bardziej napinając cięciwę. Wypuścił strzałę, która po chwili przebiła na wskroś szyję zwierzęcia. Parzystokopytny padł na ziemię, powodując przy tym duży uśmiech malujący się na twarzy łowcy. ZeDong pokierował się na tereny łowisk tygrysów. Za cel obrał sobie potężnego samca, który samotnie przechadzał się przez las bambusowy. Cicho cmoknął na konia, ten zaś powoli szedł w przód, zacisnął lejce, zwierzę zatrzymało się. Wycelował w wielkiego kota, trafiając w jego brzuch. Rozwścieczone dzikie zwierzę rzuciło się pędem w jego kierunku, uspokoił konia, gdy drapieżnik skoczył z otwartą paszczą, on wystrzelił dwie strzały, ostrza przebiły podniebienie. Tygrys padł tuż przed kopytami konia,  zsiadł z wierzchowca i poszedl do łupu. Wyciągnął strzały z łba upolowanej zwierzyny, po czym zatrąbił w róg, dając znak o tym iż jego polowanie dobiegło końca. W tym samym czasie koreańska księżniczka, dotarła do chińskiego pałacu cesarskiego. Miała wrażenie że wszystko nie będzie tak idealne ja mówią. Westchnęła cicho spoglądając w lusterko.
-Widzisz NaYeon, jakie masz szczęście, poślubisz ZeDong'a i prawdopodobnie zostaniesz cesarzową Chin -uśmiechnęła się matka dziewczyny.
-Matko, jednak jak ja mogę być szczęśliwa? Z kimś kogo nie znam...
-To nie jest przeszkoda, ja również nie znałam twego ojca i czy wyglądam na nieszczęśliwą?
-Nie -odparła skruszona.
-Pamiętaj również że pojednanie Chin oraz Korei, wspomoże nasz kraj. A teraz powtórz, jaka powinna być przyszła cesarzowa.
-Cesarzowa powinna być zrównoważona, spokojna, delikatna ale potrafiąca prowadzić mocną politykę, rodzić synów, a co za tym idzie przyszłych władców, nieugięta w swoich postanowieniach -powtarzała jak w stanie mantry. Gdy zjawiły się w pałacu, przywitano je z godnym ich szacunkiem. Po krótkiej, aczkolwiek wystawnej uroczystości, pokierowała się ku swojej komnacie, gdzie służące miały przygotować ją do pierwszego spotkania z przyszłym mężem. Odziana w bogatą białą suknie i purpurową szatę, rozsiadła się w fotelu, zaś służki zajęły się upinaniem jej włosów. Na twarzy tworzył się znaczny makijaż, a ozdoby wskazywały na jej pozycję, za razem jej urząd. Opuściła komnaty, następnie wsiadła w lektykę, eunuchowie zanieśli ją do głównego pałacu. Wyszła za "środka transportu", obok niej zjawiła się rodzicielka, w czarno-czerwonej sukni. Zasiadły na wyznaczonych im miejscach, po niedługim oczekiwaniu zjawił się cesarz w towarzystwie dwóch synów. Na widok jednego z nich, księżniczce zaparło dech w piersiach, wysoki, oczy i uśmiech anioła, ideał. Drugi równie przystojny, dostojniejszy, mimo to miała wrażenie że nie jest dobrym człowiekiem, miał w sobie coś bezwzględnego. W przeciwieństwie do drugiego, który miał łagodne, bystre spojrzenie.Władca zasiadł na tronie, po obu jego stronach potomkowie. NaYeon nie wiedziała jak zareagować, kiedy usłyszała iż poślubi mężczyznę, z ukrytym złem w oku. Zrobiła to czego ją wyuczono we dworze. Wniesiono trofea obu mężczyzn do komnat. Pomyślała iż Dong musi być na prawdę odważny, skoro zdecydował się zapolować na tygrysa. Za razem stwierdziła że Han musi być wrażliwy na piękno i spostrzegawczy, skoro upolował jelenia. Na dzień następny zaplanowano ceremonię zaręczyn, tek też się stało. Stała przed wielkim lustrem z pozłacanymi ramami. Wpatrywała się jak służki uwijają się w okół niej. Czuła się dziwnie, wiedziała że musi poślubić starszego z braci, jednak jej serce, umysł, całe ciało i dusza buntowały się temu małżeństwu. Przyszły mąż był niecałe cztery lata od niej starszy, zaś drugi był jej rówieśnikiem, co spowodowało u niej myśl iż przyszły mąż jest dojrzalszy, bardziej stateczny, poważny życiowo. Przez cały czas trwania ceremonii, miała wrażenie że jest obserwowana. Nie myliła się, była obiektem podziwu swojego narzeczonego, jak i jego brata. Gdy Ze odszedł by wznieść toast, tuż obok zjawił się Wen. 
-Zatem zostaniesz cesarzową Chin, pani -powiedział odważnie patrząc w jej oczy -wiesz zapewne iż nie jesteś jego jedyną?
-Jestem świadoma innych małżonek, wraz z nałożnicami -odparła nie przerywając kontaktu wzrokowego.
-Chcę byś była szczęśliwa pani, jednak taka nie jesteś, zdradzisz mi dlaczego?
-Jestem szczęśliwa, jak nigdy -odpowiedziała z udawanym uśmiechem. Gdy dostrzegła w oddali narzeczonego, odsunęła się od niego, skupiając uwagę na młodym cesarzu.
-Ze mną byłabyś szczęśliwsza -odparł i odszedł. Jego miejsce zajął brat, który odwrócił jej całkowitą uwagę. Tego wieczoru nie zdawała sobie sprawy, jak mocnym uczuciem obdarzyła WenHan'a, z resztą ze wzajemnością. Cały dwór, ba całe Chiny szykowały się do wielkiego święta, jakim było cesarskie wesele. NaYeon jak najlepiej spisywała się jako narzeczona, cesarzowa, córka... W wolnych chwilach odbiegała myślami w kierunku Li. Kochała, to oczywiste, kochała tego którego nie powinna. Siedziała w swej komnacie, analizując pewien pakt, nieproszony zjawił się w jej progach. Można domyśleć się że nie była niezadowolona, wręcz przeciwnie, była zachwycona jego obecnością, nie okazała tego iż nie mogła. Gdy zapytała czemu zawdzięcza, tak niespodziewaną wizytę, milczał. Ponowiła pytanie, wstając od biurka. Podeszła do niego, wpatrując się w jego hipnotyzujące, skrzące się tęczówki, które pożądały, a zarazem przyciągały do siebie, łapiąc w pułapkę z której nie miała zamiaru się uwolnić. Złapał ją w ramiona, oboje ulegli narastającym emocjom, złączyli usta w namiętnym pocałunku. Połączyła ich zakazana miłość, w zakazanym mieście, a wszystko co zakazane nie ma prawa istnienia! Ślub NaYeon i ZeDong'a, według planu odbył się, kosztem utracenia szczerego uczucia. Gdy goście weselni wraz z młodym władcą świętowali, ona wyszła na zamkowy taras, by pobyć chwilę w samotności, złapać oddech. Dostrzegła go. Wsiadł na swego czarnego wierzchowca i odjechał zostawiając ją osamotnioną. Odchodząc zostawił ją samą, bez miłości. Zostawiając po sobie ciepło wspomnień i chłód braku jego obecności.
Koniec.



Jak zawsze proszę abyście wy ocenili moją pracę,
gdyż ja tradycyjnie uważam że zniszczyłam całą
koncepcję :/
Yuki