Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NU'EST. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NU'EST. Pokaż wszystkie posty

4.05.2018

Córka księżycowego króla. cz.II/II

Witam, dzisiaj mamy piątek, czwartego maja, z tej strony, po dłuższej przerwie Yuki! Obiecany drugi part pojawia się dziś. Kochani macie ochotę może na opowiadanie z Zico i Lisą? A może Instagram'a z jakimś b-bandem, lub g-bandem, piszcie w komentarzach. Enjoy!

NU'EST -BaekHo
TWICE -JiHyo
cz.II
Rany w sercu nie goją się nigdy,
mimo że w myślach pozostały tylko blizny.

Tak też było tego dnia...
Mężczyzna wraz ze swoimi zaufanymi ludźmi, zasiadło do suto zastawionego stołu, początkowe rozmowy kręciły się w okół zaplanowania dnia, jednak później, przyszedł plan na noc. Kang widział że jego słudzy są wykończeni, w dzień musieli pracować, żołnierze przygotowywać się do nocnych walk, a ludność ukrywać. Nie mógł sobie tego darować, jednak nie mógł nic zdziałać, nie miał możliwości lotu na księżyc, tak jak jest to w teraźniejszych czasach, nie posiadał też tak wielkiej broni i oddziały by przez tak długi czas odpierać ataki. Wtem jego rozmyślania, przerwał posłaniec z królewskiego pałacu, rozpoznał w starcu, mnicha który opiekował się nim i pięcioma towarzyszami, na królewskim dworze. Kiedy zasiadł przy stole, najpierw powitany przez gospodarza, podjął temat sytuacji w państwie.
-Czytałem każdy twój list do króla, jednak gdy mówiłem on nie chciał mnie słuchać. Spędza czas z nałożnicami, ewentualnie z rozpitą szlachtą, robiąc wystawne przyjęcia, nie interesują go losy kraju -przerwał na chwilę, patrząc na wojownika -Gaya upadła -dodał po chwili.
DongHo upił wodę z kielicha, czując uporczywy ból w boku, zmrużył oczy, nie z bólu, ale ze wściekłości na władcę, odstawił kielich.
-Skoro Gaya upadła, to teraz -potarł skronie -wiesz, nie mam się już czym bronić. Jak już czytałeś w listach, potrzebujemy broni, zasoby naturalne się kończą, węgla, prochu i żelaza jak na lekarstwo, nie mówiąc o żywności, po ostatniej suszy, mój lud głoduje.
-Dlatego tu jestem, wysłannicy boga nocy i króla księżyca, uderzą na Baekje tej nocy...
-Tak jak każdej -przerwał mu jeden z podwładnych.
-Przybyłem z orszakiem tysiąca żołnierzy, którzy zbuntowali się rządom króla, mam proch, armaty, szable -podszedł do wrót twierdzy, a za nim gospodarz -jeśli wygramy tę walkę, lud obali króla i wygna ród, a ty zasiądziesz na jego miejscu.
-Ja... Przecież...
-Masz dużo więcej rozumu niż on, będę Ci pomagał. Nie odmawiaj, taka szansa się nie powtórzy -westchnął, przyglądając się wojownikom -albo wygrasz i będziesz królem, albo zginiesz, a twoją twierdzę zrównają z ziemią.
-To będzie dla mnie zaszczyt -ukłonił się, po czym zwrócił się do jednego ze sług -nakarmcie żołnierzy, otwórzcie wschodnią część.
-Dlaczego panie? -zapytał kłaniając się nisko.
-Muszą gdzieś odpocząć, konie napoić i naszykować sypialnie, mojemu przyjacielowi. Zapamiętałeś?
-Tak, panie -wojownik rzucił mu monetę, ten szybko ją złapał -dziękuję panie -i zniknął.
-Nagrodzony podwładny, to lojalny podwładny -stwierdził -dziękuję że przybyłeś z odsieczą.
-Przybyłem tu po to, byś zasiadł na tronie.
Kobieta stanęła obok, mężczyzny siedzącego na tronie. Chwilę milczała rozglądając się po perłowej komnacie, przywołując wspomnienia z dzieciństwa, gdzie w towarzystwie sióstr, królowej, dam dworu, grały na harfie, cytrze.
-Wzywałeś mnie panie -powiedziała cicho.
-JiHyo, czy to ty? -zapytał patrząc w przestrzeń pustym wzrokiem.
-Tak ojcze, dlaczego przebywasz w komnacie matki? -zapytała chwytając go za zimną, kościstą dłoń.
-Moja gwiazdko, chyba wiesz dlaczego, odczuwasz tęsknotę, prawda?
-Odczuwam tęsknotę, ale jeszcze bardziej gorycz i chęć zemsty, podobnie jak moje starsze siostry.
-Myślę że to czas by pomścić twoją matkę, wybrałem Ciebie, gdyż wiem że żadna inna moja córka, nie podoła temu zadaniu. Zabijesz tego wojownika.
-To zaszczyt, przyrzekam nie zawiedziesz się na mnie ojcze -starzec uśmiechnął się delikatnie, ściskając lekko dłoń córki.
-Wiem moja gwiazdko, kiedy tylko to zdobisz, ja zakończę swoje panowanie. Czuję ze moje godziny są policzone, a chcę byś to ty zajęła moje miejsce.
-Ojcze, przybędę tu i będziemy razem świętować naszą wygraną -w jej oku zakręciła się łza, która spadając na płytki, zamieniła się w kryształ.
-Miejmy nadzieję córciu, nie płacz... Może nie widzę, ale słyszę twoje łzy. 
W tym momencie JiHyo poczuła, że może coś zmienić w swoim życiu, że może się uwolnić od ciężaru, który tak bardzo ciążył na jej kryształowym sercu.
Słońce z każdą minutą coraz bardziej ukrywało się za horyzontem, oświetlając nadmorską twierdzę. Jak malarz tworzyło cudowną paletę barw na niebie, zaczynając od oranżu, kończąc na purpurze i granacie. Kiedy zniknęło, za szmaragdową taflą, a świat otuliła szalem noc, niebo pokryły miliony gwiazd, księżyc przeglądał się w tafli wody, ukazując swój pełny blask.
BaekHo nałożył hełm na głowę, czując jak ból w boku przechodzi, dopiął mocniej zbroję, wziął swoją szablę i opuścił swoją komnatę. W myślach modląc się o zwycięstwo i małą ilość ofiar. Stanął między wartownikami, na murze, niedaleko bramy głównej. Ludność, głównie kobiety i dzieci, ukryła się w tajemnych komnatach, wykutych w górach, zaś wojownicy i część ochotników, została w twierdzy.
Cisza piszczała w uszach, wprowadzając nerwową atmosferę i przerażenie wśród niektórych. Chłodne powietrze poruszało granatowo -czerwonymi flagami ze wzorem głowy tygrysa i przenikało swoim świtem w myśli obrońców.
W tym czasie na księżycu, księżniczka wraz z setkami "potworów", organizowała się do ataku, następnie omówiła jeszcze raz z wysłannikami plan, po czym uniosła się nieco nad powierzchnię, by zlecieć w dół, na planetę śmiertelników.
"Potwory" uderzyły najpierw z góry na twierdzę, następnie otoczyły ją z każdej strony. Ludzie walczyli dzielnie, mimo że nie mieli wielkich szans, przy wysłannikach z innego świata. W okół bitwy unosił się kurz, który uniemożliwiał oddychanie, zapach krwi, prochu i żelaza. W okół roztaczała się aura śmierci, jednak jedni jak i drudzy nie zważali na to, skupiając się jedynie na zlikwidowaniu przeciwnika. Trzask łamanych kości, wybuchy bomb, zgrzyt szabli i toporów, krzyk ludzi, pękająca porcelana, raniły uszy. DongHo zrywał maski bestii, ścinał, po kilka głów swym długim mieczem, zmieniając je w pył. Mężczyzna nie zauważył jednak że, tuż obok niego armata jest szykowana do wystrzału. Padł na ziemie ogłuszony, kiedy ocknął się, rozmazanym wzrokiem widział, jak jego poddani przegrywają, podniósł się słaniając na nogach, ściskając miecz w dłoni. Gdy jego wzrok się wyostrzył, zobaczył postać w białej szacie, w wielkim kapeluszu na głowie oraz srebrnej masce. Czuł że wzrok przeciwnika, chce przeniknąć w jego oczy, następnie w jego myśli, by stracił rozum. Wiedział też doskonale, z kim ma do czynienia. Obrócił miecz w dłoni, uzyskując równowagę. Zaatakowała pierwsza, była to tak zacięta walka że ziemia zaczęła drżeć, wiatr zmienił się w huragan z zimnym deszczem. Większość "potworów" zaczęła uciekać, dając przewagę ludziom. JiHyo widziała jak uciekają, jednak nie miała zamiaru się poddać, podobnie jak jej przeciwnik. Walczyli, tak zawzięcie że oboje nie zauważyli tego że pozostali sami, w ludzkim gronie, kawałkami z masek pokonanych i że słońce powoli wstawało ze snu. Jeden z wojowników chciał pomóc BaekHo, ale zatrzymał go mnich.
-Zrozum, tylko on może ją pokonać, pogorszyłbyś jedynie sytuację -powiedział przyglądając się wszystkiemu z ukrycia, w głowie modląc się za zwycięstwo towarzysza broni.
Słońce objęło swym blaskiem całe Baekje, w tym twierdzę pod sztandarem białego tygrysa. W tym momencie, oboje padli na kolana. BaekHo z niewyobrażalnego bólu i krwawiącej silnie rany, zaś biała postać z braku siły, mocy i magii. Patrzyli na siebie, ciężko oddychając, wojownik upuścił miecz i wyciągnął rękę w kierunku postaci. Ta cofnęła się nieco, ale nie atakowała, nie miała na to siły, spostrzegła też że nie ma zamiaru jej krzywdzić. Kiedy cofnął rękę, przyczołgała się do niego, przykładając swoją dłoń do rany wojownika, która momentalnie się zagoiła.
-Dlaczego? -podniósł wzrok, wpatrując się w nienaturalnie czarne oczy bestii.
-Darowałeś mi życie -odparła -zdejmij moją maskę.
-W tedy umrzesz -powiedział cicho, uważnie obserwując postać.
-Ale odrodzę się na nowo... Zdejmij ze mnie klątwę! -pisnęła żałośnie -Zdejmij ze mnie brzemię nocy!
Mężczyzna cały czas się wahał. Może to była jakaś pułapka, a może stwierdziła że nie nie ma szansy wygrać i po prostu skapituluje. Wpatrywał się w połyskującą maskę, silny powiew wiatru zerwał z głowy księżniczki jasny kapelusz, rozwiewając jej włosy we wszystkie strony. Wydawała się taka niewinna i bezbronna. Powoli wyciągnął ręce w jej stronę, wykonując kilka głębokich oddechów. Jak najdelikatniej potrafił, ściągnął ciężką, kryształową maskę i odrzucił ją w bok, ta zaś rozpadła się na miliony kawałeczków, w zetknięciu ze ścianą twierdzy. Czarne, zwierzęce oczy, zjawy przyjmowały ludzki kształt i kolor oceanów. Skóra z odcieniu szaro-białego, przybrała ludzką barwę, a policzki nawet pokryły się różem. Włosy w ciemnego granatu, zmieniły kolor na jasny kasztan, zaś suknia wcześniej biała i wykładana drogimi kamieniami,l teraz była różowa pokryta przepięknymi haftami. Wszystko zwieńczyła korona na jej głowie, połyskując w blasku słońca. Podniosła się z klęczek, otrzepując suknię, wykonała kilka ruchów dłońmi, a twierdza BaekHo, zaczęła się sama odbudowywać. DongHo również wstał, patrząc na nią w podziwie, mrużąc przy tym oczy, gdyż księżniczka promieniała swym blaskiem. Po odbudowaniu twierdzy, zwróciła się do niego:
-Tyś jest tym, który zasługuje na miano króla, ty uwolniłeś mnie ze szpon nocy i wróciłeś do życia, dałeś mi wzrok dzięki któremu, widzę to co słuszne. W nagrodę powierzam Ci całą Sillę!
-Jakim cudem? Przeciez król żyje, ja jestem tylko najemnikiem...
-Czy aby na pewno?
Nim zdążyła dokończyć myśl, do twierdzy wtargnął posłaniec na czarnym koniu. Który, kiedy tylko zeskoczył z konia, pobiegł w stronę BaekHo i padł mu do stóp.
-Król nie żyje, jesteś jego następcą panie -oszołomiony wojownik, rozglądał się przed ludźmi, którzy padli przed nim na kolana, aż w końcu wzrok spoczął na niej, ta zaś ukłoniła się by okazać mu szacunek. 
-Wstańcie wszyscy, to nie moje zwycięstwo, tylko wasze -poddani jego wstali -cóż mi po zaszczytach skoro i tak nie mam tego czego pragnę -dodał ciszej.
-Czego jeszcze potrzebujesz? Masz kochających Cię poddanych, światły umysł, siłę i całą Silli...
-Ale nie mam wsparcia u mego boku... Nie mam twojego wsparcia, pani -ukłonił się jej i przyklęknął na jedno kolano, czując że w końcu odnalazł kogoś, kto zapełniłby puste wieczory, łagodził ból i pomógł zapomnieć o przeszłości, by mógł spokojnie budować przyszłość swoją, swojego kraju i narodu. 
-Pani wiem że jestem zwykłym śmiertelnikiem, jednak wiem że to iż zjawiłaś się tu z niebios, że dałaś mi władzę, było zaplanowane przez los. Czy zgodziłabyś się, zostać moją królową?
JiHyo stała w ciszy, rozglądać się w okół, poddani stale klęczeli, z nisko opuszczonymi głowami, zaś Król wpatrywał się w nią z nadzieją. Wszyscy milczeli, można było mieć wrażenie że zaraz zaatakują potwory i że ten wspaniały spokój i harmonią, znikną w ułamku sekundy.
-Wstań DongHo i wy powstańce -zwróciła się do żołnierzy.
-Księżniczko ja wiem że...
-To dla mnie zaszczyt, że będę mogła zasiąść na tronie obok Ciebie królu -odparła ze spokojem i nieopisaną radością w głosie. I można by przysiąc że w tym momencie, słońce wzeszło tak jasno że rozświetliło cały świat. 

Koniec.



Yuki

19.04.2018

Córka księżycowego króla. cz.I/II

Cześć! Przepraszam za tą dwutygodniową przerwę, ale ostatnio mam tyle do roboty że głowa mała. W ankiecie wygrały scenariusze, więc napisałam dwu częściową bajkę, enjoy!

NU'EST -BaekHo
TWICE -JiHyo
cz. I


Posłuchajmy historii o odważnym wojowniku
i pięknej, niespotykanej urody królewnie.


Powędrujmy w kierunku wschodu, do kraju zwanego Silla.
Hwarang, tym mianem określano młodych ludzi, którzy mieli poświęcić swoje życie państwu. Młodzież ta, była określana mianem kwiatu młodości, gdyż byli silni, odważni, mądrzy i potrafili wybrać większe dobro. 
Taki też był Kang DongHo. Chłopak wywodził się z podbitego królestwa Baekje, z biednej rodziny rybaków, którzy w obawie że nie zdołają wyżywić syna, postanowili oddać go pod opiekę mnichów. Mnisi widząc to jak chłopiec szybko się rozwija, jaki jest bystry i silny, zaczęli się zastanawiać, czy nie powinien się znaleźć w królewskiej armii. Decyzję podjęto w chwili, gdy "potwory" napadły wioskę rybacką, mordując jej mieszkańców, w tym również małżeństwo Kang, zostawiając po sobie jedynie dym, zgliszcza i gdzie, nie gdzie tlący się ogień. 
Klasztor wiedząc o zbliżającym się niebezpieczeństwie, postanowił odesłać do pałacu, sześciu, najlepiej zapowiadających się chłopców i jednego mnicha, który miał sprawować nad nimi pieczę. 
Kiedy przybyli na królewski dwór, okazało się, że władca jest głuchy, na opinię doradców, książąt, o tym że potęga Silli upadnie, jeśli nie podejmie działań wojennych. Mędrcy i buddyjscy słudzy, mówili mu o tym, że potwory napadające na najróżniejsze zakątki kraju, przybędą również do Gyeongju, by zrównać stolicę z ziemią. 
Ludzie we dworze i nie tylko, opowiadali o karze bogów, wściekłych na władców Silli, kiedy to podbili ostatnie królestwo, na półwyspie, o nazwie Gaya. Oni też kazali, swoim strażnikom siać panikę i śmierć w państwie, gdyż królowie, pogwałcili ludzkie prawa, zabijając innych w okrutny sposób. "Potwory" najczęściej atakowały nocą, przez co zaczęły się nieść plotki, o tym że najniebezpieczniejszym wrogiem, był bóg nocy i jego najwierniejszy sługa -księżycowy król.
Władca księżyca, przestawiany na obrazach był, jako ślepiec w srebrnej, samurajskiej zbroi, siedzący na kryształowym tronie, z zaciętym wyrazem twarzy, wielką szablą w dłoni i świecącym księżycem, na srebrnym hełmie. Ów król, często znajdował się w towarzystwie, trzech postaci przypominających kobiety, ze względu na sylwetki i stroje, jednak wszystkie miały zasłonięte twarze potężnymi kapeluszami. Były to jego córki, dwie z nich stojące po lewej stronie króla, były bliźniaczkami, które siały lęk wśród ludzi, ze względu na swoją bezwzględność oraz zimnokrwistość, po prawej zaś, w srebrnej sukni stała jego młodsza córka, która potrafiła zabić jednym spojrzeniem, a jej uroda zniewalała każdego, kto na nią spojrzał. Legenda głosiła również, że niespotykanej urody dziewczyna, była córką boga słońca, którą w dzieciństwie porwał księżycowy król, jak była jeszcze niemowlęciem. Bóg słońca ze wściekłości na księżycowego króla, zniszczył pół jego królestwa, w poszukiwaniu córki, mimo to nie odnalazł jej, przeklął władcę księżyca i pozbawił wzroku. Wszystkie córki łączyły dwie cechy, inteligencja, o której nie jeden mędrzec mógł marzyć oraz pragnienie rozlewu krwi. Ojciec, kochał wszystkie swoje córki jednak JiHyo, najmocniej.
Wróćmy do śmiertelników.
Lata mijały, a DongHo z chłopca zmieniał się w mężczyznę. Wyróżniał się walecznością, przebiegłością i wybitną umiejętnością władania wszelaką bronią. Dzięki swojej pracy i zaradności, osiągnął w wieku dwudziestu siedmiu lat, to na co niektórzy musieli pracować całe życie. Uznanie we dworze, swój dwór, który rozbudował w potężną twierdzę, posiadał oddział żołnierzy. Był podziwiany dzięki swojej waleczności i sukcesach w boju. Jednak BaekHo, gdyż przyjął taki przydomek, oznaczający białego tygrysa, nie walczył tylko z oddania dla władcy, nie z chęci zniszczenia armii władcy nocy, również nie dla sławy, głęboko w jego sercu zakorzeniło się pragnienie zemsty i pomszczenia rodziców, wraz z całą rodziną Kang.
Wszedł do wielkiej sali, na której ścianach nie znajdowały się malowidła, ani płaskorzeźby, gdzie posadzka nie była wyłożona cennym kamieniem, lecz gliną, w tej sali nie było pochodni, był to najciemniejszy zakątek twierdzy, który oświetlał tylko księżyc.
W okół wisiały przeróżne maski, jedyne co pozostało po zgładzonych bestiach, które przypominały wyglądem ludzi, jednak zachowywały się jak najdziksze zwierzęta. Ich nieludzkie czarne oczy, przeszywały człowieka na wskroś, odbierając zmysły. Nikt nigdy nie zobaczył ich twarzy, gdyż kiedy je zabijano, zmieniały się w pył, zostawiając jedynie porcelanowe, jedwabne lub drewniane maski. Uzbrojone były w szable, maczety, łuki i strzały, które nigdy nie chybiły, topory i proch zapalający się bez ognia. Potrafiły rozpłynąć się w powietrzu, przeniknąć do ludzkiego ciała, rządzić ludzkim umysłem.
Mężczyzna podszedł do szafirowej, jedwabnej maski, wykładanej złotem i diamentami, przejechał dłonią po materiale, od razu czując przeszywający ból w boku. Maska z delikatnego materiału, była jego największą zdobyczą, należała do królowej księżyca...
Kang dobrze pamiętał tę bitwę, królowa wyróżniała się wśród przerażających masek. Stoczył z nią zaciętą walkę, którą wygrał, a na pamiątkę tego czynu, miał głęboką ranę w prawym boku, na wysokości poniżej żeber, oraz jedwabny materiał. Zadziwiło go że królowa, nie zmieniała się w proch po zranieniu jej, czy zniszczeniu maski, jak inni wysłannicy. Kiedy wzeszło słońce, jej blade ciało, przemieniło się w kryształ, a czarny, płócienny strój, w szafirowy, jedwabny hanbok, wykładany srebrem i diamentami. Posąg słudzy przetransportowali do królewskiego pałacu, tam też król podarował maskę wojownikowi, w geście wdzięczności i uznania.
Opuścił salę, powoli świtało, nadchodził dzień, czas którego wysłannicy władcy nocy i księżycowego króla, bali się najbardziej. Czas w którym rana w boku wojownika otwierała się na nowo, by na noc ponownie się zagoić. Jednak ból z zatrutego ostrza, nie był tak silny jak ból po stracie bliskich. 
Zapewne ciekawi was, dlaczego rana BaekHo, goiła się jedynie nocą. W dzień człowiek funkcjonuje, słońce powołuje do życia, a królowej nocy zależało na tym, by wojownik nie mógł odpocząć we dnie, po nocnych bataliach. 
Tak też było tego dnia...


Ciąg dalszy nastąpi.



Yuki

9.10.2015

Łzy...

Macie czasem gorsze dni? Zapewne tak... Dzisiejszy scenariusz jest krótki melancholijny i napawający do smutku, życie nie zawsze jest barwne... Jednak nie jest to powodem by nie móc być szczęśliwym, prawda? Mimo to ogarnęłam się i jak co tydzień regularnie piszę dla was...

NU'EST- JR 

Usiadłaś w koncie swojego pokoju przytulając poduszkę do siebie. Po twoich policzkach kaskadami płynęły słone łzy, umysł pogrążał się w mroku, ciało opadło z sił a serce rozrywał okropny ból. Wszyscy mówili że nie jest to chłopak dla Ciebie jednak ty się uparłaś. Zawsze musiałaś postawić na swoim... Prawda jest taka że przeciwieństwa się nie przyciągają tylko mocniejszy przyciąga słabszego tak jak najpopularniejszy chłopak w szkole zawrócił w głowie szarej myszce takiej jak ty w głowie. Wszyscy z Ciebie szydzili nie wiedziałaś dlaczego, nie byłaś odmienną ani brzydką a tym bardziej głupią. Kiedy byłaś na skraju wytrzymałości pojawił się on. Złapał Cię w talii nim zdążyłaś skoczyć z jednego z Seulskich mostów. Tego dnia obiecał Ci że zostanie twoim przyjacielem i nie pozwoli Cię skrzywdzić. Dotrzymał obietnicy ale ty nie traktowałaś go jak przyjaciela ponieważ kochałaś. Kochałaś jego oczy w których spojrzeniu tonęłaś, głos który był ukojeniem dla twoich zszarganych nerwów, uśmiech który dawał chęć do życia, najmniejszy dotyk który powodował dreszcze. Kochałaś za bardzo... Kochasz za bardzo... Wydawało Ci się iż on odwzajemnia twoje głębokie uczucia. Myliłaś się. Gdy mu to wyznałaś wyśmiał Cię a następnie rozpowiedział to całej szkole. to nie bolało najbardziej... Bolało to że unikał twoją osobę. Spojrzałaś na żyletkę którą miałaś w dłoni, lekko pokaleczyła skórę. Błyszczała swoim srebrnym blaskiem, tak zimnym jak jego spojrzenie na twoje wyznanie. Popatrzyłaś na księżyc który w pełni odbijał swój blask w krwi sączącej się z coraz większej ilości ran na twoim lewym przedramieniu. Twoje oczy spowiła ciemność, serce zmniejszyło ilość uderzeń, oddech spowolniał, zrobił się płytszy, zniknął. Z ostatnim oddechem zniknęłaś ty. 
-Kocham Cię JongHyun -po twoim bladym policzku spłynęła ostatnia łza. Łza w której zaklęta była cała twoja dusza, łza która nie otworzy zimnego serca pozbawionego uczuć. 
"Wielcy umierają
w blasku południowego 
słońca. 
Mali umierają
w cieniu północnego
księżyca..." 
Koniec. 


Dopiero po opublikowaniu dotarło do mnie jak zjebałam ten scenariusz;;;;;

Yuki...

9.04.2015

Zbyt wiele? cz.III

Hejo!Powróciłam by zakończyć opowiadanie z naszym Optimus Prime, a nieco później powrócić z jedną z bomb!
NU'EST- MinHyun cz.III

Znaleźliśmy się na Mazurach czyli w przedostatnim punkcie naszej podróży. Mazurskie jeziora i cała ich okolica, działały kojąco na zszargane, niezrównoważone emocje władające moim sercem. Usiadłem na małym pomoście wpatrując się w odbicie w tafli wody. Czego ja się mogłem spodziewać? Pocałowałem ~*~*~, a ona co zrobiła? Przeprosiła mnie! Ja powinienem to zrobić. W końcu nie można kogoś kochać na siłę, nie? Zerknąłem na zegarek w telefonie który wskazywał godzinę osiemnastą, dziewczyny poszły gdzieś przed jedenastą i do tej pory nie wróciły. Po raz kolejny odczytałem SMS'a od mojej przyjaciółki że poszły na spacer i żebym się nie przejmował. Nie miałbym obaw gdyby chociaż jedna odebrała telefon. Kiedy chyba po raz setny próbowałem się dodzwonić usłyszałem tylko:
-Przepraszamy, wybrany abonent jest chwilowo nieosiągalny -rozłączyłem się przeklinając głośno. Obok mnie usiadł kompletnie nie znana mi dziewczyna.
-Cześć -odezwała się.
-Przepraszam nie mówię po polsku -odpowiedziałem w innym języku.
-Nie szkodzi, możemy rozmawiać po angielsku -uśmiechnęła się -chyba coś Cię trapi, prawda?
-Tak -przytaknąłem zrezygnowany.
-Kłopoty w związku?
-Tą sytuację nie da się nawet określić jako związek.
-Co dziewczyna nie kocha?
-Chyba nie...
-Dlaczego tak uważasz? Może jest zagubiona?
-Nie, raczej jest osobą która wie czego chce. Z resztą ja sam nie wiem czy ją kocham.
-Jak to? -zdziwiła się.
-Zakochałem się w dwóch dziewczynach...
-To dziwne. Posłuchaj musisz wybrać jedną z nich bo inaczej zostaniesz sam -odezwał się jej telefon, odczytała wiadomość -przepraszam muszę iść -wstała -miło było Cię poznać -i gdzieś pobiegła, a ja jak ten narcystyczny książę wpatrywałem się w swoje odbicie w tafli jeziora. 
~*~
Wróciłyśmy z Seongie z kolejnego długiego spaceru. Przyglądałam się zachodzącemu słońcu nad Krakowem. Ciotka miała szczęście kupując mieszkanie z balkonem na dachu. Odetchnęłam, jutro wyjeżdżają a ja wciąż nie odzywam się do niego. Ależ ja jestem głupia! Co ja sobie myślałam?! Że może mój chłopak wróci do Polski i o mnie zapomni? Wybrałam numer do niego i drżącym głosem rozpoczęłam rozmowę... 
-Nikodem? 
-~*~*~cześć skarbie! Co u Ciebie? 
-Wszystko dobrze, a u Ciebie? 
-Całkiem OK, tęsknię za tobą... 
-Ja za tobą też -odpowiedziałam szybko. Rozmawialiśmy jeszcze trochę czasu, kiedy się rozłączyłam uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Ta rozmowa dobrze mi zrobiła, prawda jest taka że z MinHyun'em nie wyszłoby nam. Zauroczyć można się zawsze... Obok mnie znalazł się koreańczyk, no popatrz jak na zawołanie. 
-Chciałbym wyjaśnić ten pocałunek. Poniosły mnie emocje, to ja powinienem przeprosić. 
-Nie szkodzi, myślę że chcieliśmy czegoś więcej ale okazało się to złudzeniem. 
-O czym rozmawiacie? -wpadła nasza przyjaciółka. Dla niego to chyba już nie przyjaciółka... 
-O tym jaką ty i Hyun tworzycie piękną parę -zachichotałam. 
-Wiem -uśmiechnęła się przytulając do jego ramienia. 
~*~
-No i jak wam się układa? 
-Świetnie, a tobie z Nikodemem. 
-Tak jak wcześniej czyli lepiej być nie może. 
-Może -zaśmiałam się. 
-Będę kończyć, powodzenia na egzaminie! 
-Módl się bym zdała to prawko -rozłączyłam się. Weszłam na parking gdzie miałam zdać praktyczny i... Zdałam! Wyszłam jak na skrzydłach z miejsca egzaminu, przy wyjściu czekał na mnie Min z bukietem różowych róż. 
-I jak? -wręczył mi bukiet. 
-Zdałam -rzuciłam mu się na szyję. 
-Nie wiesz jaki jestem dumny -po raz pierwszy odkąd jesteśmy parą pocałował mnie. I to jak! Nie chciałam się od niego oderwać ale zabrakło mi powietrza. 
-Saranghae -szepnęłam. 
-Nado saranghae -pocałował mnie w czubek głowy. Szczęśliwa, w końcu w pełni szczęśliwa. 
Koniec. 

Skończyłam, mam nadzieję że nie gniewacie się za moją nieobecność :) 
Yuki 

21.03.2015

Zbyt wiele?! cz.II

Cześć! W końcu dodaję tą obiecaną kolejną część! Dlaczego akurat teraz? Co się stało?! Przywróciła mi się wena :3

Piosenka która była natchnieniem do opowiadania: https://www.youtube.com/watch?v=42Xjdy_gG_o

NU'EST- MinHyun cz.II

Zmęczony opadłem na fotel, spójrzmy prawdzie w oczy po raz pierwszy byłem w górach i nie jestem przystosowany jednak widok morskiego oka był powalający. Właśnie przed moimi oczami rozciągał się wspaniały widok słońce zachodziło za skałami zdobiąc niebo wieloma kolorami. Wszędzie było cicho, w takich chwilach człowiek zdaje sobie sprawę że życie jest piękne. Obok mnie w fotelu usiadła ~*~*~ rozplątując warkocz, uśmiechnęła się lekko i odrzuciła włosy do tyłu. Z każdym dniem podobała mi się, była naturalna, zabawna ale też dobrze wychowana. Pięknie po prostu! Zakochałem się w dwóch dziewczynach, aish jesteś idiotą Hwang MinHyun!
- Nad czym tak gorączkowo rozmyślasz? -blondynka spytała.
-Ja? Nad niczym...
-Ładnie to tak kłamać?
-Nie kłamię, a ładnie to być takim ciekawskim?
-Nie, myślałam ze coś Cię trapi... Przepraszam.
-Nie szkodzi. Ummmm.... O której mamy ten pociąg?
-O jedenastej. Wiesz że po raz pierwszy wyjechałam tak na gapę?
-Co? W co ja się wpakowałem? -uderzyłem się otwartą dłonią w czoło.
-Ajć! Nie narzekaj, nie idzie nam źle, poza tym sam się zgodziłeś.
-Ne -spojrzałem jej w oczy, ten błękit odróżniał się od wszechobecnych czerni i brązów które są w Korei.
-No to kochani jutro Wrocław! -na balkon wpadła nasz przyjaciółka i rozwaliła całą atmosferę.
-Nie no ile pociąg może się spóźniać -wywróciłem oczami nie lubiłem czekać, a siedzieliśmy na tym peronie od ponad godziny.
-To polskie PKP -westchnęła -musisz się uzbroić w cierpliwość -usiadłem obok niej -to jest rzeczywistość.
-No ale mógłby już przyjechać -jak na zawołanie przyjechał pociąg, wsiedliśmy i zajęliśmy jeden z wagonów. Podróż była znośna, dopóki przy którejś stacji nie wsiadły... Zakonnice! Dziewczyny roześmiały się widząc moją minę -co?
-Nic, nic -Seongie zachichotała. Z czego się tu śmiać? Byłem jedynym osobnikiem płci męskiej wśród sześciu bab! Znalazłem się w idiotycznej sytuacji, włożyłem słuchawki w uszy i oderwałem się od trudnej rzeczywistości.
-Książę nie śpimy -polka szturchnęła mnie w ramię -zaraz wysiadamy.
-Ale śliczne miasto -koreanka szepnęła robiąc kolejne zdjęcie.
-nie patrz tak bardzo w niebo, w tym mieście są takie zdradliwe krasnale, nie wiesz kiedy możesz zaliczyć glebę.
-Aish ~*~*~! Nie jestem dzieckiem, nie wieżę w baśniowe stworzenia.
-Seogie zobacz -wskazałem na figurkę skrzata stojąca obok bankomatu.
-Czego wy tu nie macie w Polsce? Może macie drugą Japonię, co? -roześmiała się.
-Drugiej Japonii to nie ale ogrody japońskie tak, jutro je zwiedzimy.
-Chodźmy na razie do tej Hali Stulecia -zaproponowałem przeciągając się.
~*~
Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Zwiedziliśmy kilka miast było cudownie! Seongie to kochana wariatka zaś MinHyun bardzo miło mnie zaskoczył. Zdawał się być arogancki i zamknięty w sobie a okazało się że jest całkiem inny. To fajny chłopak, troszkę nieśmiały ale też zabawny i powiedziałabym że nawet... Romantyczny? O nie! ~*~*~ przestań! Znowu zaczynasz fantazjować. On jest tylko twoim znajomym na nic więcej nie licz! Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek. 
-Ej dwunasta! -krzyknęłam do dwójki śpiącej na następnych łóżkach -Wstawajcie bo się spóźnimy! -zerwali się z łóżek i szybko spakowali. Podobnie jak ja wzięli krótką toaletę przebierając w łazience. Rozejrzeliśmy się po całym pokoju sprawdzając czy wzięliśmy wszystkie rzeczy, zamknęliśmy pomieszczenie i oddaliśmy klucz pani z pensjonatu. Popędziliśmy na busa który miał nas przewieść z Poznania do Gdańska. Zdążyliśmy, nawet mieliśmy dwie minuty do godziny trzynastej piętnaście. Kupiliśmy bilety i wsiedliśmy do pojazdu, usiadłam przy oknie obok mnie Min a przed nami So. Do dziewczyny chciał się dosiąść jakiś łysy chłopak, wytłumaczyłam mu że ona nie mówi po polsku. Spytał się dziewczyny po angielsku czy może się przysiąść bo nie ma wolnych miejsc.Koreanka była nieco zdziwiona i przerażona ale zgodziła się co lepsze potem rozmawiał z chłopakiem ale nie podsłuchiwałam o czym mówią. Ziewnęłam zasłaniając usta.
-Niewyspana? -spytał.
-Nie, nie. Wiesz ze mną jest tak dziwnie że im dłużej śpię tym bardziej jestem niewyspana.
-Dużo osób mi o tym wspominało ale ja nie mam tego problemu -zaśmiał się -mógłbym przespać całe życie i byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
-Gdybyś przespał całe życie przegapiłbyś bardzo wiele ważnych rzeczy.
-No na przykład?
-No nie wiem... Hmmm... Jakieś sukcesy, fajne imprezy, znajomości, przyjaźń -zawahałam się czy to powiedzieć, postanowiłaś zaryzykować -m-miłość.
-W sumie masz trochę racji, mogę się Ciebie o coś spytać?
-Pewnie.
-Czy kiedy kol-wiek kochałaś dwie osoby na raz?
-Przepraszam, nie rozumiem...
-Miałaś kiedyś takie uczucie że kochasz dwie osoby jednocześnie?
-Wiesz nie, a ty miałeś takie uczucie?
-Pfff... Ja? Nie...
-To dlaczego pytasz?
-Ot tak po prostu -zakłopotał się -ale gdybyś tak miała to którą osobę byś wybrała?
-Zapewne tą -zawahałam się po raz kolejny -z którą związek byłby bardziej realny, z tą osobą z którą mogłabym być dłużej.
-Rozumiem... Ciężki wybór.
-Przepraszam że zapytam. Co to za szczęściary w których się kochasz?
-Skąd wiesz?
-Oj to widać -zachichotałam.
-Niestety nie powiem Ci.
-Dlaczego? -spytałam szybko.
-Bo nie wytknął język.
-Nie ładnie, nie ładnie -pogroziłam mu palcem śmiejąc się. Droga trwała nie całe trzy godziny kiedy wysiedliśmy od razu zaczęliśmy zwiedzać miasto. Największym zainteresowaniem wśród dwójki cieszył się pomnik Neptuna. Wsiedliśmy w tramwaj numer dziesięć i dojechaliśmy do naszego hotelu. Powoli zachodziło słońce więc postanowiliśmy iść na spacer po plaży. Przystanęłam chwilę by podziwiać zachód słońca, poczułam że ktoś obejmuje mnie od tyłu.
-Rzeczywiście tu jest pięknie -szepnął -ale ten widok nie umywa się do twojej urody -pocałował mnie w policzek, osłupiałam, zarumieniłam się.
~*~
Dotarliśmy do Sopotu. Stałam na molo z dwójką moich towarzyszy i przyglądałam się niekończącemu błękitowi. 
-Idziemy się poopalać? -zaproponowałam na co przytaknęli. Kiedy byliśmy już na plaży rozłożyłam ręcznik. Poprawiłam swój strój kąpielowy i delektowałam przyjemnymi promieniami słońca. Szum fal, śpiew mew... Czego chcieć więcej od życia? Poczułam chłodną wodę na mojej twarzy spojrzałam na winowajce, zabijając go wzrokiem. Zaczął uciekać, pobiegłam za nim, wpadliśmy w zimne morze i zaczęliśmy się chlapać. Przy brzegu stanęła ~*~*~pewnie wydaliśmy się jej dziecinni bo pokręciła głową z niedowierzaniem ale co z tego? Wieczorem udaliśmy się do hotelu, następnie do tak zwanego monopolowego po zgrzewkę piwa. Kiedy kupiliśmy sześć puszek poszliśmy na dach jednego z bloków. Mieliśmy świetny widok na ogromną scenę, usiedliśmy na krawędzi budynku. Nasza przewodniczka wytłumaczyła nam co to za impreza, okazało się że jest to Sopot Hit Festiwal. Na scenie pojawił się gość w brązowym garniturze w kratę, białej koszuli, trampkach i czapce z daszkiem. 
-To Jankes -powiedziała -bardzo go lubię... 
-Piękne panie i przystojni panowie -zaczął prezenter -teraz przed wami wystąpi Mrozu! 
-Wow! -pisnęła moja przyjaciółka klaszcząc w dłonie. Scena zmieniła kolor na mocny szafir i pojawił się na niej przystojny blondyn, w czarnej koszuli, szarych spodniach i tego koloru butach. 
-Nie kieruj się tylko logiką -zaczął śpiewać, był świetny podobnie jak inni polscy wykonawcy. Moje serce podbił jeden z raperów o przezwisku KaeN, poczułam że polska muzyka zaczyna grać w moim sercu, no może za wyjątkiem disco polo które jest... Bez komentarza. Koncert się skończył, poszliśmy odrobinkę zachwiani do hotelu i położyliśmy się spać... Ciekawe co przyniesie nowy, jutrzejszy dzień? 

Ciekawi dalszego ciągu scenariusza?^^ Pojawię się na blogu dopiero w kwietniu...
Yuki

14.02.2015

Zbyt wiele?! cz.I

Pierwszą część tego scenariusza chcę dedykować osobom które tak jak ja nie mają z kim spędzić walentynek. Nie no chociaż ja je spędzam z moim bias'em przed komputerem. To opowiadanie piszę jako trzy osoby (jest to dla mnie duże wyzwanie i potrzebuję waszego wsparcia).
NU'EST- MinHyun cz.I

Siedziałem znudzony na kanapie razem z moją kumpelą SoSeong którą bądź co bądź lubiłem, może nawet coś więcej? Była taką typową ullzang girl. Przeglądaliśmy katalogi biur podróży. Z okazji tego że mamy po dziewiętnaście lat, mogliśmy wyjechać na wakacje do innego kraju. Jednak oferty nie za bardzo nam odpowiadały...
-Mam! -krzyknęła dziewczyna -Wpadłam na genialny pomysł!
-Niby jaki? -spytałem markotnie.
-Jedźmy do Polski!
-Czy ty się dobrze czujesz? -prychnąłem.
-Aż za dobrze, słuchaj Tobie może się to wydać dziwne ale ja naprawdę chciałabym tam pojechać.
-Ale po co? To nie jest kraj w którym jest bezpiecznie, poza tym tam nie ma nic ciekawego -wywróciłem oczami -i sami pijacy. Odpada...
-Ugh... Kierujesz się stereotypami!
-A co nie jest tak?
-Nie jest?!
-Skąd to niby wiesz?
-Tak się składa że mam w tym państwie przyjaciółkę, jest miła była na wymianie u mnie w szkole. Opowiedziała mi trochę o Polsce i zaciekawiła mnie... Oppa nie daj się prosić -zrobiła szczenięce oczy.
-Musiałbym się zastanowić i poznać ją, a dopiero potem stwierdzić czy jest jakiś sens wybierać się...
-Umówię się z nią kiedy możemy pogadać na skype.
-No byle szybko -prychnąłem pod nosem. Następnego dnia zadzwoniła do mnie Seong abym przyszedł do niej późnym wieczorem bo się ugadała z tą poleczką. Prawie o dwudziestej trzeciej stanąłem pod jej domem, otworzyła mi a ja wszedłem do środka.
-Annyeong -przytuliła mnie, odwzajemniłem uścisk to była rutyna.
-Cześć -pocałowałem ją w czubek głowy -wciąż uważam że to słaby pomysł, zastanów się jeszcze bo Kanada stoi otworem.
-Aish! Oppa! Nie narzekaj, będzie fajnie, poza tym wyjazd do Kanady jest o wiele droższy i w tym kraju mnie ma takich wspaniałych zabytków -oderwała się ode mnie i poszliśmy do jej pokoju. Usiedliśmy przy laptopie, oczywiście nie obyło się bez "Słyszysz mnie?" z jednej i drugiej strony. Wywróciłem artystycznie oczami i spojrzałem w ekran ta cała ~*~*~ nic szczególnego, tak jak każda polka, Seongie była sto razy ładniejsza. Zerknąłem na koreankę a potem dołączyłem się do rozmowy (trochę łamanym angielskim).
-Cześć jestem ~*~*~! -uśmiechnęła się.
-Cześć MinHyun jestem -powiedziałem bez entuzjazmu, ona chyba to wyczuła bo jej wyraz twarzy był poważny.
-Obiło mi się o uszy że chcecie przyjechać do Polski na wakacje.
-Tak -odpowiedziała entuzjastycznie moja przyjaciółka.
-No -mruknąłem.
-Świetny pomysł! Tylko musicie mi podać konkretny termin, bo chciałabym zarezerwować hotel. Chyb że chcielibyście mieszkać w moim domu, ponieślibyście mniejsze koszty...
-Nie, chyba wolimy hotel -przerwałem jej.
-MinHyun! To polska gościnność, polakom się nie odmawia -ciemnowłosa zganiła mnie wzrokiem -o ile to nie będzie dla Ciebie i twojej rodziny problem?
-Nie, raczej nie. Dokładnie jeszcze wszystko ustalę. Będę waszym szoferem i odbiorę was z lotniska -zaśmiała się, nie powiem ładnie się śmiała.
-Jakie byś poleciła nam lotnisko? -spytałem dociekliwie.
-Z Korei do Polski dolecicie tylko na Okęcie w Warszawie, z przesiadką w Moskwie lub Berlinie moglibyście dolecieć do Krakowa, skąd byłoby mniej drogi samochodem.
-Skąd to wszystko wiesz?
-Idę do ostatniej klasy szkoły o profilu obsługa turystyczna. Muszę to wiedzieć.
-A linie lotnicze? -Jung spytała.
-Na pewno nie LOT, myślę że Asian Air Lines będą dobre i w miarę tanie.
-Na pewno weźmiemy je pod uwagę -moja przyjaciółka wręcz kipiała radością. Dalsza rozmowa toczyła się w miarę sprawnie i szybko. Dziewczyna miała obszerną wiedzę, imponowało mi to. O drugiej w nocy skończyliśmy rozmawiać, So wyłączyła urządzenie. Położyłem się na łóżku rozprostowując kości.
-Egh... -westchnąłem.
-I jak? -spytała kładąc się obok mnie.
-Co i jak? -obróciłem się w jej stronę.
-No ~*~*~ i ogólnie plan wyjazdu?
-Dobra, jedziemy tam -zaśmiałem się.
-Serio? -zachichotała.
-Ne. Przekonałyście mnie.
-Oppa wspaniale! -pocałowała mnie w policzek, uśmiechnąłem się pod nosem.
-Będę się zbierał.
-MinHyun musisz iść? -zrobiła aegyo.
-No jak ładnie mnie poprosisz to zostanę.
-Proooooszę -przytuliła się do mnie -bo będę miała koszmary senne.
-Wybronię Cię od koszmarów -zaśmiałem się obejmując ją ramieniem. W sumie to nawet jakby ładnie nie prosiła to też bm został. Po pierwsze dlatego że nie potrafię jej odmówić, po drugie że cykałbym się o tej porze wracać sam do domu.
-Dobranoc oppa.
-Chalcha -przymknąłem oczy by zaraz odpłynąć w głęboki sem.
~*~
Stałam na lotnisku w Wawie trzymając w ręku jeden z pasków mojego plecaka. Kiedy ich samolot wylądował podeszłam bliżej bramki, rozglądałam się za nimi. W oczy rzucił mi się wysoki przystojny azjata w okularach przeciwsłonecznych. Obok niego szła koreanka która zaciekawiona rozglądała się dookoła. Uśmiechnęłam się na ich widok, pomachałam w stronę dwójki. SoSeong przybiegła do mnie ciągnąc za sobą dwie walizki, przywitałyśmy się uściskiem. 
-Cudownie wyglądasz -dziewczyna uśmiechnęła się szczerze i poprawiła ramiączko od lawendowego plecaka w kratkę. 
-Ty również -uśmiechnęłam się, promiennie. 
-Cześć -podszedł do nas Hyun, podał mi dłoń uścisnęłam ją. 
-Cześć -puściliśmy dłonie -jak minęła podróż? -spytałam kiedy kierowaliśmy się ku wyjściu. 
-Te oczywiste pytania, jak minęła podróż? Czy dobrze się czujesz? Mogłaś się bardziej wysilić -chłopak prychnął, ale potem zaśmiał się rozbawiony -Żebyś widziała swoją minę, podróż w miarę dobrze. 
-W porządku -azjatka szturchnęła kolegę w bok. 
-Jacy wy jesteście zgrani -zachichotałam. Skierowaliśmy się do granatowego Volvo XC70. 
-Znamy się od dziecka, to może dlatego -otworzyłam bagażnik aby mogli włożyć bagaże. 
-Chcielibyście zwiedzić Wawę jeszcze dzisiaj? -spytałam. 
-Co to Wawa? -zapytała dziewczyna. 
-Warszawa, chyba że chcecie jechać do domu po podróży? 
-Jechać do domu -odparł chłopak. 
-Ani, ja chcę zobaczyć jak najwięcej podczas wyjazdu. ~*~*~ zwiedzamy! -Seong przyklasnęła w dłonie. 
-No to pakować się - wskazałam na auto zamykając bagażnik, po chwili znalazłam się za kierownicą, z tyłu usiadła ciemnowłosa a obok chłopak. 
-To co nam pokażesz? -zabrał głos zdejmując okulary. 
-Pałac Kultury i Nauki, potem przejedziemy pod Zamek Królewski, a potem zobaczy się...
-Myślisz że damy radę to wszystko zwiedzić? -spytała wtykając twarz między siedzenia.
-Jest dziesiąta myślę że damy radę, najwyżej około dziewiętnastej zabierzemy się do Kielc.
-Mówiłaś że z Warszawy do Kielc jest cztery godziny drogi nie chcemy Cię przemęczać.
-A ty mówiłaś że chcesz zwiedzić jak najwięcej -zatrzymałam się na czerwonym -poza tym nocą jedzie się szybciej. Widoki też ładniejsze.
-Ta... Zapewne -wywrócił oczami.
-Skąd u Ciebie ten sarkazm? -rzuciłam.
-Własnie Hyun zgodziłeś się na wyjazd, to nie narzekaj. ~*~*~ chciałabym tylko wymienić pieniądze.
-Wymieniłaś w Korei wony na euro? -ruszyłam na zielonym po czym skręciłam w prawo.
-Tak.
-To dobrze, znajdzie się jakiś kantor. A ty? -zwróciłam się do pasażera obok.
-No też, jak chcesz pokazać nam całą Polskę w miesiąc i tydzień?
-Może nie całą -zaśmiałam się -ale jak pogoda dopisze to dużo wam pokażę.
-Wiesz ja chciałam się wypuścić na taką przygodę -dziewczyna powiedziała podekscytowana.
-To wsiądziemy do byle jakiego pociągu i pojedziemy... Dokądś? -bardziej spytałam niż stwierdziłam.
-Dobry pomysł -chłopak ożywił się.
-Też tak uważam.
-Wiecie ale tata specjalnie dlatego że mamy tą podróż dał mi auto, a sam pojechał do Czech na delegację pociągiem.
-Aish... Szkoda -posmutniała.
-Chyba że jutro pozwiedzalibyśmy Kielce, pojutrze pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy w plecaki, jedziemy samochodem do Krakowa, a tam pociągiem dokąd kolwiek.
-Ja się zgadzam -uśmiechnął się. Jego uśmiech plus sto punktów do przystojności, skupiłam się na drodze. Powiedziałam do siebie w duchu że nie mogę na niego patrzeć w taki sposób.
-Doskonały plan -lekko podskoczyła.
-Dobra turyści teraz szukać mi miejsca parkingowego -zaczęli się rozglądać. Kiedy w końcu zaparkowaliśmy, przypomniałam sobie gdzie można wymienić pieniądze. Wszystko poszło sprawnie, idąc w stronę Pałacu Kultury, moja przyjaciółka wszędzie się rozglądała.
-Nie wiedziałam że u was taki upał, mam na sobie letnie wręcz plażowe ubrania i jest mi gorąco -zaśmiała się łapiąc mnie i Hwang'a pod ramię.
-Na termometrze w samochodzie było trzydzieści cztery stopnie -oznajmił.
-Zepnij włosy, będzie Ci chłodniej -zdjęłam z ręki gumkę i podałam jej.
-Super -puściła nas spinając włosy w kok. Weszliśmy do kasy biletowej, dostaliśmy ostatnie trzy bilety i zaczęliśmy zwiedzać. Po ponad dwóch godzinach wyszliśmy z Pałacu z dużą ilością zdjęć. Szczególnie So musiała wszystko uwiecznić. Zgłodnieliśmy, poszliśmy na typowo polskie danie schabowego z kapustą i ziemniakami. Smakowało im, cieszyło mnie to. Podjechaliśmy zwiedzać Zamek Królewski, rynek, kolumnę Zygmunta i wiele innych. Opowiedziała im co nieco o każdym zabytku, oparłam o barierkę i patrzyłam na Zamek. Obok mnie zjawił się koreańczyk.
-Cudowne wykończenia i ogólnie architektura, niezwykłe -fotografował obiekt, zrobiłam podobnie. Nie wiedziałam kiedy obiektyw został skierowany w moją stronę i zrobił kilka zdjęć. Schowałam telefon do kieszeni.
-Aish... Nie rób mi zdjęć! -zasłoniłam się dłońmi, tupnęłam nogą w geście oburzenia. Tak, bardzo dorosłe zachowanie...
-Pokaż te śliczne niebieskie oczka -odsłonił moją rumianą twarz. Zaśmiał się perliście, odwzajemniłam gest -ummm...
-Tak, to znaczy gdzie nasza turystka?
-Zapełnia kartę pamięci zdjęciami -wskazał na dziewczynę biegającą z lustrzanką.
-Cała Seongie...
-Nie umie usiedzieć w miejscu jak dziecko, dosłownie.
-To chyba dobrze?
-Oj uwierz mi nie zawsze... Chodźmy do niej -poszliśmy do dziewczyny, nie wiedziałam że koreańczycy są tacy przyjaźni. Gdy nastała osiemnasta znaleźliśmy się pod Stadionem Narodowym. Był oświetlony na kilka kolorów, a sam świecił na biało czerwono. Kiedy skończyłam uwieczniać tą chwilę, schowałam telefon i rozpuściłam włosy bo bolała mnie skóra głowy od warkocza. Poczułam na sobie czyiś wzrok, znowu on! Peszył mnie... Przyjaciółka złapała mnie za ramię upierając się na selfie, nie mogłam jej odmo wić. Skończyło się na tym że wszyscy mieliśmy ubaw po pachy. Przed dwudziestą wyjechaliśmy ze stolicy. Włączyłam GPS i wybrałam najkrótszą drogę do mojego miasta. Po jakiś dwóch godzinach nieustannego gadania dziewczyna zasnęła.
-Ile można gadać? -szepnęłam chichocząc.
-Jest jak katarynka, jak zacznie nie skończy. Ale mimo to lubię ją... W innym przypadku chyba bym z nią nie wytrzymał...
-Jesteście parą? -spytałam. Skąd u mnie ta ciekawość?
-Nie dlaczego pytasz?
-Wyglądacie jak para więc tak pomyślałam -szepnęłam patrząc na drogę naciskając pedał gazu.
-Wy polacy jesteście tacy bardzo prostolinijni.
-Dlaczego?
-Sugerujecie się tym co widzicie i od razu wyciągacie wnioski i zadajecie pytania.
-Jeszcze nie poznałeś mnie dobrze a już o całym narodzie.
-Ok, ok w porządku -uniósł ręce w górę w geście poddania się, roześmiałam się szczerze, wydał mi się całkiem uroczy...
~*~ 
Obudziłam się w czyimś domu, skojarzyłam że jest to pokój ~*~*~, jakoś mi był tak głupio ze ona musiała spać w brata pokoju a ja musiałam zająć jej azyl. Wstałam i wyciągnęłam z walizki krótkie spodenki z ćwiekami, białą koszulkę podkolanówki i bieliznę. Poszłam w stronę łazienki, akurat wychodziła z niej moja przyjaciółka rozczesując włosy. Jak ja jej zazdroszczę tych blond fali, to spowodowało u mnie pewien plan, ale zrealizuję go jak wrócę do Korei. Zamieniłyśmy parę słów przy okazji poznałam jej młodszego brata. Wczoraj nie miała okazji bo wróciliśmy późno, kiedy się umyłam i przebrałam, mama rodzeństwa zawołała wszystkich na śniadanie. Podobało mi się że wszyscy jedli wspólnie, no za wyjątkiem gospodarza który był na delegacji. Rodzinna atmosfera unosiła się w powietrzu, czułam się jak w domu naprawdę, w koreańskich rodzinach wspólnie jada się tylko obiad. Po posiłku pojechaliśmy zwiedzać centrum ponieważ nasz "pilotka" mieszkała na obrzeżach, w całkiem przyjemnej okolicy. Miasto jak miasto dwie galerie, stadion piłkarski chyba "Korony Kielce"? Wrażenie robiła katedra i Pałac Biskupów Krakowskich oraz KCK. Co najlepsze wszędzie chodziliśmy piechotą i nie zmęczyliśmy się. Jakoś po szesnastej wróciliśmy do domu, babcia ~*~*~ ugotowała pierogi, były pyszne. Kiedy skończyłam konsumpcję starsza pani spytała o coś mnie, moja koleżanka przetłumaczyła mi że kobieta pyta się cz nie chciałabym dokładki, zgodziłam się. Po obiedzie postanowiliśmy odpocząć. Przyjaciółka opowiedziała nam iż nieopodal jej domu, znajduje się nawiedzona chata. Potem całą opowieść obróciła w żart, a my leżeliśmy na podłodze rechocząc na cały głos. Rzadko się zdarza że MinHyun spoufala się tak szybko z ludźmi, ale ucieszyło mnie to zachowanie. Zgodziliśmy się na plan naszej przygody, z samego rana mieliśmy wyjechać do innego miasta a potem zwiedzać resztę pociągiem na gapę. Wczesnym wieczorem wybraliśmy się na spacer nad rzekę, było świetnie. Wróciliśmy do mieszkania, umyłam się i przebrałam w piżamę. Naszykowane ubrania położyłam obok spakowanego plecaka. Nie mogłam zasnąć, byłam bardzo ciekawa jutrzejszego dnia i w tym momencie pojawiła się omma mojej koleżanki i dałam mi do wypicia herbatę z mlekiem, wypiłam duszkiem trochę z nią porozmawiałam a potem zasnęłam. Droga do Krakowa trwała z dwie godziny. Kiedy zaparkowaliśmy samochód pod jedną z kamienic i zrobiłam ogólny ogląd okolicy byłam ciekawa dalszych atrakcji. Najpierw poszliśmy do ciotki u której mieliśmy nocować. Stara panna przygotowała nam posiłek, szybko zjedliśmy i wzięliśmy się za zwiedzanie. Pierwszym obiektem był Zamek na Wawelu oraz słynny smok Wawelski. Kochałam robić zdjęcia od kiedy dostałam pierwszy aparat, chcę być profesjonalnym fotografem. Nie ma się czemu dziwić że biegam z lustrzanką i uwieczniam wiele rzeczy. Moja dewiza: uchwycić nieuchwytne! Przeszliśmy przez park a potem jedną z uliczek do rynku.... Zakochałam się! 
-~*~*~ załatw mi tu kawalerkę bo chce tu zamieszkać -szepnęłam rozglądając się dookoła. Poszliśmy do Kościoła Mariackiego, mimo tego że jest tam napis nie robić zdjęć i tak musiałam je zrobić, zauważyłam że polka zapaliła jedną ze świeczek przy wyjściu i przeżegnała się, gdy wyszliśmy z obiektu, zapytałam -dlaczego zapalałaś świeczkę? 
-Wiesz można tu zapalić świeczkę w jakiejś intencji, jeśli się pomodlisz może coś się spełni -zawiesiła się na chwilę -trzeba pomagać szczęściu, nie? 
-No tak racja -potem poszliśmy oglądać Sukiennice, były imponujące. Zastanawiałam się nad studiami w Polsce. ~*~*~ powiedziała mi że w Krakowie jest Uniwersytet Jagielloński, jedna z najbardziej prestiżowych szkół w Europie, najlepszy uniwersytet w Polsce. Poczułam że ktoś obejmuje mnie od tyłu, był to jak można się domyślić mój przyjaciel. 
-Seongie nie szalej -upomniał mnie oppa mocniej tuląc do siebie, odwróciłam się i wtuliłam. Prawda jest taka że Min jest dla mnie bardzo ważny... 


Mam malutką nadzieję ze scenariusz się podobał. 

Yuki =^.^=



4.10.2014

Boję się dentysty!

Z okazji tego że będzie w listopadzie koncert NU'EST (już się doczekać nie mogę *afdkogfkhjuifdur*) w Polsce daję scenariusz z maknae tego zespołu^^.
NU'EST- Ren

Przyszedłem do dentysty, ponieważ JR i manager mnie wysłali. No tak w sumie to za bardzo narzekałem na ból zęba. Chciałem się ukradkiem wyrwać z treningu żeby nie iść do stomatologa, bo wiem że to głupie a-ale... Panicznie boję się dentysty!!! Otwieram drzwi i wchodzę do pomieszczenia. Otoczyła mnie ta dziwna specyficzna dla gabinetu lekarskiego woń, chciałem zwiewać gdzie pieprz rośnie, ale był ze mną BaekHo który by mnie nie wypuścił i cholerny narastający ból. Nie było kolejki więc weszliśmy z kumplem do sali, za biurkiem siedziała śliczna dziewczyna w białym stroju, zapewne była stomatologiem.
-Dzień dobry, był pan umówiony?- uśmiechnęła się, śnieżnobiałym uśmiechem.
-Dzień dobry, niestety nie byłem.
-Więc, przyszedł się pan umówić na wizytę?
-Wolałbym żeby pani teraz zbadała mi zęba, strasznie mnie boli.
-Wie pan, pani doktor już nie przyjmuje, ale powinna być na terenie kliniki, proszę zaczekać przed gabinetem a ja poszukam jej.- wyszedłem, ona zaraz za mną. Zamknęła drzwi na klucz i od razu pobiegła na piętro wyżej. Czekałem dziesięć minut a ze mną DongHo. Dziewczyna zeszła na nasze piętro a za nią posiwiała koreanka, czyli starsza kobieta była dentystką. Wstałem nie odrywając dłoni od policzka...
-Moja asystentka powiedziała mi że bardzo cierpisz z powodu bólu zęba- siwowłosa otworzyła drzwi i usiadła obok fotela dentystycznego, a raczej fotela cierpień- siadaj- wskazała na fotel- jak się nazywasz chłopcze?
-Jestem Ren... Znaczy Choi MinKi, Ren to moje przezwisko sceniczne.
-Jasne, ~*~*~. Sprawdź czy ma kartę pacjenta do tej przychodni- dziewczyna prawdopodobnie amerykanka lub europejka sprawdziła coś w laptopie.
-Tak proszę pani, zaraz przyniosę kartę pacjenta- zniknęła za drzwiami, chwile porozmawiałem z doktorką mówiąc dokładnie co mi dolega. ~*~*~ wróciła w mgnieniu oka. Położyła kopertę na biurku, przemyła ręce i założyła rękawiczki lekarskie. Owinęła mi wokół szyi coś podobnego do dziecięcego śliniaczka z boku postawiła czarkę i kubek z wodą. Podeszła doktorka poprawiając maskę, zaświeciła lampę no i się zaczęło: 
-Proszę otworzyć buzię- otworzyłem posłusznie- aha to ten Cię boli- dotknęła haczykiem ząb, na co pisnąłem- ~*~*~ zrób mu znieczulenie czwórkę i naszykuj plombę- dziewczyna innej narodowości podała kobiecie jednorazową strzykawkę z przezroczystym płynem i uśmiechnęła się do mnie, poczułem delikatne ukłucie a potem zdrętwiała mi cała szczęka. Wiercono mi w zębie, ale nie czułem nic. Asystentka podała plombę wyjętą z jakiejś maszyny na taki "pistolecie". Dentystka założyła mi plombę i kazała zacisnąć żeby. Tak też zrobiłem. Przepłukałem usta i wyplułem zawartość do czarki. ~*~*~ zdjęła mi "śliniak" czy co to, to było, umyła ręce, usiadła przy biurku i zaczęła wypełniać dokumenty które podała dentystce, aby je podpisała. 
-Możesz już iść- uśmiechnęła się, ale miała śliczny uśmiech- znaczy pan może już iść. 
-Do widzenia- ukłoniłem się zamykając drzwi. 
-I po strachu- wyszczerzył się BaekHo. 
-To była najlepsza wizyta w moim życiu- przeciągnąłem się i wpadłem na pomysł- jest tu w pobliżu jakaś kwiaciarnia? 
-A po cholerę Ci teraz kwiaciarnia?- zapytał zdezorientowany. 
-Stary tu się rozgrywa o moje życie- palnąłem właściwie zgodnie z prawdą. 
-Skoro tak to choć- poszliśmy w stronę wyjścia nieopodal była kwiaciarnia kupiłem niebieskie fiołki. Pobiegłem do kliniki, mówiąc żeby DongHo został w samochodzie. Wbiegłem na korytarz, ona właśnie schodziła ze schodów. 
-Pani~*~*~!- krzyknąłem, na co ona odwróciła się do mnie przodem. 
-Słucham?- podeszła do mnie bliżej a ja podałem jej bukiet- Dziękuję, a z jakiej to okazji- zarumieniła się spuszczając wzrok. 
-Dzięki pani nie umarłem na tym fotelu cierpień- uśmiechnęła się- ma pani piękny uśmiech- nie mogłem oderwać od niej wzroku. 
-Ponownie dziękuję, m-może przejdźmy na ty? Jestem~*~*~... 
-Minki, ale mów mi Ren. 
-W porządku... Ren. 
-Spotkamy się jeszcze? 
-Z przyjemnością, kiedy? 
-Jutro- wypaliłem- o której kończysz pracę? 
-O osiemnastej. 
-To przyjadę po Ciebie- wyszliśmy z budynku- no to do jutra. 
-Do zobaczenia Ren- odeszła i pomachała mi. Skierowała się w stronę czarnej toyoty avensis (luknijcie rocznik 2013 niezłe cacko). Wsiadłem do mojego mitsubishi outlander (polecam rocznik 2014), szczęśliwy jak nigdy. 
-To już wiem dlaczego tak Ci się podobała wizyta- zaśmiał się BaekHo i zmierzwił mi włosy, lekko go szturchnąłem- nasz maknae się zakochał- zagwizdał. 
-Żebyś wiedział, panie kierowco jedźmy do domu- odwróciłem twarz w stronę odjeżdżającej toyoty- już za nią tęsknię- szepnąłem. Zrelaksowany wróciłem do domu, no i najważniejsze już nie boję się dentysty! 
Koniec. 
Mam nadzieję że scenariusz choć troszkę się podobał, ostatnio mam bzika na punkcie aut więc będą one często występowały w opowiadaniach. 
Mechanik (czy ktoś) Yuki ;) 





15.08.2014

Zgubiłem!!!

To może na dobry początek scenariusz z moim biasem.
Aron- NU'EST

Dziewczyna siedziała na parapecie w swoim pokoju, w domu panowała głucha cisza ponieważ rodzice wyjechali do kuzynów. Na dworze padał deszcz od dwóch tygodni lało nieprzerwanie. Dziewczyną z parapety byłaś ty, czyli polka mieszkająca w Korei Południowej. Stwierdziłaś że gdy przestanie padać pójdziesz na długi spacer, bo przecież nie można całe wakacje przesiedzieć w domu. Po niecałej godzinie przestało padać, założyłaś luźny podkoszulek, krótkie spodenki i vansy, wzięłaś klucze i telefon w rękę i zakluczyłaś drzwi. Zastanawiałaś się gdzie się przejść, uznałaś że najlepszym miejscem na spacerek jest centrum Seulu. Było duszno, i lekko mgławo. Przechodziłaś właśnie obok wielkiego gmachu z napisem PLEDIS ENTERTAINMENTPod jego ogrodzeniem stał malutki przerażony czarno-brązowy piesek. Podeszłaś do niego pogłaskałaś po łebku, a on zamerdał ogonkiem. Miał na sobie obróżkę z imieniem i adresem zamieszkania właściciela.
-Chyba się zgubiłaś Melly- wzięłaś psiaka na ręce- zaniosę Cię do domu- tak też zrobiłaś, dom właściciela był niedaleko, po dziesięciu minutach stanęłaś przed wielkim nowoczesnym domem, zadzwoniłaś domofonem po chwili ktoś się odezwał.
-Yoboseo?- zabrzmiał męski głos.
-Yoboseo, znalazłam pieska który ma na obroży ten adres.
-O! Już otwieram- przeszłaś przez furtkę, drzwi od domu otworzył Ci wysoki blondyn- zaraz zawołam właściciela, a tak w ogóle jestem BaekHo.
- ~*~*~ - przedstawiłaś się. 
Chłopak poszedł na piętro z którego po chwili zbiegł średniego wzrostu brunet, z wielkim uśmiechem na twarzy. 
-Melly, moja kochana- wziął od Ciebie suczkę- dziękuję Ci bardzo, zgubiłem ją dwa dni temu. Jestem Aron- podał Ci dłoń.
-Jestem ~*~*~ - uścisnęłaś mu dłoń.
-Mógłbym Ci się jakoś odwdzięczyć? 
-Ani, najważniejsze że się znalazła, to będę już szła- skierowałaś się do drzwi- Cześć!
-Dzięki, papa!- pomachał Ci z uśmiechem. 
Opuściłaś posesję, następnie skierowałaś się do domu. Po trzech dniach wracałaś od koleżanki, zobaczyłaś że na chodniku leży telefon, podniosłaś go, nie miał blokady więc go odblokowałaś i co dziwne był to telefon Aron'a. Znowu skierowałaś się w stronę domu chłopaka. 
-Yoboseo?- odezwał się lekko piskliwy głos w domofonie.
-Yoboseo, znalazłam telefon Aron'a. 
-Proszę wejść- drzwi otworzył Ci blondynek, z włosami spiętymi w kok- on znowu coś zgubił, ostatnio jakaś dziewczyna znalazła mu psa i ciągle o niej gadał jaka jest śliczna i takie różne pierdoły, ale to Aron wieczny romantyk.
-To ja mu znalazłam psa- zachichotałaś, on również.
-Jestem Ren- ukłonił się.
- ~*~*~ -również się ukłoniłaś.
-Aron! Ktoś znalazł twój telefon!- krzyknął.
-Jakie szczęście, dzięki ~*~*~ teraz to muszę Ci się odwdzięczyć.
-Nie trzeba- zarumieniłaś się i pokręciłaś głową. 
-Spacer to dobry pomysł jak dobrze że się zgodziłaś- puścił Ci oczko wiążąc buta. 
Wyszliście z domu. Z początku było sztywno, bo nie wiedzieliście o czym rozmawiać ale potem jakoś się potoczyło. Okazało się że Aron pochodzi z USA, jest raperem w grupie NU'EST no i że często coś gubi przez co strasznie narzeka.
-Ja już będę musiała iść do domu jest prawie dwudziesta trzecia!
-Mogę Cię odprowadzić? 
-Jasne- skierowaliście się w stronę domu. 
-Jutro zaczynamy kolejny trening po tygodniu wolnego ponieważ mamy comeback.... Nie chce mi się.
-Aron, hwaiting!- szturchnęłaś go w ramię.
-Mógłbym dostać twój numer, na wypadek gdybym znowu coś zgubił. 
-Jasna sprawa- wymieniliście się.
-Komawo- uśmiechnął się i dał Ci całusa w policzek- Cześć!- pomachał Ci z uśmiechem i odszedł.  
Stałaś jak słup soli, weszłaś do domu cała rozanielona, oparłaś się o drzwi i zsunęłaś po nich. Spojrzałaś w lusterko, rumieńce na twoich policzkach były w barwie rubinu, poklepałaś je by je trochę schłodzić ponieważ Cię piekły. Piekły? To złe słowo one Cię parzyły!
-Co Ci się stało?- spytała mama z troską 
-N-nic, nic- przyszła Ci wiadomość SMS, od razu ją odczytałaś: 
"~*~*~! RATUJ! Zgubiłem klucze od auta, 
chłopaki mnie zabiją jak ich nie znajdę. 
POMÓŻ! 
Aron"  
-Mamo mój kolega, zgubił klucze od samochodu mogę iść mu pomóc ich szukać? 
-Idź ale masz mi co pół godziny dawać sygnał że żyjesz czyli dzwonić!
-Po co?
-Bo jest późno i nie chcę umierać ze strachu, jasne? 
-Jasne- mruknęłaś i wybiegłaś z domu przy furtce stał już twój kolega. Kolega? Może coś więcej... 
-To idziemy?- uśmiechnęłaś się. 
-Idziemy- złapał Cię za dłoń i skierowaliście się w stronę centrum.
-To będą długie wakacje- zachichotałaś w myślach, splatając ze sobą swoje i jego palce. 
Koniec.



 
A tutaj mamy moją kochaną niezdarę która wszystko gubi. 
Yuki :D