Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GOT7. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GOT7. Pokaż wszystkie posty

30.09.2019

[NGU!] Kwitnąca róża... Kwitnąca Rose?

No dzień dobry... Mam wrażenie że NGU!, to dzieło mojego życia. Przepraszam że tak nie skromnie, ale powiem wam że, kurczę naprawdę super mi się to pisze. Mam nadzieję że i wam się podoba :)


Never Grow Up!
07. Kwitnąca róża... Kwitnąca Rose?

Lisa, kilka razy się zastanowiła w czwartkowe popołudnie, czy nie zrezygnować z imprezy, na którą zaprosiła ją Jennie, tym bardziej że Rose od razu odmówiła jej towarzystwa. Kiedy dowiedziała się że Mino, nalegał by przyszła, stwierdziła że byłaby głupia jak wiadro pomyj, by iść na coś takiego. 
Westchnęła siadając na łóżku i przyglądając się szafirowej sukience, przed kolano. 
Jej rodzicielka oczywiście myślała że przenocuje u Rose, zaś ta miała potwierdzić tę wersję, w wypadku gdyby matka dziewczyny zadzwoniła o północy, czy na pewno poszły już spać? Uśmiechnęła się lekko pod nosem, gdyż miała zamiar bawić się do samego rana! Czuła że taka odmiana jest jej potrzebna, a jeszcze bardziej odczuwała potrzebę ponownego spotkania z przyjacielem Dean'a. Chłopak ją zaintrygował do tego stopnia, że miała ochotę dzwonić do swojego ex, by ściągnął go do studia tatuażu i by spotkali się już! Teraz! Natychmiast! "Ach Lisa! Przestań, przecież nie jesteś taka! To tylko facet... Uh... Za to jaki facet!". Padł na łóżko, chichocząc cicho, jak raniona uczuciem łania, gdy to pomyślała, łzy polały się z jej oczu "Boże, Lisa... Jaka ty jesteś żałosna. Znowu podoba Ci się chłopak, nieodpowiedni dla Ciebie.". Wybrała numer do Rose z zamiarem opowiedzenia jej o Zico, jednak gdy ta odebrała opadła z emocji i zmieniła temat.
-Rosie, proszę idź ze mną, będę się tam czuła nieswojo, nikogo tam nie będę znała -żaliła się.
-Przecież idziesz ze swoją psiapsi Jennie, poza tym, będzie tam ten Mino... A tak na marginesie, BamBam wcale nie jest obrażony.
-Jak to BamBam? -przyłożyła dłoń do ust, po chwili usłyszała w tle.
-Tak to BamBam! Chodzisz beze mnie na rewiry, zrywam te zaręczyny! Nie kocham Cię już, idź sobie z tym frajerem!
-Rose, czy ty masz mnie na głośniku?
-Bingo baby! -zaśmiała się -Ja tam się nie gniewam...
-To mówię teraz do pana nadąsanego: będą dziewczyny, dużo dziewczyn, takich z pazurem, a Ty nie idziesz bo dzieci nie przyjmują...
-A Ty to nie dziecko? -wtrąciła się rudowłosa.
-A Ty się zachowujesz jak dziecko, to super impreza, dlaczego ze mną nie pójdziesz?
-I mówi to ta, co niby banalne rozrywki ją nie interesują.
-Rosie... Naprawdę nie chcesz spróbować innego życia? Wymyślimy jakąś wymówkę, póki jest jeszcze czas... Poza tym, te świetne jeans'y, które kopiłaś ostatnio nie powinny się marnować w szafie, hm?
Na chwilę zapadła cisza, przerwana ciężkim westchnieniem.
-Bammie... Wyginaj, muszę się wykąpać i wybrać ciuchy, potem zrobić się na bóstwo.
-Super! -pisnęła Lisa -Czuję że to będzie epicka impreza!
-Jesteście głupie -burknął Tajlandczyk.
-My też Cię kochamy -Lisa się rozłączyła i poszła wziąć szybki prysznic.
W tym czasie Rose podeszła do szafy by wybrać ubranie.
-A co to za dziewczyny z pazurem? -zagadnęła, zerkając przez ramię na chłopaka leżącego na łóżku, który czytał jakieś babskie pisemko, naśmiewając się z projektantów mody.
-Hm? To takie które, noszą krótkie spódniczki, mają głęboki dekolt, ładne kształty -rozmarzył się -i są szalone, niegrzeczne, nie słuchają się mamy...
-Acha -mruknęła smętnie, wracając wzrokiem do wielkiej szafy, wypełnionej koszulami, swetrami, spodniami, były w niej tylko trzy sukienki, w tym alba komunijna, gdyż była chrześcijanką -zawsze chciałam taka być...
-Co stoi na przeszkodzie? -podniósł się z łóżka i podbiegł do dziewczyny.
-To że jestem gruba i brzydka -wywróciła oczami.
-Nie pleć głupstw, ok? To że masz troszkę tłuszczu na brzuchu, nic nie zmienia. Jesteś śliczna, masz ładny kształt, mądre oczy... Może nie nadajesz się na typ dominującej suczki, ale możesz być piękną różą i na tę imprezę rozkwitniesz.
-BamBam, proszę Cię, mówisz tak tylko dlatego, bo idę z Tobą na studniówkę.
-Wcale nie, mówiłem Ci już, że gdybym był stały uczuciowo, to bym Cię podrywał, ale wolę mieć w Tobie przyjaciółkę na całe życie, jak Lisę, a nie pannę na kilka tygodni, hm? A teraz marsz do łazienki, a ja się zajmę ubiorem -zaczął przeglądać szafę, zaś ona z delikatnym rumieńcem na twarzy poszła do łazienki. Nigdy nie myślała że Bammie, może być tak dojrzałym chłopakiem. Weszła pod prysznic pocieszając się w myślach: "Przynajmniej na tej imprezie, będzie ktoś, kto lubi moje krągłości." zachichotała cicho. Kiedy miała wejść w samym ręczniku do pokoju, przypomniała sobie że nie będzie sama.
-Kumpimook, ale wyjdź ok?
-Czego się wstydzisz? Widziałem Cię w bikini, to w bieliźnie mi bez różnicy.
-Ale ja nie jestem w bieliźnie...
-To tym bardziej!-powiedział podekscytowany.
-No BamBam, podaj mi te ubrania -wyciągnęła rękę zza drzwi -westchnął ciężko i zwlekł się z łóżka, po czym podał jej rzeczy. Kiedy wyszła z łazienki, w pełni ubrana, skomentował.
-Wiedziałem że źle założysz koszulę, nie ruszaj się -odpiął dwa guziki od góry i trzy od dołu, zawiązał koszulę w pasie, spodnie o wysokim, stanie zakryły niedoskonałości.
-Jesteś pewien? -prychnęła, na co się zmarszczył.
-Zaufaj mi -upiął jej włosy w wysoki, długi warkocz, zaś sama się umalowała. Założyła czerwone szpilki, które kontrastowały z białą koszulą, czarne jeans, były strzałem w dziesiątkę, czerwona torebka i szminka, nadały jej takiej drapieżności, że sama nie potrafiła się rozpoznać w lustrze.
-Ja się nie dziwie że Lisa Ci zazdrości, masz się czym pochwalić -zaśmiał się, zaś ona założyła ręce pod dekolt.
-Napatrz się do woli -zachichotała -bo to pierwsza i ostatnia okazja -poprawiła złote kolczyki.
-Przstań być jak dziecko, czy jakaś wieczna dziewica... Niczym się nie przejmuj, ja odwrócę uwagę Twoich starszych, a Ty się tylko dobrze baw, ok? -wtem rozległ dzwonek do drzwi.
-To idę uśmiechnęła się -nakładając skórzaną kurtkę -ale Ty najpierw zajmij moją matkę.
BamBam usiadł na rogu kanapy w salonie i zagadał rodziców Rose, którzy łyknęli to że córka jest już w łóżku i smacznie śpi, a dzwonek do drzwi był w filmie. Oczywiście plan był taki że Tajlandczyk miał nocować u koleżanki. Ojciec dziewczyny, uprzedził go że jak coś usłyszy, coś niewłaściwego, to go... Wykastruje. Obejrzeli do końca projekcję, po czym chłopak czmychnął szybko na piętro do pokoju dziewczyny i zamknął drzwi na klucz.
Rose wraz z Lisą oraz Jennie, w tym czasie były w taksówce i nie miały zamiaru się przejmować, tym czy ktoś ich skontroluje.

Jak myślicie, kto znajdzie się w drzwiach domu Rose?
Yuki

22.02.2019

[NGU!] Odzwierciedlenie duszy.

No witam, witam, po raz kolejny po prawie miesiącu... Planowałam to opowiadanie na maksymalnie osiem rozdziałów... Miało też mieć głęboka rozkminę życiową, miało mieć morał, dużo Mozarta i Salvadore Dali... No ale... "Jak rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach.", także ten tego, zapraszam na kolejny rozdział, wrzucę dzisiaj trochę romantyczności.


Never Grow Up!
06. Odzwierciedlenie duszy.

Lisa od zawsze chciała mieć tatuaż, jednak nigdy nie potrafiła się zdecydować na wzór. Nieraz doradzał jej coś Dean, nawet kiedy byli w związku chciała sobie wytatuować słońce, gdyż on miał na ramieniu księżyc, jednak to nie było to. W przerwie przed dodatkowymi zajęciami, postanowiła wpaść do studia Dean'a, ze swoim projektem. 
Była to róża, z której wyłaniała się sylwetka kobiety, chciała rozkwitnąć, gdyż czuła że jest jak kwiatek bez światła, między społeczeństwem, które goni tylko za sukcesem, zapominając na czym polega szczęście. Ale co to jest szczęście? Miała wrażenie że szczęście, to długi sen, ramiona Dean'a, które do niedawna były jak bezpieczna przystań, teraz były zimne jak deszcz, który padał już trzeci dzień. Postrzegała też szczęście, jako przyjaciół, BamBam'a, Rose, jako rodziców, którzy dawali jej dom i utrzymanie, dobre wyniki w szkole przynosiły tez radość. Ale to już było tak szare i rutynowe że przestało jej przynosić satysfakcję. Chciała odmiany, a czuła ją w takich miejscach jak technikum do którego uczęszczała Jennie, czy studio jej byłego chłopaka. 
Weszła do środka, od razu rzucił jej się w oczy chłopak rozmawiający z Dean'em. Miał piękne, gęste, granatowe włosy, wąskie oczy, ostrze rysy twarzy, czarne ubranie wysmuklało jego sylwetkę, był całkiem wysoki. Był jak dzieło sztuki i miała wrażenie że gdzieś już go widziała, tylko za nic nie potrafiła sobie przypomnieć gdzie.
-Halo! Ziemia do Lisy -Dean pomachał jej dłonią przed oczami -kontaktujesz, maleńka?
-Tak, tak... I nie jestem maleńka -burknęła, odstawiając parasolkę w kąt pomieszczenia.
-Tak czy owak -zwrócił się do chłopaka -za rzadko się tu zjawiasz -zaśmiał się i skinął w stronę dziewczyny, która szybko do nich podeszła -to moja LaLisa, ładna nie?
-Twoja LaLisa? Od ponad roku nie -zaprzeczyła.
-Och, przestań... To jest Zico -chłopak wystawił dłoń w jej stronę, uścisnęła ją.
-Dziwne że się jeszcze nie poznaliśmy -uśmiechnął się zadziornie.
-Bo byś ściągnął ją na złą drogę -bąknął Dean -co Cię do mnie sprowadza?
-Chyba to co zawsze -odparła -odetchnienie i podziwianie twojej sztuki -usiadła na jednym z foteli.
-Czyli nie zdecydowałaś się jeszcze na tatuaż?
-Nie, mam swój własny, kolejny projekt -pokazała mu zdjęcie w telefonie.
-Tatuaż jest często odzwierciedleniem duszy -odezwał się niejaki Zico -zbieram się -przybił piątkę tatuażyście -do zobaczenia, piękna -dodał przed wyjściem. Zobaczyła że za oknem przestał padać deszcz. Chłopak ściągnął pokrowiec z motocykla i wsiadł na niego, zakładając przy tym kask, po czym zniknął we mgle. Na fotelu obok usiadł Dean, jego współpracownik, tatuował jakąś dziewczynę.
-Na pewno chciałabyś różę? Co twoja matka na to?
-Nie będzie nic wiedzieć, bynajmniej dopóki nie wyprowadzę się z domu... A jak twoje studia? Przypominam Ci że na zaocznej magisterce, też obowiązuje praca magisterska.
-O mnie się nie martw -uśmiechnął się delikatnie, a jego ciemna grzywka przysłoniła mu oczy.
-Jasne -odchyliła głowę do tylu przymykając powieki -kim był ten chłopak.
-Zico? Mój kumpel z gimnazjum, ostatnio rzadko się tu pojawia. dlaczego pytasz? -zerknął na nią. Niby nie byli już razem, ale ciągle czuł zazdrość, kiedy jakiś inny chłopak na nią spojrzał.
-Ot tak, po prostu -popatrzyła na niego -myślę że potrzebuję zmiany.
-Zmiany? -przeciągnął się, zasięgnął po kubek z niedopitą, już zimną kawą.
-Tak, zmiany. Myślę że mam spóźniony okres buntu.
-Dlaczego mnie to nie dziwi? Dziewczyna z idealnego domu, wzorowa córka i uczennica, która ukrywała swojego, nie idealnego chłopaka przed rodzicami...
-Nie w ogóle nie czuję ironii -mruknęła, wyciągnęła telefon i napisała szybką wiadomość:
"Do: dangerous_jennie:
Czy ta impreza jest jeszcze aktualna? ;)".
Dwadzieścia minut przed zajęciami, opuściła studio tatuażu. Szybkim krokiem powędrowała na dodatkowe zajęcia, w tym czasie dostała wiadomość od Jennie, ze impreza jest cały czas aktualna i może się dołączyć. Była w szoku, że osoby które ledwo poznała zapraszają ją na imprezę. A może był to jakiś podstęp?

Do następnego!
Yuki

27.12.2018

[NGU!] Król rozpusty!

Tak, tak wiem, tytuł, ale nie mogłam się powstrzymać.
Jak minęły wam święta? Mikołaj przyniósł prezenty? Przytyliście, czy schudliście?
Chciałam was zaprosić na mojego bloga, gdzie pojawiła się recenzja filmu Young Style, który serdecznie wam polecam ;)


Never Grow Up!
05. Król rozpusty!

-Lisa, weź nawet sobie jaj nie rób. Za nic nie uwierzę że się trzymasz z laską, z tej szkoły.
-Nie powiedziałam, że się trzymam, tylko że ją znam -zatrzymała się pod bramą technikum -poza tym, ja nie noszę takich ciuchów -otwarła błękitny plecak, wyjmując z niego czarną reklamówkę.
-Tak, czy owak, ja do tego lamusa nie idę -wywrócił oczami.
-Bo się boisz -szturchnęła go w ramię.
-Co? Ja? Chora jesteś? -skrzywił się.
-Jesteś taki sam jak JunHoe, taka pipa, a nie facet.
-Nie porównuj mnie do tego pedanta, pantoflarza, ok? Niech sobie tam siedzi w tych Angliach, dla pantofli i konfidentów nie ma miejsca.
-Brzmisz jak jakiś mural...
-Nie obrażaj! -fuknął i zapalił papierosa -Spale i wejdziemy.
-W tedy skończy się przerwa, a mam jej oddać to teraz.
-Ojej, jak poczeka to się nic nie stanie -przeleciał wzrokiem po budynku.
-Mówiła że ma mieć to przed ósmą, jak się cykasz to możesz na mnie zaczekać.
-Nie cykam się! -stwierdził stanowczo i wyrzucił do połowy dopalonego papierosa. Skierowali się do drzwi budynku, czując na sobie wzrok uczniów technikum, jedni wpatrywali się na nich z zaciekawienie, inni z pogardą, a jeszcze inni nie zwrócili uwagi na nowych przybyszy.
Jennie stała przy swojej szafce, gorączkowo szukając czegoś w torebce. Tego dnia miała krótką, czarną sukienkę z wyeksponowanym dekoltem, tego koloru skórę i koturny, co nie uniknęło bystremu wzrokowi BamBam'a, który mało co się nie uślinił na jej widok.
-Hej -zagadnęła Lisa -czego tak szukasz?
-Kluczy do szafki -burknęła, coraz bardziej zdenerwowana. W tym momencie, zabrzmiała melodia piosenki "Him & I". Dziewczyna szybko odebrała.
-Co się dzieje? -zapytała szybko -Ach, to dobrze, już idę -rozłączyła się -zaczekajcie tu chwilę, znajomy dowiezie mi kluczyk. Oparli się o parapet, w tym momencie się rozpadało, a biedna Jennie biegła do czarnej limuzyny, po chwili auto odjechało, a ona biegła do budynku szkoły. Gdy byli w komplecie Lisa oddała jej ubranie, zaś ta schowała je do szafki.
-A to kto? -zapytała brązowowłosa wskazując na chłopaka.
-Ach, to jest -nie dał jej dokończyć.
-BamBam, a Ty aniołku? -zeskanowała go wzrokiem, od stóp do głów i powiedziała:
-Nie jesteś w moim typie, dzieciaku -wywróciła oczami -Jennie -poprawiła włosy i gdy miała już coś dodać, rozległ się trzask drzwi oraz donośny głos.
-Hej laseczki, w górę biusty, idzie Bobby, król rozpusty!
-O Boże, nie...
-Kto to? -zapytali oboje.
-Najbardziej napalony dupek w całej szkole, ja się zmywam, bo zaraz się zacznie ślinić, ta jak Ty BamBam i nie da mi spokoju -odwróciła się szybko.
-Moja Jennie ucieka, nie przedstawisz mi koleżanki? -zapytał zjawiając się tuż przy nich, z całym wianuszkiem dziewczyn, które były całe w zachwycie.
-JiWon, dziecko, idź do domu, oglądać pornole, czy cokolwiek innego, a mi daj spokój.
-Nie usłyszałem tego -prychnął -a wy co? Guza szukacie? Wypad stąd!
-Co? -BamBam stanął na przeciw niego. Był nieco wyższy, jednak tamten dużo lepiej zbudowany. Pranpriya, widząc co się szykuje, postanowiła ich ewakuować.
-Zwijamy Bammie, cześć Jenn -pociągnęła go za rękaw.
-Co Ty odwalasz? Lisa! On, przecież...
-Idziemy -powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Chłopak był rozzłoszczony, jednak widząc koleżankę nie chciał by wpadła w szał. Tuż przy wyjściu, kiedy rozkładała swoją niebieską parasolkę, poczuła lekkie szturchnięcie w ramię. Spojrzała w bok, był to chłopak, którego spotkały z Rose w centrum handlowym.
-Hej piękna, gdzie masz swoją, równie ładną koleżankę?
-Yyyyyyy.... -zająknęła się -Hej, co tu robisz? Chodzisz do tej szkoły?
-Chodziłem, kumpel miał mi załatwić części do samochodu. A ty? Twój mundurek, przypisuje Cię do innej szkoły.
-Tak, tak... Przyszłam oddać coś znajomej.
-O, komu? Znam tu wszystkich.
-Jennie -odparła, po chwili namyślając się czy był to dobry pomysł.
-To w takim razie, jestem Mino, znajomi Jennie, to moi znajomy -uśmiechnął się przyjaźnie, mimo dość mrocznego wyglądu.
-Lisa, a to jest Kumpimook, mój przyjaciel -uścisnęli sobie dłonie -wiesz my też sie już zbieramy, bo zajęcia i tak dalej...
-No tak, idźcie dzieciaczki -zaśmiał się i wszedł do budynku.
-Kim on u diabła jest? -zapytał Tajlandczyk, kiedy kierowali się do liceum.
-Długa historia -zaśmiała się -opowiem Ci później.
-No ja myślę -złapał ją pod ramię -poznasz mnie bliżej, z tą Jennie, nie? -zaśmiał się.
-A co z Rose? -odcięła się i złożyła parasolkę.
-Rose, to moje niespełnione marzenie, mój obiekt westchnień, ale nie wszedłbym z nią w związek.
-Dlaczego? -zapytała zaskoczona, wyjęli książki z szafki.
-Wiesz, ja lubię kobiety z pazurem, Rose jest cięta ale subtelna.
-Acha, nie chcę dalej wnikać w ten temat. Chodźmy szybko, bo już jesteśmy spóznieni.
-Ty jesteś spóźniona, ja zaczynam za godzinę, dzisiaj mamy tydzień B i nie zobaczę tej starej... Nie dokończę -zaśmiał się -idę zapalić, do później!
Kiedy była już w sali i zebrała ciężki ochrzan, siadła w ławce, wyjęła książkę wraz z zeszytem i długopisem. Mało zaciekawiona zajęciami, zaczęła rysować w zeszycie. Jej telefon za-wibrował, odczytała wiadomości na Kakaotalk, o dziwo jedna była od Rose, aż dziwne że zaczęła z powrotem korzystać z tej aplikacji, a dwie następne od:
"Od: dangerous_jennie:
Idziesz na imprezę w czwartek?
Od: dangerous_jennie:
Mino zaprasza ;)".

Jak myślicie Lisa pójdzie na imprezę?
Do zobaczenia w przyszłym roku dzieciaczki ;)
Yuki

6.10.2018

[NGU!] A ja tam lubię... Babeczki z krągłościami.

Hej!
Pamiętacie jeszcze serię Never Grow Up!? Dla przypomnienia tutaj macie link do opowiadań rozdziałowych: klik, opowiadanie z Gray'em jak na razie stoi w miejscu...
Uwaga dzisiaj pojawi się koneser babeczek i myślę że może być dużo śmieszków.


Never Grow Up!
04. A ja tam lubię... Babeczki z krągłościami.
-Ale dlaczego nie chcesz iść? Tylko się rozejrzymy -nalegała dziewczyna, leżąc jeszcze w łóżku, rozmawiając przy tym z koleżanką.
-Nie wiem Lisa, jak ja nawet nie poszłam na swoją studniówkę, to mam jeszcze pójść na młodszego chłopaka. Poza tym ja przy Kumpimook'u będę wyglądała, jak gruba świnia.
-Przestań, jesteśmy przyjaciółmi, masz przynajmniej kształty, a nie taki wieszak, jak na przykład Sunmi, sama bym chciała takie mieć.
-Co? Oddałabyś swoje długie nogi, dla takiego wielkiego tyłka, jak mam ja? Coś mi się zdaje że nie.
-Pewnie że bym oddała! Z resztą BamBam, się zapłacze jak z nim nie pójdziesz. Już się wszystkim pochwalił, że ma taką śliczną noonę, za towarzyszkę na balu, hm?
-No super, to wszyscy teraz wiedzą że jestem starsza...
-Przestań Rosie, obiecuję że nie będę Cię zmuszała do przemierzania sukienek -w słuchawce zapadła cisza.
-Ok... To o osiemnastej w galerii? Tylko nie namawiaj mnie na Maca, bo będziesz łysa -powiedziała z powagą.
-O osiemnastej, ciao! -rozłączyła się. 
W piżamie zeszła na dół i usiadła przy stole, mama jak zawsze naszykowała już śniadanie, więc ona postanowiła pozmywać.
-Mamo, myślisz że Rose, jest gruba? -kobieta zadławiła się herbatą.
-Tak, chyba w mózgu. Co znowu, przeżywa że ma kilogram mniej lub więcej.
-Nie... BamBammie zaprosił ją na studniówkę. Mówi że jest do niego za stara i za gruba.
-To schudnie, jak ją nasz Buawakhul wezemie z tańce, to po dwóch godzinach będzie z pięć kilo szczuplejsza -zaśmiały się.
-Ale tak poważnie trochę się boję, że wrócą się jej te lęki i wiesz...
-Nie, to mądra dziewczyna, nie da wrócić anoreksji. A własnie, ty się ważyłaś, chudzielcu? -zwężała oczy.
-Bez zmian -powiedziała wpychając do ust pełną łyżkę klusek -jem z dokładkami, a tu ciągle deska.
Po zjedzonym śniadaniu, zmyła naczynia i wróciła do swojego pokoju, skończyła swój obraz na zaliczenie i powoli zaczęła się szykować, na dwugodzinne tortury z pianistką Jung. Zjadła obiad i przebrała się, we wcześniej przygotowane ubrania, zabrała torbę i poszła na stację metra. W czasie zajęć, modliła się by nie wyjść z siebie i nie zatłuc jej pogrzebaczem, który znajdował się tuż przy kominku. Po szybki pożegnaniu i zapłaceniu, biegiem opuściła posesję. W momencie jak minęła furtkę, włożyła słuchawki w uszy i puściła piosenkę Queen "I Want To Break Free". Przejechała jedną stację i wysiadła nieopodal centrum handlowego. Gdzie czekała na nią rudo-włosa, przeglądająca się w lusterku.
-No jak tam? -oderwała wzrok od odbicia -Zamordowałaś ją?
-Bardzo zabawne -wytknęła język -nie mówmy o tej jędzy, jesteśmy na zakupach... Czy ja dobrze widzę? Wyprzedaż w Vans?! -zapiszczała.
-Miałyśmy tylko zobaczyć sukienki...
-No niby tak, ale Rosie, please, chodźmy! -pociągnęła ją za rękaw płaszczyka.
-Boże, dlaczego ja się zawsze na to godzę? -mruknęła i powlekła się za Tajką.
Po przymierzeniu "kilku" par butów, opuściły sklep, by poszukać odpowiedniej kreacji, na ten specjalny wieczór. Po trzech godzinach poszukiwań, stwierdziły że nie ma nic ciekawego. Kiedy były przy wyjściu z centrum handlowego, dziewczyna zatrzymała się przy jednej z wystaw, a konkretnie przed szarą, długą suknią, z rozcięciem na nogę.
-Lisa, myślę że muszę ją przymierzyć -westchnęła zachwycona. Weszły do sklepu, gdy wyszła z przymierzalni, koleżanka przyniosła jej perłowe szpilki, które idealnie pasowały do sukienki. Rose stanęła przed lustrem i uśmiechnęła się lekko, obróciła w okół własnej osi, jednak zobaczyła że nieco odstaje jej boczek. Posmutniała automatycznie -nie, jestem do niej za gruba.
-Rose! Przestań! Masz super krągłości, a kiecka leży idealnie, rób szybko zdjęcie, żeby Bammie wiedział w jakim kolorze ma krawat kupić.
-Nie, zrozum, źle się w niej czuję, jestem za gruba -tupnęła nogą, w jej oczach zebrały się łzy -jestem grubą świnią! -w tym momencie rozległo się gwizdanie.
-A co to za zjawiskowa perła? -obróciły się do tyłu, przed nimi stał blond-włosy chłopak -Perełko, masz jakiegoś właściciela.
-Zjeżdżaj -burknęła Lisa -nie pogarszaj.
-Szkoda, bo ja bardzo lubię babeczki z krągłościami -wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia -perełko, a ta sukienka jest dla Ciebie stworzona -i wyszedł. Popatrzyły na siebie oszołomione.
-Słyszałaś, babeczka z krągłościami?! Nawet taki palant myśli że jestem gruba!
-A ja myślę, że właśnie wpadłaś komuś w oko Rosie -zachichotała -zbierajmy się, bo za pół godziny, mam ostatni pociąg.
-Ok... Ale co do sukienki, się jeszcze namyślę.

No to, ten tego... Wiem, krótki rozdział.
Jak myślcie kto jest koneserem babeczek z krągłościami?
Yuki

15.06.2018

[NGU!] Jak to wygląda w technikum?

No siema!
150 post na blogu, yey!
Comeback BLACKPINK!
Ten rozdział nie ma na myśli nic złego, sama skończyłam technikum, nie wiele różniło się od liceum. Chciałam wprowadzić taki kontrast, mam nadzieję że nie macie nic przeciwko.
Zapraszam na mojego bloga z recenzjami, w tym tygodniu pojawi się recenzja filmy z Z.Tao, link: Azjatycka recenzentka!


Never Grow Up!
03. Jak to wygląda w technikum?

>klik<
Wpuściła dłonie w kieszenie mundurka, myśląc o tym, co powiedział jej dwa dni temu Dean. "Czy zostaniesz moją sztuką?". Ale co konkretnie miał na myśli? Chłopak zazwyczaj mówił niewiele. A jak już mówił, to tak że ciężko było go zrozumieć, dlatego ją intrygował, mimo że nie byli już ze sobą. Lisę również zastanawiał jej sen, o wysokim chłopaku z granatowymi włosami. Czyżby chodziło o jej ex? Chciała porozmawiać o tym z BamBam'em, ale z pewnością robiłby sobie z niej żarty, a nie daj Boże wygadałby się przy jej rodzicach. Gdyby pani Manoban, dowiedziała się że jej córka mając siedemnaście lat, miała chłopaka, na dodatek kilka lat starszego, tatuującego się i innych, z farbowanymi włosami, zamknęłaby ją w karcerze, albo gorzej... 
Wzięła swoje rzeczy, przebrała się i opuściła budynek szkoły. Dziś był czwartek, już jutro weekend! Z tą myślą udała się do kawiarni na przeciw liceum, zamówiła kawę na wynos. Nieopodal Starbucks'a, znajdował się college, szkolący mechaników, elektryków oraz informatyków. Przeważnie widziała tam chłopaków, rzadziej dziewczyny. Ta szkoła wydawała jej się tak inna, od tej do której uczęszczała. Chłopcy jeździli wyścigowymi samochodami, młodsi na deskorolkach, dziewczyny nosiły wysokie szpilki, częściej spodnie, niż spódnice i miały mocny makijaż, za takie coś w ich szkole można było wylecieć. W tej szkole, uczniowie nie nosili mundurków, na przerwach puszczana była głośna muzyka, dyrektor przymykał oczy na palenie za szkołą, a policja zaglądała tam sporadycznie, twierdząc że nie ma sensu czegokolwiek zmieniać, bo Ci uczniowie i tak by się nie zmienili. Budynek szkoły, wyglądał bardziej artystycznie, niż artystyczne liceum, do połowy był pokryty graffiti, które znajdowało się również na chodniku. Chciała zobaczyć jak jest w środku budynku, ale bała się tego miejsca, ze względu na to że była, jak to oni określali: idealnym uczniem, pupilkiem rodziców i sierotą życiową. Mimo że wypowiadali się tak o wszystkich uczniach, to Lisa zgadzała się z nimi, byli bardziej zaradni życiowo, niż zniewieściałe dzieciaczki z jej szkoły. Po krótkiej obserwacji, ruszyła w stronę metra. Nie zdążyła nawet zrobić kroku, kiedy zderzyła się z kimś, tak mocno że wylądowała na tyłku, z wylaną kawą na uniform. Po chwili przy jej głowie znalazły się czarne szpilki, a dziewczyna nad nią zaczęła krzyczeć.
-Patrz jak łazisz, gówniaro, to były moje prace zaliczeniowe! -wskazała na plik papierów, przesiąkniętych kawą. 
-M-minhae -odparła Lisa, przenosząc się do siadu.
-Ugh, co za dzieciak -burknęła brązowowłosa, po czym wyciągnęła dłoń w jej stronę i pomogła wstać -wszystko, ok?
-Tak... Nie, raczej nie -wyciągnęła chusteczki i zaczęła wycierać jeszcze gorącą ciecz. 
-Chodź szybko, mam w szafce szkolnej ciuchy na przebranie, takie zapasowe, jakbym stała się ofiarą kawy.
-A-ale... 
-No chyba nie będziesz szła prawie w zimę przemoknięta? Poza tym wyglądasz jak sierota -niebiesko-włosa popatrzyła na nią przestraszona -jesteś z plastyka, co? Nie bój się, my nie gryziemy -zaśmiała się i weszła po schodach na dziedziniec szkoły -no chodź!
Tajka starała się zakryć kurtką plamy, lecz marnie jej to szło. Wbiegła za dziewczyną do budynku, który był oszałamiający! Podobnie jak na zewnątrz, ściany były pokryte graffiti, na półkach stały różne dyplomy i medale, oraz wiele, wiele zdjęć uczniów i absolwentów. Podeszły do szeregu czerwonych szafek, dziewczyna otwarła jedną z nich, wyciągając z niej czarną bluzę i tego koloru jeansy, podała jej ubrania i skrzywiła się.
-Tylko pls, nie mów mi że masz stanik przesiąknięty.
-No -Manoban spuściła wzrok -no mam...
-Boże... Masz -podała jej czarny, koronkowy biustonosz -tylko masz mi go oddać, mój facet najbardziej go lubi.
-Oddam ubrania, upiorę i oddam na jutro. 
-Jutro jest piątek, mnie nie ma w szkole, bo mam już weekend, w poniedziałek rano mam je mieć. Tam są toalety -wskazała na drzwi na końcu korytarza.
-Dzięki -mruknęła i poszła szybko, we wskazanym kierunku. Szczęśliwie, były zajęcia w tym czasie i nikt jej nie widział, wpadła jak z procy do kabiny i przebrała w natychmiastowym tempie. Gdyż w łazience było niezwykle zimno. Umyła ręce i uczesała włosy, zrobiła szybko zdjęcie, bo nikt by jej nie uwierzył że była w tym miejscu. Usłyszał jakąś rozmowę. Głos należał do brązowowłosej rozmawiała z jakimś chłopakiem.
-Jennie, jest jeszcze profesor Kim? -zapytał męski głos.
-Znowu Cię nie było, co? Kiedy zdasz tą maturę? Podchodzisz w tym roku, trzeci raz... Dlaczego nie ma Cię na zajęciach? Tylko przez nieobecności nie chcą Cię dopuścić, wyniki masz niezłe. Co z Tobą stary? -powiedziała z wyrzutem.
-Jenn, nie mogę Ci powiedzieć, w której sali jest?
-W czterdzieści dwa.
-Dzięki skarbie -usłyszała jeszcze kroki po schodach i dopiero w tedy opuściła pomieszczenie.
-No wreszcie jesteś -wywróciła oczami -buty Ci nie pasują... Zajebisty jest ten stanik, cycki Ci się powiększyły -wyjęła z szafki czarne adidasy. -teraz wiem dlaczego on go lubi.
Tajka zmieniła buty i schowała do plecaka. Wyciągnęła telefon i zrobiła szybko kilka zdjęć holu.
-Co Ty robisz? -popatrzyła na nią zdziwiona.
-Ummm... U mnie w szkole, wszyscy was się boją i nie uwierzyli by mi że byłam tutaj.
-Poważnie -parsknęła -nie pokazuj wielu osobom, nie potrzebujmy tu maminsynków.
-Ok, skoro tak mówisz... Jestem Panpriya Manoban, tak w ogóle -wyciągnęła dłoń.
-Pan... Co? 
-Mów mi Lisa -odparła z lekkim uśmiechem, uścisnęły sobie dłonie.
-Jennie -puściła jej dłoń -dobra, spadamy, bo muszę ten shit jeszcze wydrukować i facet na mnie czeka w restauracji.
W drodze do ksero, pogadały o rożnych pierdołach, między innymi okazało się że są w tym samym wieku i obie mają słabość do lodów pistacjowych. Licealistka zaproponowała zapłacić za druk, nowej znajomej, w ramach przeprosin, tak też się stało. Wymieniły się nickiem do KakaoTalk i rozeszły się w swoją stron. LaLisa, zdążyła jeszcze zauważyć że dziewczyna wchodzi do bardzo drogiej restauracji. Jej chłopak musiał być obrzydliwie bogaty, skoro jadali w takich miejscach. Wsiadła szybko do metra, odczytując zaległe wiadomości, między innymi od Dean'a, BamBam'a i Mark'a -jej internetowego przyjaciela. Już miała wysyłać wiadomość, kiedy dostała powiadomienie.
"Użytkownik dangerous_jennie,
zaakceptowała twoją prośbę.
Przywitaj się z dangerous_jennie!"
Zignorowała to, nie chciała jej przeszkadzać w randce. Dziwnie zadowolona wróciła do domu... Gdzie miała niezłą jazdę, dotyczącą ubioru, poplamionego ubrania i za późnego wracania do domu. Bo przecież godzina osiemnasta wieczorem, to środek nocy i ktoś by ją napadł, zgwałcił, pobił i nie wiadomo co jeszcze. Wysłuchała w ciszy, całej litanii, po czym wrzuciła brudne rzeczy do prania przebrała się  i wzięła za lekcje, które zrobiła na odwal się. Położyła sie z telefonem na łóżku pisząc z Dean'em i zamyślając się, o co mu może chodzić?

Poznaliście dziś kolejną bohaterkę, polubiliście Jennie?
Yuki

9.06.2018

[NGU!] Czy zostaniesz moja sztuką?

Witam w dzisiejszym show!


Never Grow Up!
02. Czy zostaniesz moją sztuką?

>klik<
Nie ma nic tak wspaniałego jak, ulewny, zimny, szary poniedziałek. Nie ma nic tak wspaniałego, jak gadanie z kumplem przez telefon, do trzeciej w nocy, o pierdołach, wypijając przy tym calutką butelkę wina. W końcu, nie ma nic tak cudownego jak wstawanie o szóstej rano, z lekkim kacem i ogromnym niedospaniem. Tak, Lisa z pewnością mogła sobie pogratulować.
Przeciągnęła się na łóżku, ziewając przy tym przeciągle. Wstawanie rano był jej przekleństwem, z chęcią by sobie pospała, jednak jej matka, pewnie nieźle by ją zganiła, za taki niegodziwy występek. Po odbyciu porannej toalety oraz ubraniu się w idealnie czysty i wyprasowany mundurek, udała się na śniadanie.
W jej domu pierwszą osobą jaka wstawała była matka, w pełni podporządkowana ojcu i jego pracy, szykowała mu śniadania, a następnie sobie i córce. Matka Lisy, nigdy nie pracowała w korporacjach, prowadziła firmę internetową z kosmetykami. Dlatego jej córka, poza szkołą (w której nie wolno było się malować), zawsze miała najlepszy makijaż ze wszystkich koleżanek.
Po zjedzeniu ciepłego posiłku, pan Manoban odstawił naczynia do zlewu, a następnie pożegnał się z córką i żoną całusem w policzek. Nieco później mieszkanie opuściła Pranpriya, osamotniając panią domu.
Siedząc w metrze mało co nie usnęła, brak snu wpływał na nią bardzo źle. BamBam twierdził nawet, że jest bardziej drażliwa jak jest nie wyspana, niż jak ma okres. Wyszła leniwym krokiem z pociągu, idąc w kierunku białego budynku, w części pokrytego szklanymi ścianami. Zostawiła w szafce rzeczy i poszła do sali, była nawet cztery minuty przed czasem, co często się nie zdarza.
-Dzień dobry, cukiereczku -jasnowłosy stanął obok niej -nie wyspało się?
-A ty? Wyspałeś się cukiereczku? -odgryza się.
-Wyspałbym się, gdybyś do trzeciej nad ranem nie zawracała mi głowy, o twoich problemach z mężczyznami -wywrócił oczami.
-Moich problemach z mężczyznami?! A co to wczoraj było: bo SuMin to ma spoko sylwetkę, no ale Rose jest inteligentna. Nie wiem z kim pójdę na studniówkę?
-Dobra, wygrałaś... A Ty? Z kim idziesz? Z Dean'em?
-No chyba że nie z Tobą -wytknęła język -a tak poważnie... To nie wiem czy jest to dobry pomysł by go zaprosić.
-Dlaczego? -zaciekawił się -Jakieś problemy sercowe? To nie jest twój jedyny?
-Raczej mój były -założyła ręce pod biustem -poza tym jest lepszym kandydatem, od Ciebie.
-No wiesz?! Po tylu latach przyjaźni?! Ja liczyłem na ślub, dzieci, dom, Audi w garażu! A Ty mi że on jest lepszy ode mnie?!
-Dom, dzieci, ślub? BamBam, chory jesteś? Przecież Ciebie, nie interesuje nic na stałe.
-Zależy z kim -fuknął.
-Dzieci ze mną mieć nie będziesz, podobno katolicki jesteś, a ze mną to związek kazirodczy -zaśmiała się.  Umilkła jednak, kiedy na korytarz wkroczyła pani Song, stara panna i wielbicielka kotów.
Uczniowie weszli do sali z posępnymi minami. Kumpimook, jak zawsze wchodził ostatni i pierwszy wychodził z sali, zazwyczaj w ekspresowym tępie.
-Buawakhul! Znowu palisz! Śmierdzi od Ciebie na kilometr tytoniem. Żadna dziewczyna nie będzie Cię chciała na męża, jak będziesz tak śmierdział.
-To pani też paliła, jak męża pani nie ma? -klasa wybuchnęła śmiechem.
-Cisza! A ty do... -nie zdążyła dokończyć.
-Do pedagoga, pewnie czeka na mnie z zieloną herbatą i ciastkami kokosowymi.
-Nie! Do dyrektora!
-Spoko, będę siedział na perskim dywanie i popalał cygaro, a nie tak jak wy na krzesłach, plebsy.
Kiedy wyszedł z klasy LaLisa, poczuła się bardzo samotna. Znacie pewnie to uczucie, kiedy musicie siedzieć sami w ławce, bo waszego ziomka nie ma na zajęciach?
Zajęcia trwały do godziny szesnastej, jednak nastolatka miała jeszcze lekcje szkicowania o osiemnastej. Rozłożyła wielki, błękitny parasol, pod którym zaraz znalazł się Tajlandczyk. 
-To co? Tam gdzie zawsze? Dzisiaj mam zajęcia z tańca później...
-Nie obraz się Bammie, ale dzisiaj umówiłam się z kimś innym. 
-Nie wybaczę Ci -parsknął -no dobra, podprowadzisz mnie pod salon gier?
-A sam nie trafisz?!
-A sam to zmoknę? 
Kiedy każde rozeszło się w swoją stronę, skierowała się do studia tatuażu, gdzie pracował jej drugi, najlepszy przyjaciel i były chłopak -Dean. Przywitali się całusem w policzek, następnie rozsiadła się w wielkim, czarnym, skórzanym fotelu. Zamówili pizzę, gdyż oboje byli wygłodnieli, nim to nastąpiło współpracownik chłopaka powiedział, że musi się wcześniej urwać z roboty i jechać z dzieckiem do lekarza. Po napełnieniu brzuchów i rozmowie o błahostkach, nastała cisza. Lisa powoli piła colę z małej puszki, a Dean piwo z zielonej butelki.
-Zmieniłeś kolor włosów -bardziej stwierdziła, niż zapytała.
-Tak, kiedyś trzeba było -odparł, przeczesując dłonią włosy -mam coś dla Ciebie -dodał po chwili i wyszedł na zaplecze, po czym wrócił z kartką papieru w dłoni. Dziewczyna wzięła ją, widząc w niej swoje odbicie. Autoportret był wspaniały, mężczyzna miał niesamowity talent, jednak nie wszystko ułożyło się w życiu, tak jakby tego pragnął.
-Dziękuję, jest wspaniały -szepnęła. Usiadł na oparciu je fotela i westchnął ciężko, patrząc na ścianę przed sobą z poprzyklejanymi projektami.
-Wiesz Lisa, każda moja praca, którą tutaj widzisz, jest inspirowana Tobą. Tylko i wyłącznie Tobą.
Siedziała oszołomiona, mając pustkę w głowie. Milczała, licząc że cisza przyniesie jej odpowiedz.
-Mną?
-Tak... Ja wiem że, nie jesteśmy już razem i nie będziemy, ale... Czy chciałabyś... Nie, nie tak... Czy zostaniesz... Moją sztuką?

Jak myślicie czy Lisa zostanie sztuką Dean'a?
Yuki

31.05.2018

[NGU!] Lekcja pianina i babeczki (ploteczki) Rose.

A oto przed wami... Rozdział pierwszy! Jak spędzacie długi weekend? XD


Never Grow Up!
01. Lekcja pianina i babeczki (ploteczki) Rose.

Lisa szła ze spuszczoną głowa w kierunku metra. Nienawidziła lekcji pianina, jednak nie miała odwagi powiedzieć tego komukolwiek. Kiedy była małą dziewczynką, przechodziła koło szkoły baletowej, myślała że balet będzie dziedziną, w której będzie znacznie bardzie usatysfakcjonowana. Rodzice zgodzili się na wymysł dziesięciolatki, zapisali ją do szkoły tanecznej. Po pół roku ćwiczeń, nauczyciel tańca, stwierdził (niezwykle elokwentnie) że "dziewczynka była za stara, jak rodzice ją zapisali do szkoły i jest beznadziejna". Od tego czasu, patrzyła na budynek z obrzydzeniem, lub unikała go wzrokiem, od tego dnia też wróciła do pianina i przy nim pozostała.
Lisa nie miała talentu muzycznego, jednak miała wspaniałe zdolności manualne, takie jak: rzeźbienie, malowanie. Jej zdolności, dostrzegł i docenił jej ojciec, dopiero w gimnazjum i pozwolił dziewczynie wybrać dowolne liceum, jednak matka kazała córce cały czas uczęszczać na lekcje pianina. Nie sprzeciwiała się.
Wyszła z pociągu i spokojnym krokiem, powędrowała ku okazałemu domostwu, gdzie mieszkała pani Jung. Niezwykle utalentowana muzycznie i... Wredna kobieta. Zrobiła głęboki wdech, uspokajając się w myślach: "Lisa, dzisiaj nie jest dzień, by zatłuc starą zrzędę!". Nacisnęła przycisk domofonu, odebrała służka pianistki, następnie wpuściła do środka, jak zawsze ze sztucznym,doklejonym uśmiechem.
Tajka miała wrażenie, że w Seulu wszyscy są fałszywi, mimo że mieszkała tu od trzeciego roku życia. Mieszkańcy Tajlandii, wydali jej się bardziej poczciwi, otwarci i pracowici, ale też ubożsi, może to dlatego że przyjeżdżała do babci, a czas z babcią mijał szybko i radośnie.
-Chopin "Nocturne", numer dziewięć -powiedziała kobieta, od razu po tym jak dziewczyna zasiadła przy instrumencie.
Trening trwał, niecałe dwie godziny, dziewczyna miała jednak wrażenie że ciągnęły się w nieskończoność. Wyszła z domu nauczycielki, zostawiając pieniądze i przyjmując utwór do nauczenia się. Miała wrażenie że nad jej głową pojawia się wielka chmura burzowa, z której strzelają pioruny tak potężne, że rozniosły by całą posesję w proch.
Dopięła kurtkę, czując że robi się coraz chłodniej, mimo to nie odmówiła sobie pysznych lodów migdałowo -pistacjowych, sprzedawanych w pobliskiej, lodziarni, która tak na marginesie, była najstarszą lodziarnią w mieście. Włożyła błękitne słuchawki w uszy i powędrowała, w kierunku galerii handlowej. Z której wyszła po ponad godzinie chodzenia, z jeszcze gorszym humorem. No przecież był koniec września! "Dlaczego nie ma jesiennych przecen?! Ehhh... Przynajmniej lody były dobre!". Wróciła na stację metra, kiedy czekała na pociąg dostała SMS, od koleżanki.
"Lisa! Byłam dzisiaj na tych zajęciach w kawiarni!
I upiekłam 12 zaj*bistych babeczek, wbijaj do mnie!
Musisz ich spróbować :]"
Dziewczyna wpadła jak torpeda, do innego pociągu, który zawiózł ją na stację, z której dzieliło ją pięć minut spacerkiem do domu Rose.
"Otwórz!"
"Co? Otwórz?"
"Drzwi otwórz, pod domem jestem!"
Rudowłosa pobiegła do drzwi, by otworzyć przyjaciółce. Ta zaś zmarznięta, od razu uczepiła się jej, jak pszczoła do miodu.
-Rose, ty nie wychodź na dwór, to już nie zimno, to już pizga złem.
-A Tobie powiedzieć że się ma słodycze, to byś w zamieć śnieżną przyszła -zaśmiała się -ale puść mnie.
Rose poszła do kuchni po babeczki i herbatę, a Lisa włączyła jakąś dramę, kiedy wróciła do salonu, rozsiadły się wygodnie na sofie.
-Lisa, wyłącz to, ja dopiero mam dla Ciebie dramę, słuchaj nie uwierzysz...
 I to było właśnie jedno z tych sobotnich popołudni, kiedy rodzice dziewczyny musieli, odmówić sobie, wieczornej butelki, dobrego wina, by odebrać córkę, której oczywiście, uciekł ostatni środek transportu do domu.

Podoba wam się taka długość rozdziałów i ich treść?
Yuki

28.05.2018

[NGU!] Prolog.

Cześć, przybywam do was z kolejnym wielo-partem, Never Grow Up, to historia o młodych ludziach, może się zdawać taka jak setki innych, ale mam nadzieję że wam się spodoba ;)


Never Grow Up!
00. Prolog.
Dziewczyna przymknęła powieki, w zamiarze krótkiej drzemki. Była wykończona po zajęciach, nie miała nawet siły by zjeść obiad, który przygotowała jej mama. Cieszyła się w duchu że był piątek i mogła w końcu należycie odpocząć. Otoczyła się puchatym, niebieskim kocem, zwinęła się w kłębek na łóżku i zapadła w sen.
LaLisa często marzyła, jeszcze częściej śniła. 
Przechadzała się w starym, opustoszałym kinie, miejsce było magiczne. Przypominało amerykańskie kino, z lat pięćdziesiątych, dwudziestego wieku. Wielka sala, bordowe, wygodne siedzenia, stara maszyna do popcornu, a wszystko oświetlone nastrojowymi lampami. Weszła na scenę, za nią rozpościerał się wielki, biały materiał, na którym odtwarzał się film "Przeminęło z wiatrem". Stary projektor cichutko skrzypiał, pokazując co chwilę zmieniające się obrazy, okręciła się w okół własnej osi. Spostrzegła tajemnicze drzwi, których d tej pory nie zauważyła, odróżniały się barwą od złoto-czerwonego wnętrza. Były w kolorze szafiru, z błękitną koładką i zamkiem, pokryte szronem, podbiegła do nich z zaciekawieniem, gdy już je otwarła poraził ją lekko, niebieski blask. Weszła do pomieszczenia pełnego luster, jednak w żadnym z nich nie zobaczyła swojego odbicia, dotknęła lekko chłodnej powierzchni. A w niej pojawiła się sylwetka mężczyzny, który stał do niej tyłem, trzymając dłonie za sobą. Miał na sobie czarny uniform, przypominał ochronę, włosy koloru platynowego granatu i złotą obrączkę na palcu, gdy miał się odwrócić, lustro się rozpękło, rozniósł się męski głos:
-LaLisa! -krzyknął, potrząsnęła głową, a lustra w okół niej kruszyły się, jedno po drugim, aż w końcu nastała czarna pustka.
-Lisa, do cholery! -dziewczyna otwarła szeroko oczy, nad nią stała jej rodzicielka, z wymalowaną wściekłością na twarzy.
-Co się stało? -ziewnęła sennie i przeciągnęła się.
-Jest prawie północ, twoja "drzemka" trwała siedem godzin, jesteś w szkolnym mundurku, przebierz się -upomniała ją i wyszła z pokoju dziewczyny. Ta zaś prychnęła pod nosem i leniwym krokiem weszła do łazienki, by się wykąpać, następnie przebrać. Kiedy wróciła do sypialni, nie mogła zasnąć. Wyciągnęła rysownik, szkicując postać mężczyzny, o niepowtarzalnym kolorze włosów.

Na razie taki króciutki wstęp, ciekawi kolejnych losów Lisy?
Wybiera się ktoś na Korean Festival?
Yuki

22.05.2018

[NGU!] Herosi.

Bohaterowie (główni) opowiadania:
Never Grow Up!

>klik<


Imię i nazwisko: Pranpriya Manoban, LaLisa/Lisa
Lat: 19
Zawód: uczennica
Pochodzenie: Bangkok, Tajlandia
Zamieszkała: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: sztuka, wszystko co niebieskie i spanie


Imię i nazwisko: Kunpimook Buawakhul,
wiem że i tak nie wymówisz, więc mów BamBam, cieciu.
Wiek: 19, prawie 20
Zawód: maturzysta
Pochodzenie: Bangkok, Tajlandia
Zamieszkały: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: kobiety


Imię i nazwisko: Jennie Kim
Lat: 19
Zawód: uczennica
Pochodzenie: Anyang, Korea Południowa
Zamieszkała: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: faceci


Imię i nazwisko: Woo JiHo, Zico
Lat: 21
Zawód: motocyklista, mechanik
Pochodzenie: Seul, Korea Południowa
Zamieszkały: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: motocykle, imprezy


Imię i nazwisko: Park ChaeYoung, Rose
Lat: 20
Zawód: studentka, śmieszek
Pochodzenie: Seul, Korea Południowa
Zamieszkała: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: śmieszkowanie, gotowanie


Imię i nazwisko: Dean, tyle Ci wystarczy
Lat: 23
Zawód: tatuażysta, początkujący dziennikarz
Pochodzenie: Seul, Korea Południowa
Zamieszkały: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: wszystko co jest sztuką


Imię i nazwisko: Song Mino
Lat: 20
Zawód: mechanik, motocyklista
Pochodzenie: Tokio, Japonia
Zamieszkały: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: wyścigi, imprezy, jedzenie


Imię i nazwisko: Kim JiWon, Bobby/Yellow Nigga
Lat: 19
Zawód: dowiemy się po maturze
Pochodzenie: Las Vegas, USA
Zamieszkały: Seul, Korea Południowa
Zainteresowania: smoke, weed everyday XD

i inni.

Niektóre fakty zostały zmienione
na potrzeby opowiadania -Yuki.

23.08.2017

Była jak szmaragd...

Witajcie kochani, dzisiaj nie kolejna seria Instagram'a, lecz opowiadanie, dawno nic nie pisałam nic zaawansowanego, w sumie moje prace jak teraz czytam, nie są godne oklasków, czy podziwu, są nadzwyczaj przeciętne. Nie wiem co zrobić by poprawić mój styl pisaniny, więc tak pomyślałam, może strzelić w inny klimat. Z opowiadań, które przeczytałam ostatnio, najbardziej podobała mi się historia z DongWoo (Infinite), więc postanowiłam, stworzyć coś takiego... 

Catch me When I fall -tło

GOT7 -Junior

JinYoung szedł powolnym krokiem przez zatłoczoną seulską ulicę, czuł się samotny, kurewsko samotny. Był samotny, mimo setek ludzi otaczających do z każdej strony, ale cóż z takiej obecności, skoro żaden człowiek nie poświęci mu uwagi? Cóż z takiego tłumu? Patrząc prawdzie w oczy wszyscy znają go jedynie ze światła fleszy, kamer, teledysków, lecz nie znają jego myśli uczuć, wygasających uczuć. Był pusty... Jakby ktoś dał mu zastrzyk szczęścia, wypełnił go radością, a ona uciekła niczym dusza. Dusza powierzona komuś, komu wierzymy że będzie o nią dbał. Powierzył ją tej, która powierzyła jemu duszę. Powierzył ją tej, która wzięła duszę ze sobą i zniknęła. Była jak sen, chwile spędzone z nią, były wiecznym stanem nieważkości, pragnął takiego ubarwienia w życiu. Kiedy odeszła, wróciła rzeczywistość, niczym koszmar, przytłaczająca egzystencja. Wszedł na klatkę schodową szarego, zimnego bloku i powłóczystym krokiem wszedł, na piąte piętro, następnie kierując kroki do swojego mieszkania. Panowała cisza i mrok, zapracowany od świtu do nocy, myślał że wygasną wspomnienia, żar uczucia. Można by rzec że tak było, jednak ogień w jego sercu, ciągle się tlił, przywracając wspomnienia. Usiadł na skórzanej sofie salonowej, przymykając powieki. Samotność, tak samotność to stan który przeraża wielu ludzi i stan do którego musiał przywyknąć. Nigdy nie wierzył w takie uczucia jak miłość, przywiązanie... Do czasu aż jego wzrok natknął się, na intensywnie szmaragdowe tęczówki i w tedy wiedział że są niepowtarzalne, niezastąpione, w przeciwieństwie do barw oczu kobiet, które niczym duchy, przenikały przez jego egzystencje. Odchylił głowę do tyłu, jego ciało przeszedł dreszcz, przy spotkaniu z chłodną powierzchnią siedziska, wpatrywał się w biały sufit, nocą pokrywał się granatem, mimo że oświetlający księżyc lubił się w odcieniach bieli. Gdyby można było dotknąć duszy, jego byłaby jak biel księżyca, skropiona smolistą czerni, piekielnego cierpienia. Zaś jej? Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie, gdyż poznał jej idealną, za razem fałszywą maskę. Wszedł do łazienki, by wziąć krótką kąpiel, która jednak takowa nie była. Woda była gorąca jak ich wypełnione pasją pocałunku, rozgrzane namiętnością ciała, nie pamiętał tego ciepła, za dużo czasu upłynęło. Dwa lata szarej rzeki, zabrudzonej myślami o niej, nudny nurt pozwolił mu zatonąć w rutynie. Chciałby rzucić się w wir życia, jednak nie mógł wypłynąć, nie, on nie chciał wypływać. Chciał zatonąć po raz kolejny w szmaragdzie, ukojeniu. Ułożył się na dużym zimnym, pustym łożu, wplótł dłoń w czarne, wilgotne kosmyki włosów pociągając je. Syknął z bólu, ból to co jedyne mu pozostało, ból dawał mu znać że jeszcze żyje. Te chwile były najgorsze, musiał zasnąć, sen nie przychodził, myśli krążyły wszędzie w całej sypialni, a naczelną myślą była.. Zatonął w myślach.
Koniec.


Dawno nie pisałam opowiadania,
jak mi wyszło?
Insta JunHoe może pojawi się w tym tygodniu.
A wiecie że przegapiłam trzecią rocznicę bloga?
Więc jestem z wami już trzy lata i życzę sobie kolejnych trzech lat,
proszę nie opuszczajcie mnie, kocham was!
Yuki

15.09.2016

Zacząć od nowa.

Tak jak obiecałam, pojawia się długo wyczekiwane opowiadanie z JB! Mam nadzieję że nie jesteście na mnie bardzo źli, ostatnio mam dni zawalone szkołą i nauką, masakra, porażka i klasa maturalna! Ratunku na pomoc! Boję się matury! Dobra Yuki, już ogar! Heheheheh... Co u was pysiaczki? Mam nadzieję że wszystko super, oki, spoko... 
Ps. Radzę zajrzeć do zakładki Zapowiedzi. gdyż przybyło tam, kilka moich planów^^

GOT7 -Jb (18+)

Mężczyzna stał w korku ulicznym w centrum Seulu, pomimo tego iż wyjechał wcześniej spóźni się. W sumie w takich sytuacjach cieszył się że był dyrektorem, nikt nie miał prawa mu zarzucić niesubordynacji, czy zagrożeniem stracenia pracy. Nienawidził jak coś nie szło po jego myśli, osobowość perfekcjonisty i stoika, powinny iść ze sobą w parze jednak w takim przypadku ciężko o coś takiego. Z dwudziestominutowym spóźnieniem pojawił się w firmie, gdzie czekał na niego jego przyjaciel Jackson. Usiadł za biurkiem, odpalił laptopa i zwrócił się do chińczyka:
-Słucham Cię -powiedział zdejmując płaszcz, po chwili znalazł się on na wieszaku, wrócił na swoje miejsce.
-HaeMi złożyła wymówienie -otworzył szerzej oczy, jego najlepsza sekretarka się zwolniła.
-Czy ten dzień może być gorszy? -podrapał się w tył głowy.
-Może być stary -położył dokument na jego biurku -ale od czego masz mnie -zaśmiał się.
-Jak to?
-Załatwiłem Ci już osobę, to moja znajoma, co prawda jest amerykanką, ale w wysokim stopniu umie trzy języki, w tym koreański, mówię Ci lepszej kandydatki nie znajdziesz.
-Dobra trzymam za słowo -kiedy tamten skierował się ku drzwiom, prezes zwrócił się do niego -Jack, dzięki w ogóle.
-Raczej dzięki panie wiceprezesie -roześmiał się, gdy opuścił gabinet JaeBum od razu wziął się do pracy. W godzinach lunchu zadzwoniła do niego narzeczona, z prośbą by zjedli razem posiłek. Niespecjalnie zachwycony tym faktem, ubrał swój płaszcz i rękawiczki opuszczając budynek korporacji. Miał wrażenie że to co było między nim, a kobietą dawno wygasło i są narzeczeństwem, następnie zostaną małżeństwem z przymusu. Chciał znowu poczuć taką namiętność, pragnienie, pożądanie, jednak wiedział że z SooRin nic takiego już nie zazna, miał wrażenie że stali się sobie obcy. Pojawił się w umówionej restauracji, dziewczyna mówiła o przygotowaniach doi ślubu, zaś on był myślami gdzieś daleko.
-Ty mnie słuchasz JaeBum? -złapała go za dłoń, ocknął się patrząc na nią obojętnym wzrokiem, młoda kobieta starała się ukryć urazę spowodowaną jego ignorancją, marnie jej to szło.
-Tak, tak oczywiście -udał że bardzo go to interesuje, tak bardzo że aż wcale. Wrócił z powrotem do pracy, po drodze wpadł do kawiarni w której zakupił najmocniejszą kawę, czuł że reszta dnia będzie jeszcze bardziej ciężka. Około jedenastej wieczorem pojawił się w swoim mieszkaniu. Rin już spała, prześlizgnął się niczym, kot do łazienki, gdzie wziął, krótki aczkolwiek relaksujący prysznic. Wślizgnął się pod kołdrę, obracając przodem do narzeczonej, wpatrywał się w jej twarz, teraz oświetloną przez księżyc, nie widział tego co jeszcze dwa lata temu. Westchnął przeciągle, zamknął oczy, starając się nie myśleć o tym że jutro przyjdzie kolejny szary dzień. Zbudził go dźwięk budzika, leniwie wstał z łóżka, ubrał się szybko, wszedł do kuchni dopinając guziki koszuli, SooRin robiła śniadanie, ubrana już w ubranie służbowe.
-Dzień dobry -uśmiechnęła się smutno, zdjęła ostatniego naleśnika z patelni.
-Witaj, skarbie -objął ją od tyłu całując przelotnie w policzek, było to bardziej z przyzwyczajenia, niż zachcianki. Zjedli śniadanie w ciszy, następnie ubrali odzież wierzchnią i rozeszli się do swoich prac. O godzinie dziewiątej, gdyż na tą była umówiona pojawiła się nowa sekretarka. Była to średniego wzrostu blondynka, o bystrych oczach i ciepłym uśmiechu, ubrana w czarną koszulę, tego koloru też ołówkową spódnicę, i eleganckie buty na obcasie.
-Dzień dobry -usiadła na przeciw niego.
-Dzień dobry, pani Ellie Willis -przytaknęła głową -widzę iż skończyła pani studia pod kątem marketingu i że pracowała pani już w innej firmie.
-Zgadza się -potwierdziła, JB uniósł na nią wzrok po raz kolejny, było w niej to czego szukał w innych kobietach, ten błysk w oku, energia, spontaniczność.
-Myślę że mógłbym panią zatrudnić, okres próbny trzy miesiące.
-Dziękuję, proszę mi nie mówić pani, Ellie -wstała z miejsca i podała mu dłoń, zrobił podobnie ściskając jej rękę, z małym uśmiechem, który cisnął mu się na usta.
-JaeBum -puścił jej dłoń.
-Mam nadzieję że ta współpraca będzie owocna -powiedziała na odchodne.
-W to nie wątpię -powiedział cicho do siebie, wrócił do swoich obowiązków. Trzy miesiące minęły jak z bicza strzelił, a nowa sekretarka sprawowała się nienagannie. Im zadowolony był ze współpracy i przedłużył jej na kolejne pół roku umowę. Ten marcowy dzień był naprawdę tragiczny dla prezesa, pokłócił się z narzeczoną, kurs walut zaczął spadać, na domiar wszystkiego miał stłuczkę z pijanym kierowcą, co jeszcze? Koło dwudziestej do jego gabinetu, zajrzała Ellie, oddając mu dokumenty.
-Zmęczony -zauważyła patrząc na niego z politowaniem -długo to ty nie pociągniesz, za dużo pracujesz.
-Nie matkuj mi -zaśmiał się, uniósł na nią wzrok -a ty jak zawsze pełna energii, czy ty miewasz gorsze dni?
-Oczywiście że mam, jednak mam na to lekarstwo, a wiesz jakie?
-Nie, ciekawy jestem jakie?
-Ciebie -powiedziała z niewinna miną, zagryzł lekko wargę.
-Mnie?
-Dokładnie Ciebie -oparła się o biurko, odważnie patrzyła mu w oczy. Wstał ze swojego miejsca obchodząc mebel, nie spuszczali z siebie wzroku. Pożądanie w oczach dziewczyny przyciągało go coraz bardziej, objął ją w pasie, nachylił się by złączyć ich usta w pełnym pożądania i pasji pocałunku. Nie opierała się, objęła jego szyję dłońmi, usiadła na biurku, przyciągnęła bliżej siebie. Czarnowłosy zjechał z pocałunkami na wrażliwą skórę szyi kobiety, zsunął z jej ramion marynarkę, odsłaniając jej blade ramiona. Wrócił do jej ust, zamykając je w kolejnym pocałunku, powoli rozpinała jego koszulę, pragnęła go jak nigdy dotąd żadnego innego mężczyzny. Sunęła dłońmi po jego nagiej klatce piersiowej, napawając się tym dotykiem. Pozbawił ją bluzki i biustonosza, zaczął pieścić jej dekolt oraz piersi. Jęknęła gdy zagryzł się na jej obojczyku, sprytnie pozbył się jej spódnicy. Odsłaniając długie nogi zakryte czarnymi zakolanówkami, jedną dłonią przyciągnęła go do kolejnego namiętnego pocałunku, drugą złapała za sprzączkę jego spodni. Które w ciągu niecałej minuty wraz z bokserkami leżały na podłodze. Wszedł w nią jednym, zdecydowanym pchnięciem, nie odrywał stale swoich ust od jej. Z początku ruchy mężczyzny byłby rytmiczne i mocne, później jeszcze bardziej zyskały na sile i prędkości. Nie panowali już nad swoimi westchnięciami, jękami, w powietrzu dało się wyczuć zbliżający się orgazm. Stan ekstazy zdobył punkt kulminacyjny, osiągnęli spełnienie. Odchyliła głowę w tył nierówno oddychając, pocałował ją przelotnie w czoło. Ubrali się i opuścili firmę, gdy mięli rozchodzić się w swoje strony, poczuł to czego tak bardzo pragnął, pobiegł za dziewczyną i obrócił ją w swoją stronę. Złapał jej twarz w swoje dłonie, by ją pocałować, kiedy zaprzestali pieszczoty, odeszła parę kroków tyłem -do zobaczenia jutro, panie Im JaeBum! -pomachała mu i weszła do swojego auta, następnie odjechała, a on czuł że może zacząć coś nowego, może zacząć żyć od nowa...
Koniec.



Liczę na wasze komentarze,
gdyz śmiem uważać że ta praca
jest jednym z moich lepszych
dzieł. 
Yuki

19.01.2016

Jeden dzień z przeszłości...

Yo! Yo! Zastanawialiście się jak to jest podróżować w czasie, ja nigdy hahahhah XD mimo to ostatnio pomyślałam sobie jak wiele błędów, porażek dałabym radę naprawić tylko gdybym mogła cofnąć czas i być może nakierować życie na inny tor. Koniec mojej kminy o życiu, mam nadzieję że i wy wyciągniecie jakąś refleksję z tego opowiadania. Scenariusz napisany na podstawie dramy "To Be Continued", na swój sposób jest to inna strona opowiadania Czas to życie... no przynajmniej mi się tak wydaje.

Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=TiinAVjPyRs

GOT7 -BamBam
"Rzucamy ścianą o groch,
Biegniemy w siebie przed tył,
Jutro wymyśli nas proch,
I zamienimy się w pył."
Dnia dzisiejszego wraz z chłopakami mieliśmy bardzo ważne wydarzenie. Nasz pierwsza gala MTV. Bardzo prestiżowa gala, a jeszcze bardziej prestiżowa jest nagroda z tej gali. Wypuściłem powietrze z ust ze świstem i usiadłem na fotelu charakteryzatorki, która od razu zabrała się za swoją powinność. Kiedy makijaż był w końcu ukończony, skierowałem się do szatni. W jednej chwili w korytarzu zgasło światło, pomyślałem że to jakaś awaria więc szedłem dalej po omacku. Znalazłem włącznik, ale kiedy je włączyłem nie byłem w drodze do przebieralni tylko na sali gimnastycznej mojego starego liceum. Spojrzałem w lustro, miałem na sobie mundurek, moje włosy były czarnego koloru a nie blond. Spojrzałem w telefon który wyświetlał datę trzynasty września dwa tysiące trzynastego roku.
"Widziałem dzisiaj twój głos,
Nie ma nikogo, jak Ty"
-Kumpimook -automatycznie odwróciłem głowę w stronę dziewczyny która stała  jak sparaliżowana -powiedz że to jest sen i że nie jesteśmy naprawdę w naszym liceum -mało zwracałem uwagi na to co mówi dziewczyna. Mimo tego gdzie byłem i czy to była fikcja, czy cofnąłem się w czasie, ucieszyłem się że ją widzę. Brakowało mi jej od kiedy zostałem trainee.
-~*~*~-uśmiechnąłem się widząc ja, złapałem ją za dłonie ciesząc się jak dzieciak -nie wiesz jak bardzo się cieszę, brakowało mi Ciebie -przytuliłem ja do siebie, odepchnęła mnie.
-Brakowało Ci mnie?! Mówiłeś że kiedy już zadebiutujesz odezwiesz się do mnie, zapomniałeś... Z resztą nie ważne. Teraz musimy wrócić do dwa tysiące szesnastego, nie chcę od nowa pisać matury -westchnęła, typowa realistka -zaprzepaściłam taką szansę.
-Jaką szansę? -spytałem zaciekawiony.
-Ugh... Miałam mieć randkę, a zawaliłam... 
-Randkę? -zmarszczyłem brwi. Moja najlepszy przyjaciół, od kołyski kurde miała randkę, a ja to tym nie wiedziałem. Co gorsze ja temu nie zapobiegłem. Aish!
-Wychodzimy stąd, pewnie jakaś klasa zaraz będzie miała tu WF -złapała mnie za dłoń, wybiegliśmy z sali a potem ze szkół. Biorąc torby ze swoich starych szafek. Usiedliśmy na murku koło liceum zastanawiając się co się stało, chciała puścić moją dłoń ale uniemożliwiłem jej to BamBam puść -szarpała się. 
-Twój opór nie ma sensu. Jak to się stało? Znaczy, w jaki sposób się tu znalazłaś?
-Jak już wiesz szłam na randkę, stanęłam na światłach i przymknęłam oczy. Gdy je otworzyłam byłam już tutaj. Nie wiem co się stało, musimy znaleźć drogę do naszej rzeczywistości.
-A wy nie na lekcjach -nasza była wychowawczyni upomniała nas -czy wy chociaż raz nie potraficie wysiedzieć na wszystkich zajęciach?! 
-Minhae -powiedzieliśmy równocześnie i poszliśmy do budynku szkoły, spojrzeliśmy na plan lekcji, skierowaliśmy się do klasy matematycznej. Nim weszliśmy, dziewczyna zatrzymała się przede mną i wywróciła oczami.
-Ty nic się chyba przez te trzy lata nie zmieniłeś- złapał za kołnierzyk mojej koszuli i poprawiła krawat. Muszę przyznać że podobało mi się to, od zawsze była taką kochaną i troskliwą osobą.
-A ty co? Ciągle traktujesz mnie jak dziecko, a jesteś w tym samym wieku -fuknąłem jak rasowa drama queen -ale nie przeszkadza mi to -uśmiechnąłem się zadziornie. Odwzajemniła uśmiech, poszliśmy na zajęcia. Po szkole wróciłem do domu gdzie zastanawiałem się co zrobić by wrócić do przyszłości. Przebrałem się w czarną koszulkę, jeansy i czarne air force'y, wziąłem mojego iPhone wraz z boombox'em, po czym pobiegłem w dobrze znane mi miejsce. była to stara hala sportowa w której ćwiczyłem, otworzyłem drzwi, światła były rozświecone, w tle szła muzyka. ~*~*~tańczyła w rytm muzyki, jej ruchy były płynne, była moją inspiracją i nauczycielką. Dzięki niej zaszedłem tak daleko, gdyby nie ona zapewne wypalałbym teraz fajkę i był na skraju załamania. Miała na sobie koszulę w zielono-czarną kratę, jeans'y oraz białe air force'y. Wzięła rozbieg i zrobiła gwiazdę a zaraz po niej salto. Zatrzymała się tuż przy mnie, spojrzała na mnie wielkimi oczami.
-Co ty tu robisz? -spytała.
-Zawsze tu ćwiczyłem -odstawiłem sprzęt i usiadłem na ławce, ona tuż obok mnie. 
-Znalazłeś pomysł by wrócić? -pokręciłem przecząco głową -To może poćwiczymy? 
-Ne -złapałem ją za dłoń i zaczęliśmy trenować. W pewnym momencie dziewczyna potknęła się, złapałem ja i skorzystałem z okazji by ją przytulić. Brakowało mi jej, odwzajemniła uścisk wtulając głowę w moje ramię -wiesz brakowało mi Ciebie. Wiem że się nie odezwałem, nie miałem odwagi.
-Nie szkodzi Bammie -wyszeptała -ja ciągle... Kocham Cię, jednak to już nie ma znaczenia, to nie ważne -odsunęła się. Miałem się odezwać, w jednej chwili zgasły wszystkie światła.
"Zostań, potrzebuję Cię tu, 
to co w sobie mam,
tylko ciągnie mnie w dół!"
Rozświetliło się a ja byłem po raz kolejny na korytarzu, wszedłem do przebieralni i przebrałem się w strój sceniczny.
-Nasz mała ~*~*~, się zgodziła, a to Mark ma szczęście, taka laska to jak skarb -Jackson wykrzyknął. 
-Skąd to niby wiesz? -warknąłem siadając obok niego, zaglądając w jego telefon.
-Bo mi napisał, ciołku -wybrał numer -no to skoro jesteście już ze sobą gołąbeczki, to może byście już przyszli? No super -po chwili pojawili się w pomieszczeniu, trzymając się za ręce. Ale słodko aż mi się rzygać zachciało! Nic nie wiedziałem o tym że się spotykają. Pocałował ją, nie odrywała się, kiedy to nastało, promieniała była... Szczęśliwa? Po moim policzku spłynęła jedna samotna łza, uświadomiłem sobie że straciłem ją... 
"Pogubiliśmy gdzieś kod,
Potem pomyliliśmy preon."
-GOT7! Za chwilę wchodzicie! -krzyknął menager, reszta opuściła szatnię, a ja zastałem z nią sam na sam.
-Hwaiting! -pogłaskała mój policzek, jej oczy iskrzyły się -Nigdy nie wiesz, jak przyszłość może Cię zaskoczyć...
-Przepraszam... Przepraszam za to że nie walczyłem -pozostawiłem ją samą. Odszedłem ze złamanym sercem, żalem lecz nie do niej, do siebie. Wszedłem na scenę z maską uśmiechu, którą coraz częściej będę musiał zakładać w mojej przyszłości...
"Zostań, poukładaj mi łzy,
jedna z nich na pewno to...
Ty!"
Koniec.

Obiecuję wam, że w niedalekiej przyszłości pojawi się 
opowiadanie z iKON, na które mam nadzieję że czekacie^^
Yuki

25.05.2015

Czas to życie...

Dobry! Jak tam po pierwszej bombie podobała wam się? Osobiście spotkałam się z dużym entuzjazmem moich znajomych, bardzo mnie to ucieszyło nawet chyba dostałam skrzydeł! Druga bomba jest już gotowa ale dzisiaj jej nie opublikuję, jakoś doszłam do wniosku że dzisiaj mogę napisać coś co jest świeżutko napisane po prostu wyszło spod mojej ręki.
GOT7- Mark

Rozejrzałaś się dookoła, byłaś przerażona… Jeszcze nigdy nie byłaś w tak podbramkowej sytuacji. Zostało Ci zaledwie trzy godziny nie miałaś pieniędzy by dokupić kolejną dawkę, byłaś daleko od domu. Nie wiedziałaś co zrobić. Spojrzałaś na lewą rękę, gdzie odliczał się twój czas, zielone świecące cyfry malały. Zagryzłaś wargę ze zdenerwowania, naciągnęłaś rękaw bluzy. Wiedziałaś że śmierć zbliża się wielkimi krokami albo zginiesz albo ktoś udzieli Ci gotówki albo chociaż dzień życia. Nie mogłaś wziąć kredytu czasowego ponieważ nie byłaś Chinką, a kredyt w danym kraju można wziąć tylko i wyłącznie w tedy gdy byłabyś danej narodowości. Jedyne miejsce gdzie mogłaś odebrać życie to Polska, westchnęłaś. Teraz mogłaś liczyć tylko na to że ktoś da Ci chociaż jeden dzień, jednak nikt nie jest taki głupi by oddawać komuś swoje życie. Szłaś dalej jedną z zatłoczonych Pekińskich uliczek, spojrzałaś na wielki baner na budynku. Przedstawiał on siedmiu chłopaków, w tym jeden totalnie Cię zauroczył. Znaki przekazywał wiadomości: ”Koncert GOT7! Dwudziestego marca w operze Jang Xi Kwo! Godzina dziewiętnasta, nie może Cię zabraknąć!” Wiedziałaś gdzie jest to miejsce, czym prędzej pobiegłaś w stronę budynku. Złapałaś ochroniarza za ramię.
-Proszę mnie wpuścić to jedyna rzecz jaką chcę zrobić przed śmiercią –zaskomliłaś.
-Niech będzie, daj godzinę swojego czasu –wystawiłaś rękę a on wystawił kasownik, kiedy pobrał sześćdziesiąt minut otworzył Ci drzwi wciskając w dłoń bilet. Znalazłaś się na Sali operowej usiadłaś z samego brzegu przy scenie i ze zniecierpliwieniem czekałaś na gospodarzy programu. Światła przygasły a z głośników wydobywał się dźwięk: ”Hajima, haji, haji, hajima” rozbłysły kolorowe smugi promieni świetlnych, a na scenie pojawił się zespół. Mężczyzna w szarych włosach prawdopodobnie główny tancerz skupiał najbardziej twoją uwagę. Nawet nie zauważyłaś kiedy chłopcy zaczęli wybierać fanki na scenę, Mark bo tak mówili na członka zespołu który stał się twoim obiektem westchnień podszedł do Ciebie i wyciągnął dłoń w twoją stronę. Powędrowałaś za nim nieustająco trzymając jego dłoń, przypadkiem zerknęłaś na przedramię miał aż trzydzieści dwa dni życia. Jednak nie miałaś zamiaru mu go odbierać. Spojrzałaś na swój czas miałaś dwanaście minut. Usiadłaś na krześle obok innych dziewczyn rozglądając się przez chwilę by zaraz wrócić wzrokiem do swojego ulubieńca.
-Jak masz na imię?- zapytał.
-Jestem ~*~*~.
-Cudne imię… Tak samo jak jego właścicielka –powiedział z uroczym uśmiechem.
-Dziękuję bardzo –spuściłaś wzrok lekko zawstydzona –dziewięć minut –dodałaś w myślach. Uniosłaś wzrok kiedy poczułaś że łapie Cię za dłoń. 
-Wszystko w porządku? –zmartwił się.
-Nie… -szepnęłaś do siebie –Tak, tak w najlepszym porządku oppa.
-To dobrze –spojrzał Ci w oczy, chyba jednak Ci nie uwierzył –to w taki razie jaką piosenkę mam dla Ciebie zaśpiewać?
-Ummm… -nie wiedziałaś co odpowiedzieć ponieważ nie znałaś wszystkich –Ty wybierz.
-O nie. Mam zaśpiewać piosenkę którą ty wybierzesz.
-T-to może hmm… To może ”A” –wypuściłaś powietrze z ust, zerknęłaś ukradkiem na czas sześć minut.
-Była na dzisiejszym koncercie ale wedle życzenia –zaczął śpiewać, miał śliczny głos. Prawda jest taka że on mógłby być wokalem i raperem oraz tancerzem oczywiście. Zaczęło Ci się robić słabo, wizja powoli stawała się rozmazana. Serce biło jak szalone. Czyli tak wyglądała śmierć podniosłaś rękaw bluzy, zaczęłaś odliczać swoje ostatnie sekundy.
-Osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa –w tym momencie poczułaś silny uścisk na łokciu który od razu odwzajemniłaś. Twój licznik czasy zwiększył się aż o dwa dni! Uniosłaś wzrok na wybawcę –n-nie musiałeś.
-~*~*~ choć ze mną –zeszliście ze sceny kiedy byliście za kotarą zaczepił was menager zespołu. Taaa… Poznałaś po plakietce.
-Tuan do cholery! Co ty robisz?! Na scenę już! –powiedział złowrogim tonem. Chłopak wyminął go ciągnąć Cię za sobą. Weszliście do garderoby prawdopodobnie należała do zespołu, usiadł na krześle przy lustrze i przystawił drugie krzesło pokazując gestem ręki byś usiadła, tak też zrobiłaś.
-Na pewno nie jesteś Chinką, ale masz może chińskie obywatelstwo? –zapytał nerwowo.
-Niestety nie mam –westchnęłaś ciężko.
-Skąd jesteś?
-Z Polski.
-Muszę Cię jak najszybciej tam odesłać –podniósł się i wyciągnął z torby sportowej metalowe urządzenie. On chyba nie chciał, nie mógł. A jednak… -tu masz pięć dodatkowych dni, ile kosztuje lot do twojego kraju? –wręczył Ci urządzenie.
-Dwa dni i siedem godzin. Mark ja nie mogę tego przyjąć –chciałaś mu oddać zaś on nie przyjął –dziękuję za to co dla mnie robisz.
-Za to się nie dziękuję –sprawdził coś w komórce –najbliższy lot masz jutro o piętnastej. Gdzie mieszkasz w Pekinie?  
-W hotelu ”GuoLi Tan” –chłopak wstał i złapał Cię za dłoń po czym pociągnął za sobą, wyszliście z pomieszczenia –dokąd idziemy?
-Nasz szofer odwiezie Cię do hotelu, a jutro na lotnisko –chłopak zatrzymał się przy przeszklonych drzwiach budynku które prowadziły na parking –widzisz ten duży czarny samochód?
-Tak, czy tym mam jechać?
-Jak najbardziej, czy mogłabyś mi dać swój numer?
-Oczywiście –podyktowałaś numer a on puścił sygnał. Schował telefon i złapał twoją dłoń.
-~*~*~- popatrzył Ci w oczy –jeśli kiedykolwiek będziesz w opresji, pamiętaj że w Chinach jest taki ktoś kto odda za Ciebie życie –zaczesał kosmyk twoich niesfornych włosów za ucho, lekko się pochylił by złączyć wasze usta w delikatnym pocałunku.
-Yien Tuan! Wracaj na salę! –ktoś krzyknął, oderwaliście się od siebie, pogłaskał Cię po policzku.
-Uważaj na siebie. Nie wiem czy to dobry moment aby Ci to wyznać ale wiedz że Cię kocham.
-Ja Ciebie też –musnęłaś jego usta, przerwał wam kolejny krzyk.
-Mark! –chłopak przytulił Cię mocno a potem pobiegł w stronę Sali koncertowej.
-Ty też na siebie uważaj –szepnęłaś opuszczając budynek.
Koniec.


Kolejna fantastyka ukończona! Chcielibyście się przenieść może w świat robotów? Bo mam taki zamiar by napisać coś z cyborgami ale na razie to tylko plany. Do miłego zobaczonka!


Yuki