Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yuki. Pokaż wszystkie posty

31.10.2019

Uśmiech klauna.

Cześć, dziś Halloween!
Macie jakieś plany? Idziecie na imprezy, lub zbieracie cukierki? Jeśli nie to spędźcie ten czas ze mną. Zapraszam was na Uśmiech Klauna.

MONSTA X -JooHeon


Mam na imię JooHeon i nienawidzę klaunów.

-Wejdź tam! -krzyknął SeongWoo.
-Eeee... Ta ciota się boi -szturchnął go w ramię, JoonKyu.
Patrzyłem na zdezorientowanego przyjaciela, stojącego przed, wielkim, starym budynkiem fabryki szkła. Powybijane szyby, oraz zardzewiałe, metalowe drzwi, patrzyły na nas złowrogo. Złowieszczy wiatr, raził nasze uszy, mówiąc niemo... Uciekajcie!
Jednak my staliśmy pod drzwiami, jak czwórka debili, nic sobie z tego nie robiąc, mimo że czuliśmy w każdej komórce ciała, by zabierać się do domu, póki jeszcze słońce majaczyło za horyzontem.
Jednak ciągle staliśmy jak te palanty, patrząc się na naszego młodszego kolegę, który niemrawo zbliżał się ku drzwiom. 
Krwawe łuny zniknęły z nieboskłonu, a na ulicach rozbłysły lampy. SungHoon, poruszył się jeszcze krok do przodu i uchylił jeszcze bardziej wrota. Po czym zniknął za nimi, a my pacany przyglądaliśmy się przez uchylone drzwi, jak jego sylwetka niknie w cieniu, tego obrzydliwego, starego zakładu. 
-Chłopaki! Mogę już wyjść?! -krzyknął chłopak i już miałem się zgodzić, jednak nim zdążyłem się wysłowić, ktoś inny zabrał głos.
-Miałeś iść do samego końca hali! -JoonKyu, wyciągnął z kieszeni, paczkę papierosów, którą z pewnością zakosił swojemu ojcu i poczęstował, jak na dobrego kumpla przystało. Z początku papieros nieco mnie przyduszał, jednak po trzecim zaciągnięciu, dyskomfort minął. 
-Myślę, że nieźle już porobił w gacie -zaśmiał się SeongWoo, odpalając szlugę.
-A Ty co tak cicho siedzisz? -zarechotał Kyu -Nie mów, że martwisz się o młodego?
-Nie martwię się -wzruszyłem ramionami, siadając na krawężniku, pomimo że zaprzeczyłem, ciągle wpatrywałem się w dużą szparę między skrzydłami, ogromnych, metalowych drzwi. Cień chłopca zniknął, nastała kompletna cisza, przerywana jedynie naszymi nierównymi oddechami i dźwiękami miasta dochodzącymi z oddali. W pewnym momencie, lampy uliczne zaczęły gasnąć, jedna po drugiej.
-Chłopaki! Coś tu jest! -krzyknął SungHoon.
Poderwaliśmy się wszyscy jak jeden mąż i zaczęliśmy biec do budynku, tuż przed naszymi nosami, wrota zamknęły się z hukiem.
-Chłopaki! Szybko, on tu idzie! -krzyczał coraz głośniej. A my bezskutecznie szarpaliśmy za klamkę do tych piekielnych drzwi.
-Pomocy! Chłopaki! Pomocy! -słyszeliśmy jak biegnie w naszym kierunku -On mnie goni!
-Kto?! Kto Cię goni?! -odkrzyknąłem.
-Boże na pomoc! -w tym momencie, usłyszeliśmy rozdzierający krzyk chłopca, niedługo po nim po raz kolejny ogarnęła nas cisza. Kolejna nieudana próba dostania się do hangaru, utwierdziła nas w przekonaniu że musimy wezwać policję.
Ja wraz z Woo zostaliśmy przy budynku, a JoonKyu pobiegł po pomoc. Gdy był już przy bramie wyjściowej, zamknęła się uniemożliwiając nam wszystkim ucieczkę. Musiało się stać coś strasznego, skoro młody tak krzyczał... Właśnie młody! Wykrzykiwaliśmy na zmianę jego imię, ale ciągle odpowiadała nam cisza. Po paru sekundach, światła w starym budynku, rozbłysły się i ponownie rozniósł się niewyobrażalnie głośny pisk, a potłuczone szyby pokryła czerwona ciecz.
-O Boże -wymknęło mi się z ust.
-Uciekamy! -krzyknął Joon.
-Musimy pomóc młodemu -powiedział stanowczo Woo.
-Nie pomożemy tu nic! 
-Nie ma mowy -szarpnął za klamkę, a światła fabryki zgasły.
-Co jest do cholery? -zapytałem, kiedy drzwi ustąpiły. 
Cofnęliśmy się o krok, a zza drzwi wysunęło się truchło, naszego kompana. Przerażeni, z duszą na ramieniu, zadecydowaliśmy że musimy uciec. Popędziliśmy do metalowej bramy, z duszą na ramieniu, zaczęliśmy się po niej wspinać. Niestety, kiedy byłem już w połowie wysokości omsknęła mi się noga i spadłem. Kiedy się podnosiłem, zauważyłem że w ciemności, ktoś wynurza się zza drzwi. Był to klaun! Wpatrywał się we mnie, uśmiechając przy tym. Wydawało mi się że mówił do mnie, nie mogłem tylko dosłyszeć co. Uniósł dłoń w górę, w której automatycznie pojawił się czerwony balon. 
-Weź go -usłyszałem w końcu i uśmiechnął się mrocznie.
-Rusz się! -spojrzałem na Kyu, a następnie na potężną fabrykę. Przed którą leżało jedynie zmasakrowane truchło naszego przyjaciela.
Wspiąłem się szybko i pobiegłem wraz z przyjaciółmi w kierunku głównej autostrady, a kiedy do niej dotarliśmy, światła na niej stopniowo się rozpalały. Od razu pokierowaliśmy na posterunek policji. Nie wiem, czy zdążyliśmy zrobić dziesięć kroków, gdy usłyszeliśmy za sobą głos.
-Chłopaki, dokąd idziecie? -czułem że serce podskoczyło mi do gardła.
Wszyscy obróciliśmy się, jak na komendę. Za nami szedł SungHoon, wyglądał tak jak widzieliśmy go za życia. Nie był strzępkiem mięsa, które zostało wyrzucone zza drzwi hali.
-Skąd Ty się tu wziąłeś? -zapytałem.
-Jak to skąd? Mieliśmy iść do cyrku -odpowiedział zdezorientowany.
Popatrzyliśmy się na siebie, a następnie na naszego przyjaciela, po czym jak jeden mąż stwierdziliśmy.
-Nie, wiesz co młody odechciało nam się jakoś.
-Muszę pomóc młodszej siostrze w angielskim -powiedział Woo.
-A ja obiecałem, że pomogę staremu w warsztacie -dodał Kyu.
-A Ty? -spojrzał na mnie ze smutkiem.
-A ja? Ja to, ten... No... Mam jutro egzamin z geografii, a jeszcze się nie uczyłem -palnąłem pierwsze co przyszło mi do głowy.
Chłopiec podszedł do nas i westchnął ciężko.
-Dlaczego oni zniszczyli cyrk?
-Jaki cyrk? -popatrzyliśmy na niego z zaciekawieniem.
-Ten na którym pobudowali fabrykę szkła -powiedział -on nie potrafił tego przeżyć.
-Kto? -zapytał Kyu.
-Klaun, był właścicielem cyrku i stracił wszystko gdy go usunięto -powiedział ze smutkiem.
-Chodzi o tę legendę miejską? O tym że klaun włamał się do fabryki i skoczył z okna w formie protestu o usunięciu cyrku.
-To nie legenda -powiedział stanowczo -on nie umarł od razu, ktoś go dobił, sprawiał mu ból nim, go zamordował.
-Skąd o tym wiesz? -zapytał SeongWoo.
-Bo to czułem -odpowiedział nienaturalnym głosem.
-Młody za dużo fantazjujesz -Kyu położył dłoń na jego ramieniu -chodźmy już.
Tak jak powiedział, tak się stało, każdy z nas rozszedł się w swoją stronę. Kiedy tylko wróciłem do domu, wziąłem szybki prysznic, powrzucałem książki do plecaka i wskoczyłem do łóżka z zamiarem wyspania się. Moje ambitne plany, pozostały jednak zrujnowane, ponieważ moja szafa była niedomknięta, a zamiast ubrań widziałem uśmiechniętego klauna, dzierżącego w dłoni balona. Bałem się podejść do szafy i ją zamknąć ją, gdyż myślałem że widmo wciągnie mnie do środka, a potem zostanie ze mnie strzępek mięsa, tak jak z młodego... Ale przecież on nie umarł, zobaczyliśmy do na ulicy i wyglądał całkiem normalnie. Zignorowałem to, kiedy próbowałem zasnąć, usłyszałem wycie wozów policyjnych, a zaraz po tym, w moim pokoju zjawił się komendant policji, kazał mi się szybko ubrać i zabrał mnie wraz z ojcem, pod hutę szkła, na miejscu czekał na nas oddział policji, wraz z SeongWoo i jego ojcem.
-Czy to Twój kolega? -zapytał policjant, wskazując na zmasakrowane, zabezpieczone ciało SungHoon'a.
-T-tak -odparłem drżącym głosem.
-Panie komendancie -podszedł do nas młodszy aspirat -JoonKyu jest w szpitalu, miał wypadek samochodowy, jego stan jest ciężki, ale stabilny.
Popatrzyliśmy się z przerażeniem, na siebie z Woo, a następnie na tę cholerną hutę.

Mam na imię JooHeon i teraz wiecie dlaczego nienawidzę klaunów.


Koniec.

W skali od 1 do 10 jak wam się podobało?
Czekam na komentarze i do następnego.

Yuki

5.10.2019

(Nie)Chcę być.

Witajcie, przybywam do was natchniona piosenką Hinata, która naprawdę przedstawia polski rap, jako muzykę na światowym poziomie. Także zapraszam do czytania i słuchania.

Kim DaeIl (BIGONE)


Jeśli mogę być kimś więcej, niż tylko sobą.
Jeśli mogę żyć, to tylko z Tobą.
I chcę być tu na zawsze.
Chcę być.

Wyrzuciłem peta za barierkę, tak jak wyrzuciłem Cię z mojej głowy, tyle że pet zniknął w tafli jeziora, a Ty nigdy nie zniknęłaś z mojej głowy. 
Pamiętam jak śmiałaś się przy mnie i płakałaś przeze mnie. W uszach słyszę Twój radosny, podekscytowany ton, słyszę też Twój szloch, kiedy uderzyłem Cię po raz pierwszy. Tylko czy Twój szloch był inny za pierwszym razem, niż za każdym kolejnym? Niż Twój zrozpaczony szloch, kiedy uderzyłem Cię ostatni raz, a twój policzek zaczął krwawić i wyszłaś z mojego mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Czuję posmak whisky, którego butelki, tak często opróżniałem z kumplami. Tak, było to, to samo whisky, które piłem po każdej naszej awanturze. To także to samo whisky, które popijałaś, przełykając na zmianę łzy.
Kochałaś mnie tak mocno, że za każdym razem, kiedy byłem na samym dnie, wyciągałaś mnie na powierzchnię i powtarzałaś z udawanym uśmiechem, że jesteś tu dla mnie i że razem damy radę. To były te momenty, kiedy wmawiałem Ci że Bóg stworzył Cię dla mnie, a Ty głupiutka wierzyłaś w każde słowo. 
Odepchnąłem się od barierki i ostatni raz rzuciłem okiem, na jezioro i odbijający się w nim księżyc. Idąc leśną ścieżką, wdychałem niezatrute jeszcze powietrze, delektuję się tym luksusem, zanim trafię do tego zasyfianego miasta.
Byłaś moim lekarstwem na wszystko, ja Twoją trucizną na nic. Kiedy ja posuwałem kolejną szmatę w kiblu, naćpany i prawie nieprzytomny, Ty siedziałaś przy barze i popijałaś kolejnego drinka i czekałaś aż skończę, a potem wsadzałaś mnie do taksy i wracaliśmy do domu, na następny dzień nie krzyczałaś. Mówiłem że wszystko się zmieni i że ja się zmienię. Przytakiwałaś głową, kiedy mówiłem byś dała mi czas. W tych momentach miałem wrażenie, że możesz na mnie czekać całą wieczność.
Wsiadam do czarnego Mustanga i odjeżdżam w kierunku Gangnam. Światła miasta, łagodzą moje zmysły, jak Twój dotyk, kiedy budziłem się na ciężkiej zwale. Mijałem świetliste ulice, tego potężnego, nigdy nie zasypiającego miasta i zastanawiałem się, kiedy zdążyło się tak zmienić? Zaparkowałem samochód, następnie znalazłem się w windzie, która wzniosła się na dwudzieste ósme piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie. Zrzuciłem kurtkę i buty, wszedłem do salonu, zgarniając z komody butelkę z Gin'em, wyszedłem na balkon, rozglądałem się tej kolorowej metropolii.
Pociągnąłem duży łyk z butelki i chcę ponownie poczuć, jak podchodzisz do mnie i oplatasz swoimi szczupłymi ramionami, przylegając do moich pleców. Pragnę się obrócić, pogłaskać Cię po policzku, a potem przez resztę nocy czuć ciepło i Twój zapach na moim ciele. 
Rozsiadam się w fotelu i oglądam panoramę miasta, księżyc ciągle świecił, w pełnej krasie. Odstawiłem butelkę i sięgnąłem do kieszeni po paczkę fajek, zaraz po tym szlug znajdował się pomiędzy wargami, a jego dym wypełniał mi usta. 
Mówiłaś bym nie palił tyle, po czasie jednak doszłaś do wniosku, że nic nie wskórasz i umilkłaś w tej kwestii. Kiedy tylko zapaliłem przy tobie, siadałaś mi na kolanach i krzywiłaś, mówiąc że znacznie bardziej wolisz zapach mojej wody kolońskiej, niż niebieskich Cameli. 
Dawałaś mi do zrozumienia, że byłem najważniejszy na świecie, a ja wręcz na odwrót. Obcinałem po kolei laski w klubie i tylko czekałem na zdobycz, jednak gdy taka się nie trafiała, w łóżku z Tobą też było mi dobrze.
Ale teraz myślę że, zimne łóżko w sypialni, nie będzie służyć zasypianiu. Obracam iPhone w dłoni, wiedząc że jest w nim cholerę, powiadomień od ziomów, czy suczek łasych na fame, które rozpaliłyby mnie z pewnością do czerwoności. 
Wybieram do Ciebie numer, czekam, aż odbierzesz, chcę byś odebrała, nie obchodzi mnie,  że jest druga nad ranem i możesz spać nawet w ramionach innego mężczyzny, który z pewnością Cię kocha, troszczy się, szanuje.
Odbierasz i mówię, od razu że Cię potrzebuję, bo prawda jest taka że kurewsko Cię potrzebuję. W słuchawce zapada cisza, słyszę tylko równomierny oddech.
-DaeIl, wybacz, ale nie potrafię więcej tak żyć, życzę Ci szczęścia, mimo że byłeś moim największym nieszczęściem -bez słowa rozłączyłem się i odrzuciłem telefon na stolik, wyrzuciłem peta za balkon.
I w tym momencie, zdałem sobie sprawę, że nie straciłem tego na czym mi zależało, a przy tym straciłem całe dobro, jakie było mi dane.

Jeśli (nie)mogę być kimś więcej, niż tylko sobą.
Jeśli (nie)mogę żyć, to tylko z Tobą.
I (nie)chcę być tu na zawsze.
(Nie)Chcę być.


Koniec.

Czekam na komentarze, bo nie wiem czy nie zawiesić pracy tego bloga.

Yuki

30.09.2019

[NGU!] Kwitnąca róża... Kwitnąca Rose?

No dzień dobry... Mam wrażenie że NGU!, to dzieło mojego życia. Przepraszam że tak nie skromnie, ale powiem wam że, kurczę naprawdę super mi się to pisze. Mam nadzieję że i wam się podoba :)


Never Grow Up!
07. Kwitnąca róża... Kwitnąca Rose?

Lisa, kilka razy się zastanowiła w czwartkowe popołudnie, czy nie zrezygnować z imprezy, na którą zaprosiła ją Jennie, tym bardziej że Rose od razu odmówiła jej towarzystwa. Kiedy dowiedziała się że Mino, nalegał by przyszła, stwierdziła że byłaby głupia jak wiadro pomyj, by iść na coś takiego. 
Westchnęła siadając na łóżku i przyglądając się szafirowej sukience, przed kolano. 
Jej rodzicielka oczywiście myślała że przenocuje u Rose, zaś ta miała potwierdzić tę wersję, w wypadku gdyby matka dziewczyny zadzwoniła o północy, czy na pewno poszły już spać? Uśmiechnęła się lekko pod nosem, gdyż miała zamiar bawić się do samego rana! Czuła że taka odmiana jest jej potrzebna, a jeszcze bardziej odczuwała potrzebę ponownego spotkania z przyjacielem Dean'a. Chłopak ją zaintrygował do tego stopnia, że miała ochotę dzwonić do swojego ex, by ściągnął go do studia tatuażu i by spotkali się już! Teraz! Natychmiast! "Ach Lisa! Przestań, przecież nie jesteś taka! To tylko facet... Uh... Za to jaki facet!". Padł na łóżko, chichocząc cicho, jak raniona uczuciem łania, gdy to pomyślała, łzy polały się z jej oczu "Boże, Lisa... Jaka ty jesteś żałosna. Znowu podoba Ci się chłopak, nieodpowiedni dla Ciebie.". Wybrała numer do Rose z zamiarem opowiedzenia jej o Zico, jednak gdy ta odebrała opadła z emocji i zmieniła temat.
-Rosie, proszę idź ze mną, będę się tam czuła nieswojo, nikogo tam nie będę znała -żaliła się.
-Przecież idziesz ze swoją psiapsi Jennie, poza tym, będzie tam ten Mino... A tak na marginesie, BamBam wcale nie jest obrażony.
-Jak to BamBam? -przyłożyła dłoń do ust, po chwili usłyszała w tle.
-Tak to BamBam! Chodzisz beze mnie na rewiry, zrywam te zaręczyny! Nie kocham Cię już, idź sobie z tym frajerem!
-Rose, czy ty masz mnie na głośniku?
-Bingo baby! -zaśmiała się -Ja tam się nie gniewam...
-To mówię teraz do pana nadąsanego: będą dziewczyny, dużo dziewczyn, takich z pazurem, a Ty nie idziesz bo dzieci nie przyjmują...
-A Ty to nie dziecko? -wtrąciła się rudowłosa.
-A Ty się zachowujesz jak dziecko, to super impreza, dlaczego ze mną nie pójdziesz?
-I mówi to ta, co niby banalne rozrywki ją nie interesują.
-Rosie... Naprawdę nie chcesz spróbować innego życia? Wymyślimy jakąś wymówkę, póki jest jeszcze czas... Poza tym, te świetne jeans'y, które kopiłaś ostatnio nie powinny się marnować w szafie, hm?
Na chwilę zapadła cisza, przerwana ciężkim westchnieniem.
-Bammie... Wyginaj, muszę się wykąpać i wybrać ciuchy, potem zrobić się na bóstwo.
-Super! -pisnęła Lisa -Czuję że to będzie epicka impreza!
-Jesteście głupie -burknął Tajlandczyk.
-My też Cię kochamy -Lisa się rozłączyła i poszła wziąć szybki prysznic.
W tym czasie Rose podeszła do szafy by wybrać ubranie.
-A co to za dziewczyny z pazurem? -zagadnęła, zerkając przez ramię na chłopaka leżącego na łóżku, który czytał jakieś babskie pisemko, naśmiewając się z projektantów mody.
-Hm? To takie które, noszą krótkie spódniczki, mają głęboki dekolt, ładne kształty -rozmarzył się -i są szalone, niegrzeczne, nie słuchają się mamy...
-Acha -mruknęła smętnie, wracając wzrokiem do wielkiej szafy, wypełnionej koszulami, swetrami, spodniami, były w niej tylko trzy sukienki, w tym alba komunijna, gdyż była chrześcijanką -zawsze chciałam taka być...
-Co stoi na przeszkodzie? -podniósł się z łóżka i podbiegł do dziewczyny.
-To że jestem gruba i brzydka -wywróciła oczami.
-Nie pleć głupstw, ok? To że masz troszkę tłuszczu na brzuchu, nic nie zmienia. Jesteś śliczna, masz ładny kształt, mądre oczy... Może nie nadajesz się na typ dominującej suczki, ale możesz być piękną różą i na tę imprezę rozkwitniesz.
-BamBam, proszę Cię, mówisz tak tylko dlatego, bo idę z Tobą na studniówkę.
-Wcale nie, mówiłem Ci już, że gdybym był stały uczuciowo, to bym Cię podrywał, ale wolę mieć w Tobie przyjaciółkę na całe życie, jak Lisę, a nie pannę na kilka tygodni, hm? A teraz marsz do łazienki, a ja się zajmę ubiorem -zaczął przeglądać szafę, zaś ona z delikatnym rumieńcem na twarzy poszła do łazienki. Nigdy nie myślała że Bammie, może być tak dojrzałym chłopakiem. Weszła pod prysznic pocieszając się w myślach: "Przynajmniej na tej imprezie, będzie ktoś, kto lubi moje krągłości." zachichotała cicho. Kiedy miała wejść w samym ręczniku do pokoju, przypomniała sobie że nie będzie sama.
-Kumpimook, ale wyjdź ok?
-Czego się wstydzisz? Widziałem Cię w bikini, to w bieliźnie mi bez różnicy.
-Ale ja nie jestem w bieliźnie...
-To tym bardziej!-powiedział podekscytowany.
-No BamBam, podaj mi te ubrania -wyciągnęła rękę zza drzwi -westchnął ciężko i zwlekł się z łóżka, po czym podał jej rzeczy. Kiedy wyszła z łazienki, w pełni ubrana, skomentował.
-Wiedziałem że źle założysz koszulę, nie ruszaj się -odpiął dwa guziki od góry i trzy od dołu, zawiązał koszulę w pasie, spodnie o wysokim, stanie zakryły niedoskonałości.
-Jesteś pewien? -prychnęła, na co się zmarszczył.
-Zaufaj mi -upiął jej włosy w wysoki, długi warkocz, zaś sama się umalowała. Założyła czerwone szpilki, które kontrastowały z białą koszulą, czarne jeans, były strzałem w dziesiątkę, czerwona torebka i szminka, nadały jej takiej drapieżności, że sama nie potrafiła się rozpoznać w lustrze.
-Ja się nie dziwie że Lisa Ci zazdrości, masz się czym pochwalić -zaśmiał się, zaś ona założyła ręce pod dekolt.
-Napatrz się do woli -zachichotała -bo to pierwsza i ostatnia okazja -poprawiła złote kolczyki.
-Przstań być jak dziecko, czy jakaś wieczna dziewica... Niczym się nie przejmuj, ja odwrócę uwagę Twoich starszych, a Ty się tylko dobrze baw, ok? -wtem rozległ dzwonek do drzwi.
-To idę uśmiechnęła się -nakładając skórzaną kurtkę -ale Ty najpierw zajmij moją matkę.
BamBam usiadł na rogu kanapy w salonie i zagadał rodziców Rose, którzy łyknęli to że córka jest już w łóżku i smacznie śpi, a dzwonek do drzwi był w filmie. Oczywiście plan był taki że Tajlandczyk miał nocować u koleżanki. Ojciec dziewczyny, uprzedził go że jak coś usłyszy, coś niewłaściwego, to go... Wykastruje. Obejrzeli do końca projekcję, po czym chłopak czmychnął szybko na piętro do pokoju dziewczyny i zamknął drzwi na klucz.
Rose wraz z Lisą oraz Jennie, w tym czasie były w taksówce i nie miały zamiaru się przejmować, tym czy ktoś ich skontroluje.

Jak myślicie, kto znajdzie się w drzwiach domu Rose?
Yuki

18.08.2019

Instagram -Hyuna

Cześć moi drodzy!
Jak się miewacie? Dzisiaj przychodzę do was z ostatnią częścią letniego Instagram'a, jak się możecie domyśleć ostatnią bohaterką była Hyuna i to jej poświęcony jest ten post... Nie przedłużając, zapraszam ;)


Liczba polubień: 10972
ah_hyuna: Ostatnie dni w raju...
#thailand #koreangirl #holidays #onlygoodvibes
lee_hongki: Piękne, jednak nie piękniejsze od Cb aniołku ;****
                    e_wannie: Spierdalaj stąd, nie dla psa!
                    lee_hongki: Zluzuj majty dzieciaczku XD
                    ah_hyuna: @lee_hongki odseparuj się od mojego chłopaka, lol...
                    lee_hongki: Nie, lol.
                    Użytkownik ah_hyuna, zablokowała użytkownika: lee_hongki.
oh.jessi: Ahhh.. Wspaniale, dlaczego te wakacje nie trwały cały rok?
                    ah_hyuna: Też nad tym myślę Unnie :(
                    oh.jessi: Nie martw się kochanie, jeszcze to powtórzymy ;)
travelove: I love palms too, check my Instagram too ;)))
ty_joe: Hey girl, r u free?
soo_jin: Piękne zdjęcie, wiedziałam że po tym kursie fotograficznym, będziesz robić, nie dobre, a idealne zdjęcia XD
                     ah_hyuna: Dziękuję słońce, tęsknię za Tobą :(
                     soo_jin: To przyleć do USA, na następne wakacje :*
kor_girls: F4f?
hyo_lyn: Piękne zdjęcie, będę tęsknić za tym miejscem :(
                     ah_hyuna: Ja też słonce, ja też :C
asian_beauties: Chcesz pracować z nami, napisz priv! Promujemy blogi, własnie takie jak twój!

Podobny obraz
Liczba polubień: 13264
ah_hyuna: Last kiss with summer sun...
#beach #chill #thailand #koreangirl
e_wannie: Moja piekna księżniczka, KC, KC, KC!!!
                    ah_hyuna: Ja Cb też moje słoneczko ;* nawet mocniej niż myslisz ;*
                    oh.jessi: Fuuuuj...
                    ah_hyuna: Unnie, pls przecież sama byłaś zakochana, wiesz jak to jest ;)
                    oh.jessi: Nie popełnię więcej tego błędu XD
insta_korea: Beauty, beauty, where is your beast? 
                     e_wannie: Here, and fuck off!
gong_hyeon: Najpiękniejsza :3
yeon_gukkie: Jak zawsze wyglądasz jak bóstwo ;***
k_min: L4l?
oh.jessi: BTW... Jesteś piękna, wdałaś się we mnie ;*
                     ah_hyuna: Wiem kochana XD
hyo_lyn: Moje kochanie, z kaczątka zmieniło się w łabądka ;*
                     ah_hyuna: Bo stosowałam się do Twoich rad, Unnie!
leo_kim: Ale bym Cię brał *,*
                     e_wannie: Wynoś się, albo Cię wykastruję!
bang_minji: Świetny outfit, myślę że się zakochałam <3 Gdzie dostałaś tę spódnicę?
                     ah_hyuna: Moja słodka tajemnica, nazywa się H&M XD
travel_girls: F4f?
k_beauty: Świetne zdjęcie! Chcesz podjąć współpracę? Napisz priv!

Tym oto akcentem kończę tę serię, mam nadzieję że wam się podobała, dajcie znać w komentarzach, do następnego, pa!

Yuki

9.07.2019

Instagram -Jessi

Siema, siemaneczko!
Instagram królowej musi być idealny, mam nadzieję że będzie, starałam się jak tylko potrafię, ale opinia pozostaje dla was, więc zachęcam do komentowania ;)


Liczba polubień: 12840
oh.jessi: 35 na głowie, ale ciągle na fali ;)
#thailand #fakeboobs #holidays #sexyfreeandsingle
hae.soo87: Geez nie zmieniłaś się od liceum, piękna!
                 oh.jessi: @hae.soo87 nic się nie zmieniłeś stary capie XD
ah_hyuna: Happy Birthday Queen! Saranghae the best Unnie ever!
                 oh.jessi: @ah_hyuna nie chwal się tym engliszem, k? Wiem że i tak nie umiesz XD Też Cb kocham, lol ;*
sexy-girlboy: Masz bardzo ciekawy profil, zapraszamy do siebie może się zainteresujesz?
koo.jeonmin: Jesteś wolna?
jess.queen: I'm real queen b*tch, lol!
hyo_lyn: Moja piekna, stara, królowa imprezy, kocham Cię słońce, żeby cały ten torcik poszedł nam w cycki (przydałoby mi się) XD
                 oh.jessi: @hyo_lyn lepiej nie bo będę musiała szyć staniki na miarę XD Luv ya too ;*
                 im.chagnmo: @oh.jessi cycków nigdy za wiele XD
                 oh.jessi: @im.changmo słuchaj masz jeszcze mleko pod nosem, nie wypowiadaj się XD
beachgirls_: F4f?
kang.joo: Sto lat stara wiedźmo! XD
                  oh.jessi: @kang.joo dziękuję bez jajcu XD
chao_lee: 100% sexy ;**********************
lovely_minnie: No ciotka, jest na czym oko powiesić, wszystkiego najlepszego skarbie! <3 ;*
                  oh.jessi: @lovely_minnie thx dzieciczku ;*

Liczba polubień: 14802
oh.jessi: Nie ma rady na poślady!
#phuket #thailand #hotsummer
wonder.view: Beautiful :*
hyo_lyn: Proszę o znacznik dla najlepszego fotografa, czyt. mnie. Ach... Jakie ty masz ciało laska XD
               oh.jessi: Bosz, gdybym nie była idealna to twój aparat nic by tu nie zdziałał, lol XD
               hyo_lyn: Nienawidzę Cię, wiesz?
               oh.jessi: I tak wiem że mnie kochasz XD
               lovely.minnie: Tylko ja mam Cię prawo kochać, mamo chrzestna ;*
               oh.jessi: Ogarnij się dziecko XDDDDDDD
beauty.beauties: Oh, Geez jesteś bossssska XD
seo_kim_jin: Brałbym jak dziki kogut w agreście ;********
lim_nam_soo: Boże to jest zaginiony cud świata.
fit.gm: L4l? F4f?
sunlover.67: Aniołku bolało jak spadałaśz nieba?
ah_hyuna: Ach, w twoim wieku chciałabym mieć taką figurę, piękna Ty i piękny zachód słońca.
                oh.jessi: Będziesz miała, dziekuję, dziękuję ja wiem że jestem pięęęęękna ;*      
sun_flover: Amazing, love it!     
in_gukkie: Sexy, kkkkkk XD

Jak podoba się wam druga bohaterka? Jessi jak zawsze niegrzeczna, ale taką ją kochamy, prawda?

Yuki

5.06.2019

Instagram -HyoLyn

Cześć kochani!
Wakacje zbliżają się wielkimi krokami! Więc Yuki tradycyjnie robi, jakąś serię wakacyjną i jest to seria Instagram! Zaczynamy od pięknej HyoLyn. 


Liczba polubień: 6093
hyo_lyn: Czy Tajlandia to raj na Ziemi? 
#thailand #hotel #beach #sea #holidays
im_naked: O Bosh jak ja lav jor insta, bardziej niż cokolwiek XD
              leo.seo: @im_naked kup sb słownik dziecko, kkkkkkkk...
oh.jessi: Widzisz jak ja hotel zarezerwuje to nie wiesz czy weszłaś w bramy niebios, lol.
              hyo_lyn: Tak to takie skomplikowane używać Trivago XDDD
              oh.jessi: Fak ju nugu!
              hyo_lyn: K, z kim?
              oh.jessi: No raczej że nie ze mną, mimo że jestem "sexy, free and single po rozwodzie" ;*
kang.joo: Tylko nie patrz tam za innymi.
               hyo_lyn: @kang.joo a co zazdrosny?
               kang.joo: Jak cholera, jesteś moja Wifeu!!!
               hyo_lyn: A ty mój husbandu XD
lovely_minnie: Geeeeeez... Noona, jakjabym chcicał tam z tobą być XP
               kang.joo: Wyjazd stąd do flaming-owego klubu, tęczo!
               lovely_minnie: @kang.joo homofob!!!!! @oh.jessi powiedz mu coś!!!!
               oh.jessi: @kang.joo co się mi do dzieciaka w*ierdalasz?!
               kang.joo: K, k,k... Jessi zluzuj XD
               lovely_minnie: Dzięki Ciociu ;******
               oh.jessi: Nie ma za co słońce ;********
gao_che: Amazing *,*
ah_hyuna: Wy jeszcze na balkonie, ja już na słoneczku, to jest bardzo dużo przystojnych Panów, dużo przystojniejszych niż @e_wannie ;*****
               e_wannie: Jutro będę u Ciebie jakby ktoś Cię tknął choćby palcem!!!!!!!!!!!!!!
               ah_hyuna: To udowodnij XD
               oh.jessi: Mój program wycieczki nie uwzględnia żadnych mężów i chłopaków, sorry bejb!
               ah_hyuna: @e_wannie widzisz? Zero igraszek przez tydzień ;*
               e_wannie: @oh.jessi nie dziwie się że jestes po rozwodzie!
               oh.jessi: @ah_hyuna twój krasnal mnie obraża :C
               ah_hyuna: @e_wannie bo zgubię mój pierścionek zaręczynowy!
               e_wannie: Okay... Już się nie odzywam T.T
moon_lee: F4f?
lu_xiahee: Love this photo <3


Liczba polubień: 10579
hyo_lyn: I love sun, sun loves me *,*
#sun #holidays #thailand #happywoman
kang.joo: Moja i tylko moja piękna <3
              hyo_lyn: Twoja i tylko twoja piękna ;*
              oh.jessi: Zaraz rzygnę...
gm.follow: F4f?
fit.love: Widać że dużo pracowałaś nad swoją figurą, zapraszam na mój profil.
ah_hyuna: Jak pięknie, Bosz chciałabym być taka jak Ty *,*
              hyo_lyn: @ah_hyuna przecież ty jesteś taka młoda, taka śliczna, a ja co? Trzydziestka już na karku.
              oh.jessi: To co ja mam k*rwa powiedzieć?!
              hyo_lyn: Ty jesteś królową to wystarczy! Xd
              ah_hyuna: Unnie saranhejo!!!!!!
              oh.jessi: @hyo_lyn wiadome i oczywiste, @ah_hyuna wiem, lol XD
beauty.kgirls: Hey, chcesz się bliżej poznać????
seo.94: Jesteś perfekcyjna!
hyun_go: Wspaniała! <3<3<3
carl_xo: I'm in love in u ;*
insta.korei: Jesteś modelką? Zapraszamy do współpracy!

I jak wam się podoba troszkę inna wersja IG? Ciekawi kolejnych bohaterek?! Przepraszam ze jest to nieco wulgarne ale musiałam podkreślić charakter Jessi :)

Yuki

18.05.2019

Uciec, jak najdalej... [URODZINY AUTORKI]

Cześć kochani, jak się macie? 
Dzisiaj są moje urodziny, więc chcę się z wami podzielić moimi przemyśleniami, w formie opowiadania, także utożsamię się bardzo tym razem z bohaterem.

Dean


Szedłem leśną drogą, w nieznanym kierunku, mimo że znałem tę ścieżkę bardzo dobrze, coraz częściej zaplątując się w labiryncie własnych myśli. Osiągnąłem tak wiele, a czuję że nie mam nic. 

Moje oczy odpoczywają we wszechobecnej zieleni, zmęczone od świateł fleszy, uszy czują ulgę, od hałasu wielkiego miasta.

Mógłbym być teraz na wakacjach w Hollywood, mógłbym iść śledzonym przez paparazzi, mógłbym rozdawać autografy piszczącym w okół fankom.

Ale czasem dochodzisz do wniosku, że najlepszym pomysłem, jest pobycie jakiś czas samemu, z własnymi myślami, gdzieś gdzie jesteś odcięty w całości od rzeczywistości... 

Ściółka szeleści pod butami, gdzie nie gdzie słychać śpiew ptaków. Słońce przedziera się swoimi promieniami, przez gęste korony drzew, intensywny zapach lasu łagodzi moje zmysły i mam wrażenie że chciałbym się wtopić w tę rzeczywistość, stać się takim dostojnym, potężnym drzewem i cieszyć się z wody, ziemi i powietrza, gdyż nic więcej nie byłoby mi do życia potrzebne. 

Wszyscy moi znajomi, byli przekonani że moje dwudzieste drugie urodziny, spędzę w najlepszych seulskich klubach, pijąc i tańcząc do upadłego. Nie jestem tym faktem zadziwiony, sam miałem taki zamiar, ale czułem w każdym milimetrze ciała że nie mogę spędzić tego dnia w ten sposób.

Opieram się o wielką sosnę, a przede mną rozciąga się się, potężna dolina. Szczyty gór pokryte są śniegiem, słońce przegląda się w tafli wody ogromnego jeziora, z którego odpływa niewielki strumień, który z pewnością dalej jest potężną rzeką. Soczyście zielona trawa, pokryta niewielkimi, barwnymi kwiatkami, raduje moje oczy, tak spragnione naturalnych barw. 

Wdycham wspaniałe czyste powietrze, czując jakbym wciągał najlepszy narkotyk, z dawką nowego życia. Czuję się coraz bardziej odprężony. 

Patrząc przed siebie, patrzę w swoją burzliwą przeszłość.
Na co mi to było? Pytam siebie, czy nie czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, w najprostszych okolicznościach. 

Cieszę oczy tym widokiem, wiedząc że nie będę mógł, widzieć tyle razy ile bym tego pragnął. 
Zanurzam dłonie w lodowatej wodzie z potoku i przykładam dłonie do twarzy, cóż za orzeźwienie. Przymykam oczy oddając się tej małej przyjemności, wtem z nostalgii wyrywa mnie czyiś głos.

-Dean, Dean, Dean! -otwieram leniwie oczy, w przyciemnionym świetle widzę twarz mojego przyjaciela.

-Dean, idioto, znowu usnąłeś w kiblu -podnoszę się chwiejnie znad muszli klozetowej, pytam co się stało?

-Co się stało?! Schlałeś się, potem powiedziałeś że chce Ci się rzygać i zniknąłeś na ponad godzinę! Co z Tobą chłopie?! -na twarzy Zico pojawiła się złość, a za razem zmartwienie.

-Nic -odparłem, po czym chwiejnym krokiem wyszedłem z klubu na Hollywoodzką ulicę i zacząłem iść, nie wiedziałem gdzie, ale byle dalej stąd.

Miami, San Francicsco, Holly, Hyollywood,
Wiesz że robiłem wszystko, by dzisiaj być tu,
Co niesie dla nas przyszłość, nie wiem, nie wiem już...


Koniec.

Dzisiaj tak krótko, czekam na wasze komentarze i do kiedyś.

Yuki

13.05.2019

DRUGI BLOG, ZAPRASZAM!!!

Cześć kochani, 
Dzisiaj tak trochę z innej beczki, ale chciałam was zaprosić na mojego drugiego bloga, mianowicie: gdzie pojawił się ostatnio bardzo ciekawy wywiad, a także znajdziecie tam recenzje książek, filmów i seriali ;)



Ps. Tutaj też nie długo pojawi się, bardzo fajna seria, zajrzyjcie do zakładki: Instagram ;)

Yuki

26.04.2019

W gwiazdach...

Cześć, dzisiaj przeniesiemy się do mile wspominanych, przez takich dinozaurów jak ja lat dziewięćdziesiątych. Chyba nie mam nic do dodania...

BTS -J-Hope


Był rok dziewięćdziesiąty czwarty, konkretnie dziesiąty czerwca.
Słońce ukrywało swoje oblicze, za drzewami sosnowego boru, malując niebo na ciepłe kolory, które nie długo miał zastąpić granat nocy, pokryty jasnymi punktami, którzy niektórzy nazywali gwiazdami.

Jednakże ja miałem, jedną, jedyną gwiazdę, przy której bladły miliardy.
Moja gwiazda, nie była oddalona ode mnie o tysiące kilometrów, mieszkała na sąsiedniej ulicy. Jej imię brzmiało HyunSoo, mimo że była najjaśniejszą z gwiazd, nigdy o ty nie wiedziała, gdyż nigdy nie odważyłem się o tym powiedzieć.

Niebo mieniło się w kolorze amarantu, lawendy i powoli grafitu...
Zapaliłem lampkę przy biurku i wróciłem do pracy domowej, pijąc przy tym zimna już herbatę. Cisza otaczała mnie z każdej strony, ale nie było się czemu dziwić.
Matka była zapracowana od rana do nocy, a ojciec... Gdyby nie przysyłał alimentów, to nie wiedziałbym czy jeszcze żyje.

Naparzyłem sobie kolejnej herbaty, tym razem o aromacie ananasa i mango.
Usiadłem z powrotem do lekcji, chociaż nie potrafiłem się za nick skupić, nie mogłem się ostatnio na niczym skupić. Byłem roztargniony. Nawet moja matka to zauważyła, kiedy pytała czy wszystko ze mną w porządku, odpowiadałem automatycznie że tak, tylko że jestem zestresowany przyszłoroczną maturą. 

Ale nie matura była mi w głowie, tylko moja gwiazda...
Zastanawiałem się, gdzie jest? Co robi? Dlaczego ostatnio tak rzadko ją widuję? Dlaczego nie odbiera ode mnie telefonów? Może się przepracowuje? 
Jest starsza ode mnie, w zeszłym roku ukończyła studia licencjackie i wspominała że robi rok przerwy przed studiami magisterskimi, tłumacząc się zmęczeniem. 
Aczkolwiek jakiś czas temu kompletnie umilkła. 

Rysowałem kółka w zeszycie, aż w końcu powstał z nich cały układ słoneczny. Z rozmyślań wyciągnął mnie dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza.
Zbiegłem na dół, wiedząc że matka będzie potrzebowała pomocy w rozładowaniu zakupów, poszedłem do samochodu i wyciągnąłem trzy duże siatki po czym zamknąłem go i wróciłem do domu.

W kuchni myła ręce, a rozpakowywałem zakupy. Powiedziała które produkty mam zostawić, które były potrzebne by przygotować kolację. Kiedy miałem już wracać do pokoju, powiedziała radosnym tonem.

-Byłabym zapomniała -wysuszyła ręce i wyciągnęła z torebki, dwa otwarte już listy. W pierwszym z nich, było pogratulowanie, zająłem w konkursie w dziedzinach przyrodniczych pierwsze miejsce, w skali krajowej, matka nie chciała wyjść z zachwytu, ja również byłem z siebie dumny, opłacało się zarywać noce, by móc uczyć się w przyszłości w Seulu.

-A ta druga radosna wiadomość? -zapytałem będąc jeszcze bardziej ciekaw.
Matka wyciągnęła zaproszenie ślubne z koperty i powiedziała bym sam przeczytał. Chwyciłem zaproszenie i czytałem uważnie... 

Ślub HyonSoo odbył się na początku grudnia tego roku, tego dnia śnieg padał pierwszy raz w tym roku. Wyglądała jak najpiękniejsza gwiazda, w swej śnieżnobiałej sukni, a u jej boku nie byłem ja.

I w tym momencie straciłem nadzieję na to, że ta gwiazda kiedykolwiek zaświeci dla mnie.

Koniec.


Mam nadzieję że ten scenariusz był w miarę dobry, mimo że sam tytuł był dość banalny.

Yuki

5.04.2019

Barwy uczuć...

Witam, witam. Jak się miewają moje pandy? Tęskniliście? Mam nadzieję że chociaż troszkę.
Dzisiaj przybywam do was z zamówieniem od mojej komentującej najczęściej pandy: Delfinkek Dahwa.
Mam nadzieję, że Ci się spodoba ;)

TXT -SooBin


Jeśli ludzie potrafią mieć jakieś nadprzyrodzone moce, to moją z pewnością jest odczytywanie emocji i uczuć innych. 
Jak się możecie domyślać, nie objawiają się w sposób komiczny, nie widzę że ktoś ma napisane na czole, jestem zły, jestem szczęśliwa... Jak więc odczytuje emocje?
Odpowiedzią są... Barwy.
Czerwień oznacza miłość, róż -radość, oranż -ekscytację, żółć -kłamstwo, biel -niewinność, fiolet -smutek, niebieski -strach, zaś zielony zazdrość.
Bardzo łatwo było rozczytać dziewczyny, które widziałam za każdym razem na korytarzu szkolnym, mieniące się żółcią i zielenią, napiętnowanych ludzi, w odcieniach niebieskiego i fioletowego.
Widziałam też ludzi, skąpanych w czerwieni, oranżu i różu, zastanawiałam się co odczuwają? Dlaczego natężenie tych kolorów nie jest jednostajne. Dlaczego kiedy spotykają drugą osobę kolory są bardziej intensywne.
Chciałabym by moje ciało kiedy kol-wiek mieniło się w czerwieni, aczkolwiek kiedy patrzyłam na siebie w lustro, widziałam to co inni, zwyczajną nastolatkę, uczęszczająca do liceum artystycznego.
Nigdy nie widziałam u siebie żadnych barw, gdyż odczuwałam je, ale czy były one prawdziwe skoro nigdy nie widziałam u siebie żadnych barw?
Ale chyba zobaczyłam kogoś, dzięki komu mogłabym zobaczyć kolory w jakich się mienię.
Ma na imię SooBin i nie dalej jak tydzień temu dołączył do naszej klasy.
Cóż by powiedzieć... Dla innych był zwyczajny, jak wszyscy dookoła, ale nie dla mnie. Dla mnie był zagadką, był wyjątkowy. Nie zobaczyłam nawet razu jego emocji, przez co powątpiewałam w swój nadprzyrodzony potencjał.
Jednak dzisiaj coś się zmieniło.
Biegłam na zajęcia, wiedząc że jestem już grubo spóźniona i zdając sobie sprawę z tego że pani Gong, nie jest na choćby odrobinę wyrozumiała, dla osób które jeżdżą komunikacją miejską.
Biegłam cały czas, poprawiając co chwilę zsuwające się z nosa okrągłe, złote okulary. Niczym w tandetnej dramie potrąciłam kogoś, a moje kartki które trzymałam w dłoniach rozsypały się po całym korytarzu.
Nie patrząc na poszkodowanego, przeprosiłam szybko i zaczęłam zbierać kartki, po czym zobaczyłam że chłopak mi pomaga, aczkolwiek nie widziałam jego twarzy. 
Kiedy oczyściliśmy korytarz, odwróciłam się przodem do osoby, którą potraciłam.
-Dlaczego tak się spieszysz? -zapytał, lekko się uśmiechając.
-Mamy lekcje z panią Gong -powiedziałam lekko jąkając się -ona nie lubi, kiedy uczniowie się spóźniają.
-Uczniowie się nie spóźniają, kiedy nie mają zajęć. Pani Gong zwichnęła wczoraj kostkę, więc mamy dwie godziny wolnego.
-Ach, a ja głupia się tak spieszyłam -wzięłam od niego resztę dokumentów.
-Myślę że to idealna okazja, by wypić kawę, co?
-Myślę że to idealna pora, by wypić kawę, w pobliskiej kawiarni, która o tej godzinie właśnie zaczyna pracę -uśmiechnęłam się.
Wyszliśmy z budynku szkoły, na świeże,orzeźwiające, wiosenne powietrze. Słońce otaczało swoimi promieniami, piękne Tokijskie kwitnące wiśnie, a ich zapach przyprawiał o zawrót głowy.
Weszliśmy do kawiarni, gdzie pachniało ziarnami kawy, jaśminem, piwoniami i drewnem. Gdyż to jakże wyjątkowe miejsce było niegdyś starą pracownią drukarską, i wszystko w niej było drewniane.
Zamówiliśmy po White latte i rozsiedliśmy się w obszernych, wygodnych fotelach wyhaftowanych w kwiaty wiśni i żurawie.
Kiedy skończyłam układać dokumenty w kolejności, kelnerka przyniosła dwie filiżanki, a ja przeniosłam wzrok, na mojego towarzysza i wtedy, zobaczyłam coś, czego jeszcze nigdy nie widziałam u niego, ba nie tylko u niego, u żadnego człowieka.
Kolor w którym się mienił, to...
Biel.

Koniec.


Mam nadzieję że trafiłam w Twoje gusta i praca Ci się spodobała.
Pozdrawiam, was moje pandy!

Yuki 

13.03.2019

Paryskie gwiazdy...

Witajcie kochani!!!
Cóż nie bywam tutaj często, aczkolwiek lepiej jest kiedy pojawiam się rzadziej, a moje prace są bardziej przemyślane i dopracowane, prawda?
Dzisiaj bloga przejmują damy, a szczególnie jedna pani, mianowicie królewna Jennie!
Hope u enjoy!

BLACK PINK -Jennie

"Dzisiaj zatrzymam się, by jutro dalej biec..."

Mój drogi...

Adresat nie jest potrzebny, gdyż wiesz że ten list jest do Ciebie.

Bo kiedy kochasz, czas przepływa tak szybko jak woda w potoku, aż do czasu aż nastaje stagnacja.

Do czasu kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że to co między wami było wygasło, wygasło do tego stopnia że nawet po raz kolejny rozpalany ogień, nawet nie chce się zatlić, choćby na moment.

Tak własnie było ze mną...

Były momenty piękne, radosne, płaczliwe, smutne. Były chwile uniesień, były chwile załamań do czasu...Do czasu aż to wszystko zaczęło się robić nudne, a w moim życiu pojawił się ktoś jeszcze.

Wybacz że Cię zraniłam, ale to Ty byłeś pierwszy. To Ty zadałeś pierwszy cios. A teraz pozwól mi zapytać Cię. W czym ona była lepsza? Dlaczego nie byłam wystarczająco dobra?

Tak, to są dokładnie te pytania, kiedy na Twoje przeprosiny, powiedziałam koniec.

To nie tak że lata spędzone razem nic dla mnie nie znaczyły. Myślę że one również nie były obojętne dla Ciebie, prawda?

W mojej opinii porwał nas nurt szarej rzeki naszego życia, które nie ukrywajmy stało się męczące i nużące dla nas obojga.

Słyszałam że od jakiegoś czasu jesteś szczęśliwy z kimś innym, cieszę się z tego powodu że nie jesteś sam, że jest ktoś, kto się Tobą zaopiekuje, ktoś komu ufasz i ktoś kto ufa Tobie.

Bo z tego co pamiętam, to żadne z nas sobie nie ufało...

Ale czy można zaufać innej osobie, kiedy zawiodło się na poprzedniej? Nie wiem.

Jednak teraz wiem jedno, zasypiam spokojnie w ramionach innego mężczyzny, które jak mi się wydaje podziela moje szczęście.

Chcę jeszcze dodać że... 

Gwiazdy w Paryżu, są bardziej błyszczące, niż te które oglądaliśmy pijani w Seulu...

A także...

Biegnij przez życie, tak jak biegliśmy razem, a jednak osobno...

Żegnaj...

Już nie Twoja, jednak szczęśliwa,

Jennie

Koniec.


I jak podoba wam się?
Jeśli tak to zostawiajcie komentarze i piszcie kogo chcielibyście zobaczyć w następnym opowiadaniu!
Trzy pierwsze osoby które napiszą komentarz, dostaną opowiadanie z wybraną przez siebie osobą!
Tak, to nie żart! Przyjmę pierwsze trzy zamówienia!

Do następnego dzieciaki!

Ps. Nie zapomnijcie wpaść na bloga: Azjatycka recenzentka! Gdzie niedługo pojawi się bardzo ciekawy wywiad, z bardzo ciekawymi osobami ;D 

Yuki

22.02.2019

[NGU!] Odzwierciedlenie duszy.

No witam, witam, po raz kolejny po prawie miesiącu... Planowałam to opowiadanie na maksymalnie osiem rozdziałów... Miało też mieć głęboka rozkminę życiową, miało mieć morał, dużo Mozarta i Salvadore Dali... No ale... "Jak rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach.", także ten tego, zapraszam na kolejny rozdział, wrzucę dzisiaj trochę romantyczności.


Never Grow Up!
06. Odzwierciedlenie duszy.

Lisa od zawsze chciała mieć tatuaż, jednak nigdy nie potrafiła się zdecydować na wzór. Nieraz doradzał jej coś Dean, nawet kiedy byli w związku chciała sobie wytatuować słońce, gdyż on miał na ramieniu księżyc, jednak to nie było to. W przerwie przed dodatkowymi zajęciami, postanowiła wpaść do studia Dean'a, ze swoim projektem. 
Była to róża, z której wyłaniała się sylwetka kobiety, chciała rozkwitnąć, gdyż czuła że jest jak kwiatek bez światła, między społeczeństwem, które goni tylko za sukcesem, zapominając na czym polega szczęście. Ale co to jest szczęście? Miała wrażenie że szczęście, to długi sen, ramiona Dean'a, które do niedawna były jak bezpieczna przystań, teraz były zimne jak deszcz, który padał już trzeci dzień. Postrzegała też szczęście, jako przyjaciół, BamBam'a, Rose, jako rodziców, którzy dawali jej dom i utrzymanie, dobre wyniki w szkole przynosiły tez radość. Ale to już było tak szare i rutynowe że przestało jej przynosić satysfakcję. Chciała odmiany, a czuła ją w takich miejscach jak technikum do którego uczęszczała Jennie, czy studio jej byłego chłopaka. 
Weszła do środka, od razu rzucił jej się w oczy chłopak rozmawiający z Dean'em. Miał piękne, gęste, granatowe włosy, wąskie oczy, ostrze rysy twarzy, czarne ubranie wysmuklało jego sylwetkę, był całkiem wysoki. Był jak dzieło sztuki i miała wrażenie że gdzieś już go widziała, tylko za nic nie potrafiła sobie przypomnieć gdzie.
-Halo! Ziemia do Lisy -Dean pomachał jej dłonią przed oczami -kontaktujesz, maleńka?
-Tak, tak... I nie jestem maleńka -burknęła, odstawiając parasolkę w kąt pomieszczenia.
-Tak czy owak -zwrócił się do chłopaka -za rzadko się tu zjawiasz -zaśmiał się i skinął w stronę dziewczyny, która szybko do nich podeszła -to moja LaLisa, ładna nie?
-Twoja LaLisa? Od ponad roku nie -zaprzeczyła.
-Och, przestań... To jest Zico -chłopak wystawił dłoń w jej stronę, uścisnęła ją.
-Dziwne że się jeszcze nie poznaliśmy -uśmiechnął się zadziornie.
-Bo byś ściągnął ją na złą drogę -bąknął Dean -co Cię do mnie sprowadza?
-Chyba to co zawsze -odparła -odetchnienie i podziwianie twojej sztuki -usiadła na jednym z foteli.
-Czyli nie zdecydowałaś się jeszcze na tatuaż?
-Nie, mam swój własny, kolejny projekt -pokazała mu zdjęcie w telefonie.
-Tatuaż jest często odzwierciedleniem duszy -odezwał się niejaki Zico -zbieram się -przybił piątkę tatuażyście -do zobaczenia, piękna -dodał przed wyjściem. Zobaczyła że za oknem przestał padać deszcz. Chłopak ściągnął pokrowiec z motocykla i wsiadł na niego, zakładając przy tym kask, po czym zniknął we mgle. Na fotelu obok usiadł Dean, jego współpracownik, tatuował jakąś dziewczynę.
-Na pewno chciałabyś różę? Co twoja matka na to?
-Nie będzie nic wiedzieć, bynajmniej dopóki nie wyprowadzę się z domu... A jak twoje studia? Przypominam Ci że na zaocznej magisterce, też obowiązuje praca magisterska.
-O mnie się nie martw -uśmiechnął się delikatnie, a jego ciemna grzywka przysłoniła mu oczy.
-Jasne -odchyliła głowę do tylu przymykając powieki -kim był ten chłopak.
-Zico? Mój kumpel z gimnazjum, ostatnio rzadko się tu pojawia. dlaczego pytasz? -zerknął na nią. Niby nie byli już razem, ale ciągle czuł zazdrość, kiedy jakiś inny chłopak na nią spojrzał.
-Ot tak, po prostu -popatrzyła na niego -myślę że potrzebuję zmiany.
-Zmiany? -przeciągnął się, zasięgnął po kubek z niedopitą, już zimną kawą.
-Tak, zmiany. Myślę że mam spóźniony okres buntu.
-Dlaczego mnie to nie dziwi? Dziewczyna z idealnego domu, wzorowa córka i uczennica, która ukrywała swojego, nie idealnego chłopaka przed rodzicami...
-Nie w ogóle nie czuję ironii -mruknęła, wyciągnęła telefon i napisała szybką wiadomość:
"Do: dangerous_jennie:
Czy ta impreza jest jeszcze aktualna? ;)".
Dwadzieścia minut przed zajęciami, opuściła studio tatuażu. Szybkim krokiem powędrowała na dodatkowe zajęcia, w tym czasie dostała wiadomość od Jennie, ze impreza jest cały czas aktualna i może się dołączyć. Była w szoku, że osoby które ledwo poznała zapraszają ją na imprezę. A może był to jakiś podstęp?

Do następnego!
Yuki

28.01.2019

Kiedy zapadnie zmrok.

Witam was w nowym roku 2019, pojawiam się znów, po miesiącu. Cóż mogłabym się tłumaczyć sesją i pracą, że jestem taka zajęta że nie mam czasu pisać... Ale taki kit to wciskasz na spowiedzi.
Więc... Tak, a więc... Wiecie, znaczy... Odczuwam bezsens, jestem po prostu zmęczona wszystkim, do tego stopnia że budzę się z płaczem, z nim też zasypiam... Ale to minie, mam nadzieję że jak najszybciej, bo coś czuję że jak dłużej tak będzie, to nie będzie wesoło.
Dobra, gorzkie żale wypłakane, przejdźmy do opowiadania.

MONSTA X- HyungWon

"Tu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego nie podobny,
tu panowały inne, odmienne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy,
tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli."

HyungWon wszedł do mieszkania, powoli zapadał zmrok, a miasto owijał szal białego puchu. Zdjął buty, płaszcz, szalik i rękawiczki. Sięgnął po stojącą na podłodze torbę z laptopem i powędrował do kuchni. 
Kiedy już w niej był odstawił torbę na krzesło i nastawił czajnik, z woda na herbatę jaśminową. Stanął przy kaloryferze, ogrzewając przy tym dłonie, spojrzał w okno, znajdujące się w salonie. Powoli rozświetlały się lampy uliczne, dając znak mieszkańcom Daegu że nadszedł wieczór. Czajnik zagwizdał, przypominając o herbacie, po chwili mężczyzna miał kubek w dłoniach, delektując się intensywnym zapachem jaśminu, który przywoływał wspomnienia lata. 
Gdy był dzieckiem, jaśmin rósł na przeciw domu jego babci, ten wspaniały zapach budził go każdego poranka i zasypiał z nim, w tym małym, drewnianym domku, z białą werandą gdzie często czytał swoje ulubione książki, czy układał puzzle. Upił łyk herbaty, myśląc o tym jak bardzo chciałby wrócić do tamtej arkadii. 
Usiadł na kanapie, włączając przy tym telewizor, akurat trafiło na jakiś przyrodniczy program o puszczyku uralskim, zostawił film, gdyż i tak nie miał zamiaru go oglądać. Chciał jedynie zagłuszyć wszechobecną ciszę, która była jego najwierniejsza przyjaciółką. To ona wysłuchiwała jego żali, łez, była świadkiem jego smutku, rozpaczy, ale też licznych radości. Cieszyła się kiedy pierwszy raz w jego domu, pojawiła się dziewczyna z kwiatem jaśminu we włosach i płakała kiedy odeszła. Sięgnął do bordowej książki, ze złotym napisem: Fiodor Dostojewski- "Zapiski z martwego domu", a ona jakby czytała w jego myślach, otwarła się na stronie, gdzie znajdował się, zasuszony kwiat, o najpiękniejszej woni, jaką tylko dane było mu poczuć. 
Po jakimś czasie czytania, fragmentów książki, które znał już na pamięć, poczuł głód. Spojrzał na zegarek, zbliżała się ósma wieczorem, prawie trzynaście godzin nie miał nic w ustach. Zajrzał do lodówki, zawiało zimnem i pustelnią niczym na Antarktydzie, jęknął przeciągle i zamknął ją decydując się po raz kolejny, na zjedzenie szybkiego ramen w 7/11. Ubrał się mozolnie i schował telefon wraz z portfelem do kieszeni, następnie zakluczył mieszkanie. 
Idąc wzdłuż jednej z ulic, znalazł się w tej części miasta, która, była czarna niczym piekielna otchłań i oświetlona ciepłymi promieniami świec, dającymi nadzieję na upragnione życie wieczne w raju. Mimowolnie nogi poprowadziły go w tamtejsze miejsce. Gdy minął bramę cmentarza, mógłby iść z zamkniętymi oczami, a i tak trafiłby w to samo miejsce.
Spoglądała na niego z ciepłym uśmiechem, radością w oczach i tą łagodnością, której już nigdy nie zazna. Ogniki tańczyły w białuch i złotych lampkach, mimo że kwiaty zwiędły i cały nagrobek pokryła gruba warstwa śniegu. Sięgnął do kieszeni i drżącą dłonią położył zaschnięty kwiat jaśminu, przy zniczu. Tak wyglądało ich pożegnanie. Powolnym krokiem opuścił, ten dom, dom tych którzy zamykają to co marne i doczesne, a żyją tam gdzie życie jest jak nigdzie.
HyungWon stracił apetyt i wrócił do domu. By znowu dzielić się myślami ze swoją przyjaciółka -ciszą.

Koniec.


Do... Za jakiś czas!
Yuki

27.12.2018

[NGU!] Król rozpusty!

Tak, tak wiem, tytuł, ale nie mogłam się powstrzymać.
Jak minęły wam święta? Mikołaj przyniósł prezenty? Przytyliście, czy schudliście?
Chciałam was zaprosić na mojego bloga, gdzie pojawiła się recenzja filmu Young Style, który serdecznie wam polecam ;)


Never Grow Up!
05. Król rozpusty!

-Lisa, weź nawet sobie jaj nie rób. Za nic nie uwierzę że się trzymasz z laską, z tej szkoły.
-Nie powiedziałam, że się trzymam, tylko że ją znam -zatrzymała się pod bramą technikum -poza tym, ja nie noszę takich ciuchów -otwarła błękitny plecak, wyjmując z niego czarną reklamówkę.
-Tak, czy owak, ja do tego lamusa nie idę -wywrócił oczami.
-Bo się boisz -szturchnęła go w ramię.
-Co? Ja? Chora jesteś? -skrzywił się.
-Jesteś taki sam jak JunHoe, taka pipa, a nie facet.
-Nie porównuj mnie do tego pedanta, pantoflarza, ok? Niech sobie tam siedzi w tych Angliach, dla pantofli i konfidentów nie ma miejsca.
-Brzmisz jak jakiś mural...
-Nie obrażaj! -fuknął i zapalił papierosa -Spale i wejdziemy.
-W tedy skończy się przerwa, a mam jej oddać to teraz.
-Ojej, jak poczeka to się nic nie stanie -przeleciał wzrokiem po budynku.
-Mówiła że ma mieć to przed ósmą, jak się cykasz to możesz na mnie zaczekać.
-Nie cykam się! -stwierdził stanowczo i wyrzucił do połowy dopalonego papierosa. Skierowali się do drzwi budynku, czując na sobie wzrok uczniów technikum, jedni wpatrywali się na nich z zaciekawienie, inni z pogardą, a jeszcze inni nie zwrócili uwagi na nowych przybyszy.
Jennie stała przy swojej szafce, gorączkowo szukając czegoś w torebce. Tego dnia miała krótką, czarną sukienkę z wyeksponowanym dekoltem, tego koloru skórę i koturny, co nie uniknęło bystremu wzrokowi BamBam'a, który mało co się nie uślinił na jej widok.
-Hej -zagadnęła Lisa -czego tak szukasz?
-Kluczy do szafki -burknęła, coraz bardziej zdenerwowana. W tym momencie, zabrzmiała melodia piosenki "Him & I". Dziewczyna szybko odebrała.
-Co się dzieje? -zapytała szybko -Ach, to dobrze, już idę -rozłączyła się -zaczekajcie tu chwilę, znajomy dowiezie mi kluczyk. Oparli się o parapet, w tym momencie się rozpadało, a biedna Jennie biegła do czarnej limuzyny, po chwili auto odjechało, a ona biegła do budynku szkoły. Gdy byli w komplecie Lisa oddała jej ubranie, zaś ta schowała je do szafki.
-A to kto? -zapytała brązowowłosa wskazując na chłopaka.
-Ach, to jest -nie dał jej dokończyć.
-BamBam, a Ty aniołku? -zeskanowała go wzrokiem, od stóp do głów i powiedziała:
-Nie jesteś w moim typie, dzieciaku -wywróciła oczami -Jennie -poprawiła włosy i gdy miała już coś dodać, rozległ się trzask drzwi oraz donośny głos.
-Hej laseczki, w górę biusty, idzie Bobby, król rozpusty!
-O Boże, nie...
-Kto to? -zapytali oboje.
-Najbardziej napalony dupek w całej szkole, ja się zmywam, bo zaraz się zacznie ślinić, ta jak Ty BamBam i nie da mi spokoju -odwróciła się szybko.
-Moja Jennie ucieka, nie przedstawisz mi koleżanki? -zapytał zjawiając się tuż przy nich, z całym wianuszkiem dziewczyn, które były całe w zachwycie.
-JiWon, dziecko, idź do domu, oglądać pornole, czy cokolwiek innego, a mi daj spokój.
-Nie usłyszałem tego -prychnął -a wy co? Guza szukacie? Wypad stąd!
-Co? -BamBam stanął na przeciw niego. Był nieco wyższy, jednak tamten dużo lepiej zbudowany. Pranpriya, widząc co się szykuje, postanowiła ich ewakuować.
-Zwijamy Bammie, cześć Jenn -pociągnęła go za rękaw.
-Co Ty odwalasz? Lisa! On, przecież...
-Idziemy -powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Chłopak był rozzłoszczony, jednak widząc koleżankę nie chciał by wpadła w szał. Tuż przy wyjściu, kiedy rozkładała swoją niebieską parasolkę, poczuła lekkie szturchnięcie w ramię. Spojrzała w bok, był to chłopak, którego spotkały z Rose w centrum handlowym.
-Hej piękna, gdzie masz swoją, równie ładną koleżankę?
-Yyyyyyy.... -zająknęła się -Hej, co tu robisz? Chodzisz do tej szkoły?
-Chodziłem, kumpel miał mi załatwić części do samochodu. A ty? Twój mundurek, przypisuje Cię do innej szkoły.
-Tak, tak... Przyszłam oddać coś znajomej.
-O, komu? Znam tu wszystkich.
-Jennie -odparła, po chwili namyślając się czy był to dobry pomysł.
-To w takim razie, jestem Mino, znajomi Jennie, to moi znajomy -uśmiechnął się przyjaźnie, mimo dość mrocznego wyglądu.
-Lisa, a to jest Kumpimook, mój przyjaciel -uścisnęli sobie dłonie -wiesz my też sie już zbieramy, bo zajęcia i tak dalej...
-No tak, idźcie dzieciaczki -zaśmiał się i wszedł do budynku.
-Kim on u diabła jest? -zapytał Tajlandczyk, kiedy kierowali się do liceum.
-Długa historia -zaśmiała się -opowiem Ci później.
-No ja myślę -złapał ją pod ramię -poznasz mnie bliżej, z tą Jennie, nie? -zaśmiał się.
-A co z Rose? -odcięła się i złożyła parasolkę.
-Rose, to moje niespełnione marzenie, mój obiekt westchnień, ale nie wszedłbym z nią w związek.
-Dlaczego? -zapytała zaskoczona, wyjęli książki z szafki.
-Wiesz, ja lubię kobiety z pazurem, Rose jest cięta ale subtelna.
-Acha, nie chcę dalej wnikać w ten temat. Chodźmy szybko, bo już jesteśmy spóznieni.
-Ty jesteś spóźniona, ja zaczynam za godzinę, dzisiaj mamy tydzień B i nie zobaczę tej starej... Nie dokończę -zaśmiał się -idę zapalić, do później!
Kiedy była już w sali i zebrała ciężki ochrzan, siadła w ławce, wyjęła książkę wraz z zeszytem i długopisem. Mało zaciekawiona zajęciami, zaczęła rysować w zeszycie. Jej telefon za-wibrował, odczytała wiadomości na Kakaotalk, o dziwo jedna była od Rose, aż dziwne że zaczęła z powrotem korzystać z tej aplikacji, a dwie następne od:
"Od: dangerous_jennie:
Idziesz na imprezę w czwartek?
Od: dangerous_jennie:
Mino zaprasza ;)".

Jak myślicie Lisa pójdzie na imprezę?
Do zobaczenia w przyszłym roku dzieciaczki ;)
Yuki

6.12.2018

Do wschodu słońca...

Ho, ho, ho! Był już u was Mikołaj? Ja z tej okazji mam dla was mini opowiadanko. Tym razem pojawi się nietypowy idol, nietypowy temat, nietypowa perspektywa (zazwyczaj piszę w osobie trzeciej) i ogólnie, całe opowiadanie nietypowe...

Cai XuKun




"-Widzisz, każdy chciał mnie mieć, jednak to ja miałam wszystkich.
-Czyli jesteś taką współczesną gejszą?
-Teraz, sama już nie potrafię określić. A ty jak uważasz?
-Pozwól mi zostać, do wschodu słońca."

Cai nie był dla mnie nikim szczególnym, ot kolejna zdobycz. Młody, spontaniczny, pogodny chłopak, który rozświetlił moją szarą egzystencję, tu w Kioto. 

Wszyscy mi zazdrościli, całkiem niedawno skończyłam studia, a już miałam posadę adwokata w sądzie. Dzięki zastrzykowi pieniędzy od moich rodziców, i nie tylko ich, byłam w stanie kupić niewielkie, aczkolwiek funkcjonalne mieszkanie w centrum i całkiem przyzwoity samochód, przy czym zaczęłam już teraz odkładać na własną kancelarię adwokacką. W wolnych chwilach tłumaczyłam dokumenty z języka angielskiego na japoński, oraz na odwrót, co też nie ukrywam przyniosło mi wysokie dochody.

Mimo tych wszystkich sukcesów, czułam się okropnie samotna, pustka, niczym czarna dziura pochłaniała moją duszę. Dlatego też szukałam pocieszenia w ramionach mężczyzn, głównie starszych, którzy mieli dość żon, dzieci i szybkiego życia w Japonii. W liceum spotkałam się z moim pierwszym "klientem", przez to określenie nie myślcie sobie że byłam prostytutką. Byłam odpowiednikiem gejszy, spędzałam z nimi czas, wysłuchiwałam ich żali, byłam uprzejma w wyuczony japoński sposób, by tylko oderwać ich od tego co jest poza klubem, czy kawiarnią gdzie się spotykaliśmy. Ale nie robiłam tego tylko dla zajęcia tej pustki, sprawiało mi to nie małą satysfakcję, gdyż dostawałam naprawdę z tego duże pieniądze, nie wspominając o drogocennych prezentach.

I ponad rok temu, coś zmieniło się w moim życiu...

Po sześciu latach zabawiania klientów, postanowiłam się od tego oderwać, skończyłam studia z rekomendacją i rozpoczęłam pracę w sądzie. Moje myśli i serce w całości pochłonęła praca, jako nowa, a na dodatek -nie japonka, musiałam się wykazać.

Tego deszczowego, listopadowego dnia siedziałam w kawiarni, popijając Americano. Nie opłacało mi się wracać do mieszkania gdyż po trzy godzinnej przerwie, miałam kolejną sprawę. Siedziałam przed laptopem analizując jeszcze raz przygotowane dokumenty. Pociągnęłam łyk kawy i usłyszałam dźwięk robionego zdjęcia, odwróciłam wzrok w stronę, z której pochodził dźwięk. Zza profesjonalnego aparatu wyłoniła się twarz młodego mężczyzny, właściwie chłopaka. Uśmiechnął się zadziornie, a jego przydługie włosy opadły na jego delikatną twarz, odgarnął je szybkim gestem, jednak niesforny kosmyk ciągle błąkał się po jego obliczu.

-Przepraszam -powiedział po angielsku, podnosząc się przy tym z krzesła, zabierając swoją kawę i przysiadł się na sofie, na przeciw mnie -po prostu jesteś tak inna, tak ciekawa, że musiałem Cię ująć na zdjęciu...
-Nie wysilaj się by mówić po angielsku -odpowiedziałam mu po japońsku, pewnie kolejny Japończyk, który myśli że należę do białych, co nic po japońsku.
-Przepraszam, ale jestem chińczykiem, nie rozumiem Cię -po raz kolejny zwrócił się w języku angielskim. 
Uniosłam lekko kąciki ust w uśmiechu, w końcu osoba od tak dawna, z którą tak mogłam pomówić w moim ojczystym języku.
-Powiedziałam byś się nie wysilał, poza tym nie życzę sobie by ktokolwiek robił mi zdjęcia, usuń je -odparłam.
-Wybacz, ale nie mogę tego zrobić -uśmiechnął się ponownie, po czym upił łyk kawy.
Zerknęłam na zegarek, miałam godzinę, do rozprawy, zamknęłam laptopa i schowałam go do torby.
-Mnie nie interesuje, czy możesz, czy nie, masz je usunąć.
-Odmawiam -wywrócił oczami i rozsiadł się wygodniej, popijając kawę dalej.
-Słuchaj, jeśli należysz do tych kolejnych pajaców, którzy chcą pod szlifować swój angielski, w rozmowie ze mną, to znikaj stąd.
-Uwierz mi, po sześciu latach mieszkania w Los Angeles, nie potrzebuję szlifu. 
-Och, proszę jaki kit mi jeszcze wciśniesz? Może ze jestem tak piękna ze nie mogłeś się oprzeć, by mnie uwiecznić na zdjęciu -odrzuciłam włosy do tyłu, to zawsze działało na klientów, poza tym zdawałam sobie sprawę ze swojej urody.
-Niewątpliwie chciałem Cię uwiecznić, ale co do twojej urody możemy dyskutować -posłał mi ten zadziorny uśmiech.
-Co to za gra? Hm? Czuję się jak w ukrytej kamerze. Po prostu usuń zdjęcie i rozejdźmy się bez zbędnej kłótni.
-Nie ma takiej opcji -odparł, potem sącząc napój.
Zapadła cisza, dopiłam moją kawę, za nic nie chciałam by usunął zdjęcie, za nic również nie chciałam iść na rozprawę. Zaintrygował mnie. 
-Cai XuKun -przerwał ciszę -studiuję fotografię i pomyślałem że chciałabyś za pozować do moich zdjęć, jednak widzę że nie masz na to ochoty.
-Dlaczego nie? Mogę za pozować -wstałam od stołu i nałożyłam na siebie płaszcz, szalik i rękawiczki -wybacz mam rozprawę, muszę iść -sięgnęłam do kieszeni torebki i podałam mu wizytówkę -możesz się skontaktować pod ten numer -podniósł się z miejsca i przyjął mała karteczkę.
-Dziękuję że się zgodziłaś -uścisnęłam jego dłoń.
Podeszłam do lady i zapłaciłam, następnie popędziłam do samochodu i odjechałam do sądu.

Siedzę teraz w fotelu, w moim małym salonie i przyglądam się panoramie nocnego Kioto. Cisza i spokój otula to miasto, a z nieba zaczęły padać pierwsze płatki śniegu, zwiastujące zimę. W dłoni dzierżę kieliszek, czerwonego, słodkiego wina, które nie ukrywam było moim faworytem. 

W głowie przywołuję wspomnienia, pierwszej sesji zdjęciowej, która odbyła się tydzień, po spotkaniu w kawiarni. Z początku nie był dla mnie szczególny, był młodszym, kolegą z którym lubiliśmy pogadać, wyjść na miasto. Z czasem dostrzegałam w nim coś więcej, jak uroczego dwudziesto-dwu latka. Rozumiał mnie tak że nieraz nie musiałam nic mówić, a on już wiedział, bardziej reagowałam na bodźce, kiedy mnie dotykał, kiedy znienacka szeptał do ucha. Cały czas biłam się z myślami, przecież nie mogłam zainteresować kogoś tak innego ode mnie. Wolnego ptaka, artystę, nie dbającego o dobra materialne, nie wspominając o tym  że młodszy jest ode mnie o pięć lat.

A jednak...

W moje dwudzieste siódme urodziny, poszliśmy na parę drinków do klubu i w tedy, pod wpływem alkoholu, opowiedziałam mu całą historię o sobie.
-Widzisz, każdy chciał mnie mieć, jednak to ja miałam wszystkich -skwitowałam, zamawiając kolejnego drinka.
-Czyli jesteś taką współczesną gejszą? -powiedział i wypił kolejny kieliszek sake.
-Teraz, sama już nie potrafię określić. A ty jak uważasz? -oparłam głowę na ręce śledząc jego porcelanową twarz.
-Pozwól mi zostać, do wschodu słońca. Pozwól a się dowiesz.

To potoczyło się tak nagle, kiedy dopiłam tylko drinka, opuściliśmy klub i zamówiliśmy taksówkę, gdy byliśmy w windzie, która miała nas dowieźć do mojego mieszkania, nie potrafiłam mu się oprzeć. 
Ciągle pamiętam jak leżeliśmy nad ranem w łóżku, wypalając ostatnie papierosy i miałam w tedy wrażenie że jesteśmy nierozłączni, na zawsze. 

Kilka miesięcy później, nasze nie rozłączni, rozpadło się, skończyła mu się wiza studencka i musiał wracać do Chin, gdyż jego rodzina już nie mieszkała w USA, a on uczył się w Szanghaju. Ja amerykanka, mieszkająca w Japonii, nie miałam szans by jechać z nim i nawet nie chciałam. Za długo pracowałam na to co posiadam, by od tak to po prostu pozostawić.

Nalewam kolejny kieliszek wina, tym samym całkowicie opróżniając butelkę, mija cztery miesiące, odkąd wyjechał, nie odezwał się nawet raz, a ja podobnie. Pociągnęłam łyk i odstawiłam kieliszek na podłogę, poprawiłam się w fotelu i przymknęłam powieki. Zapadłam w sen. Nie spałam długo, gdyż wyrwał mnie dźwięk telefonu, zerwałam się gwałtownie, przy tym tłukąc kieliszek, zaklęłam pod nosem i popędziłam do sypialni, gdzie zostawiłam torebkę, kiedy tylko wydobyłam iPhone, w ostatniej chwili udało mi się odebrać połączenie.

-Tak? -mruknęłam.
-Natalie -łagodny głos zabrzmiał w słuchawce. Miałam wrażenie, że nogi zaczynają się uginać pode mną, w głowie mi zawirowało.
-XuKun -szepnęłam, drżącym głosem.
-Proszę, otwórz drzwi.
-Co? -zapytałam zszokowana.
-Proszę -rozłączyłam połączenie i biegiem rzuciłam się ku drzwiom, z kołatającym sercem otwarłam je, przy tym włączając światło.

Stał oparty o framugę, wilgotne kosmyki włosów przykleiły się do zaróżowionych policzków, smukłą twarz przyozdabiał mały uśmiech. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, aż on odsunął się od framugi, z jego skórzanej kurtki spływały krople wody, zdjął z głowy kaptur i przekroczył próg mieszkania. Uprzedził mnie, nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.

-Pozwól mi zostać, do wschodu słońca.

Koniec.


Jak przygotowania do świąt, mieszkania wysprzątane? Placki popieczone? Ja za nic nie mogę ich ogarnąć, a zbliżają się wielkimi krokami. Do następnego!
Yuki